5

Dziwaczny kontroler i ciekawa usługa – Google chce podbić rynek gier

Google coraz bardziej na serio traktuje swoje plany wkroczenia na rynek gier. Własna usługa streamingowa oraz kontroler, którego projekt ujrzał światło dzienne, sugerują, że nie są to tylko pobożne życzenia, lecz realizacja konkretnych celów na drodze - być może - zrewolucjonizowania branży.

O tym samym myśli Microsoft, usilnie pracujący nad ofertą streamingową, dzięki której gry z Xboxa miałyby trafić na wszystkie inne platformy. Sony ma w swojej ofercie PlayStation Now, które nawet udało mi się przetestować, ale wciąż nie jest oficjalne dostępne w Polsce, choć to ma się podobno zmienić w niedalekiej przyszłości. Jak niedalekiej? Trudno powiedzieć. Czy Microsoft albo Google będą szybsi? Niewyluczone. Czy w tej kategorii obowiązuje zasada kto pierwszy, ten lepszy? Wydaje mi się, że nie, bo żadna z firm nie zdoła opanować kompleksowo rynku – w rękach Xboxa i PlayStation pozostaną tytuły na wyłączność plus pozostałe gry, a Google może zawojować rynek zasięgiem telewizorów i przystawek z Android TV oraz mobilnego Androida, jeśli weźmiemy pod uwagę mobilne granie.

Wzmianki o tym, że Googlerzy mają tak ambitne plany, pojawiały się już jakiś czas temu. Za każdym razem były to skrawki informacji, które dawały nam znać, że rozmowy i dyskusje trwają. Wygląda na to, że tym razem znacząco posunięto się do przodu, bo do sieci trafił projekt kontrolera, który ma być produktem Google. Na jego podstawie przygotowano nawet kolorowy render, który sprawia, że… pad wygląda dziwniej, niż początkowo się prezentował.

Oczywiście kolorystyka pozostaje niewiadomą, bo na grafice, którą widzicie niżej, autor użył własnej wyobraźni, ale dzięki temu, mamy możliwość zobaczyć kontroler w pełnej okazałości. Przypomina mi on w sporym stopniu DualShocka od Sony, ale o jeszcze mniej ergonomicznych kształtach, niż pad od PlayStation. To nie musi być oczywiście ostateczny projekt, ale nie do końca odpowiada mi to, w jakim kierunku zmierza zamysł Google.

A jak działałaby sama usługa streamingowa? Naturalnie najczęściej mówi się o niej jako o „Netfliksie dla gier”, a jedną z głównych platform, gdzie byłaby dostępna, to Chromecasty. Te niewielkie urządzenia potrafią strumieniować treści 4K na duże ekrany, więc w teorii powinny też poradzić sobie z obsługą rozgrywki na odległość. Być może zaprezentowany będzie nawet nowy model – jeszcze w tym miesiącu odbędzie się przecież tajemnicza konferencja Game Developers Conference, którą organizuje Google. Firma pokazała już swój Project Stream, a to wydarzenie może być pierwszą okazją do oficjalnego omówienia i zapowiedzi platformy Google.

To, co dzieje się teraz z rynkiem VOD, wkrótce może dosięgnąć także branży gier. Jest coraz więcej zainteresowanych, którzy są gotowi nie tylko na pośredniczenie w oferowaniu różnego rodzaju multimediów (wykorzystując swoją pozycję), ale również – a może przede wszystkim – takie firmy dostrzegają potencjał we własnych inwestycjach w dany rynek. Wykładając pieniądze na stół można rozpocząć współpracę z doświadczonymi i cenionymi twórcami w każdej dziedzinie – spójrzcie na Apple, które powoli staje się kimś znacznie więcej, niż zwykły pośrednik między wytwórniami i studiami a klientami. Oferta usługi VOD zapełni się własnymi produkcjami i taką samą ścieżką może podążyć Google, jeśli chodzi o rynek gier.

Niektórzy powiedzą, że to niemożliwe i to z tak wielu powodów. A gdy na na Netflix debiutowały pierwsze oryginalne seriale, ktokolwiek sądził, że te 5 lat później filmy platformy internetowej będą walczyć o nagrody na festiwalach filmowych? Giganci mają ogromny apetyt na zwiększenie swojego udziału w codzienności użytkowników, a skoro niektórzy próbują swoich sił w branży filmowej czy na rynku prasy, to inni zrobią to samo z grami.