24

Porażka Stadia to problem dla… xCloud. Chyba, że ten wywróci stół do góry nogami

Wczoraj w sieci pojawiły się pierwsze recenzje usługi Google Stadia, które... są bardzo, bardzo mieszane. Recenzenci znaleźli mnóstwo problemów z działaniem streamingu gier, które były... raczej do przewidzenia. Otrzymaliśmy bardzo głęboką "betę", która w niektórych przypadkach otarła się o kompromitację. Choć były momenty, w których działała całkiem nieźle.

Recenzenci są jednak całkiem zgodni w jednej rzeczy – Stadia w przypadku bardziej wymagających tytułów zachowuje się jak niedomagający pecet. Po prostu tak, jakby nie spełniał pewnych wymagań sprzętowych dla gry. I to mimo odpowiednich jak na ten moment łącz internetowych – aż przykro by było patrzeć, gdyby taką Stadię testować na pierwszym lepszym połączeniu LTE dowolnego operatora sieci komórkowej. To jest pewne.

Najbardziej w pamięci utkwił mi stworzony przez jednego z recenzentów GIF, który jasno pokazuje, ile w jego przypadku wynosiło opóźnienie między wprowadzeniem komendy: „skacz”, a zrealizowaniem tej operacji przez postać w grze. Zbyt długo, około 1,5 sekundy. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że takie coś jest niedopuszczalne w kontekście usługi streamingowej dla gier? Moglibyśmy znieść słabszą jakość, ale zdecydowanie nie to. Coś innego nam obiecywano, coś innego dostaliśmy.

Ale czy spodziewaliśmy się czegoś innego?

Szczerze? Dla mnie, Stadia może i jest poważnym krokiem naprzód w kwestii streamingu gier, ale w dalszym ciągu jest to na tyle problematyczna technologia, że niestety, ale nie ma co się spodziewać cudów. Nawet taki Google, który ma mnóstwo zasobów ku temu, by „rozbić bank” nie może przeskoczyć pewnych ograniczeń, które wynikają wprost: z możliwości obecnego sprzętu oraz dostępnych łącz internetowych. To prawdopodobnie jeszcze nie jest moment na to, aby mówić na poważnie o streamingu.

Jednak nie tylko Google się zbroi: mamy na horyzoncie jeszcze projekt xCloud, który Stadia gorączkowo starała się wyprzedzić. Mountain View robiło dosłownie wszystko, aby xCloud nie był „pierwszy”, prace przebiegały we wręcz gorączkowej atmosferze, by nie rzec, że „na pałę”. A może to między innymi z tego powodu Stadia zebrała takie, a nie inne recenzje wśród zagranicznych dziennikarzy? Może to jest właśnie ten problem?

Niekoniecznie. Najgorsze jest jednak to, że część środowiska w „porażce” Stadii upatruje również porażce całej idei streamingu gier, co jest dla mnie absolutnie błędne. Nie można skreślać całej grupy tylko dlatego, że jeden z jej uczestników „dał ciała”. Tym bardziej, że w projektach streamingowych nikt ze sobą ściśle nie współpracuje, każdy stara się pracować na własny rachunek i jeśli się uda – zgarnąć kawał tortu, który właśnie się tworzy.

Stadia

Dla xCloud, kondycja Stadii może być sporym problemem. Scenariusze są dwa: albo xCloud ma takie same problemy jak Stadia i recenzenci w trakcie testów usługi Microsoftu uznają absolutnie, że streamung nie ma sensu, albo… xCloud jest lepszy i dokopie Google po całości. Stawiam na to drugie – Microsoft miał prawdopodobnie znacznie więcej czasu na to, aby rozwinąć swoją usługę streamingu gier. I stawiam na to, że będzie dysponował znacznie lepszą infrastrukturą. Co więcej, Microsoft ma znacznie większe doświadczenie w branży rozrywkowej.

Czytaj więcej: Stadia – czyli abonamenty na konkretnych wydawców

Może być też tak, że xCloud będzie dobry, ale nie wystarczająco dobry, by uznać streaming za poważnego przeciwnika tradycyjnego dostępu do gier komputerowych. Zresztą, mimo, że w branży panuje atmosfera zainteresowania tego typu rozwiązaniami, patenty Sony wskazują, że w PS5 niekoniecznie sporo myśli się o chmurowym graniu – na co wskazują prawdopodobne akcesoria – dyski SSD, zdatne do wymienienia „w locie”. Jeżeli ten scenariusz się sprawdzi, pewne będzie jedno: streaming gier trafił na zły moment. To jeszcze nie czas dla niego.