10

Google rozpędza się społecznościowo i uruchamia Photovine

Autorem wpisu jest Tomasz Popielarczyk Nowa usługa, w którą angażuje się Google to efekt przejęcia w zeszłym roku specjalizującej się w mobilnych aplikacjach społecznościowych firmy Slide. Na czym ma polegać Photovine? W uproszczeniu – na dzieleniu się zdjęciami ze znajomymi. Brzmi znajomo? Owszem, tego typu funkcje znajdziemy w każdym szanującym się serwisie tego typu. Co […]

Autorem wpisu jest Tomasz Popielarczyk

Nowa usługa, w którą angażuje się Google to efekt przejęcia w zeszłym roku specjalizującej się w mobilnych aplikacjach społecznościowych firmy Slide. Na czym ma polegać Photovine? W uproszczeniu – na dzieleniu się zdjęciami ze znajomymi. Brzmi znajomo? Owszem, tego typu funkcje znajdziemy w każdym szanującym się serwisie tego typu. Co ma zatem wyróżniać usługę Google? Mobilność, przez wielkie M i Prostota przez duże P.

Na teaserze promującym serwis widzimy ludzi w zwykłych życiowych sytuacjach, które uwiecznione trafiają błyskawicznie do sieci. Pojawia się jednak tutaj kilka znaków zapytania. Dlaczego nie użyć do tego mobilnego Facebooka czy Picasy? Co z oferującą podobną funkcję mobilną aplikacją Google+? I w końcu – dlaczego w całym klipie wideo nie ma żadnego Androida, tylko same iPhone’y?

Kalifornijski gigant ma to do siebie, że lubi stawiać na niewielkie usługi, które z czasem ewoluują w pełnoprawne produkty i stają się częścią większych ekosystemów. Tak było z eBookStore, które teraz trafia do Android Market, czy chociażby z Picnickiem, będącym od pewnego czasu domyślnym edytorem zdjęć w albumach Picasy. Wygląda na to, że Photovine to kolejny mini-projekt z perspektywami. Albo zapuści korzenie i umocni się w portfolio firmy, albo skończy jak Wave, Health, Video i inne nierentowne usługi

Trzeba też dodać, że ta quasi-społecznościowa usługa wbrew ostatniemu trendowi nie aspiruje do połączenia z Google+. Producent nie wspomina też nic o sposobie jej finansowania, a ten element to, jak wiemy, bolączka wielu innych oferowanych przez niego usług. Co ciekawe, próżno też szukać gdziekolwiek na stronie Photovine charakterystycznego „Powered by Google”. Co to może oznaczać? Czyżby firma chciała postawić na projekty bardziej niezależne i nie budować ich popularności na bazie własnej marki?

Google wraca do korzeni i stawia na prostotę, która może się opłacić. Kiedy Picasa będzie królowała na desktopach i w Google+, Photovine stanie się prostą alternatywą dla użytkowników mobilnych. Czy może być tak kolorowo? Osobiście widzę w tym coś w rodzaju zdjęciowego mikrobloga, pozbawionego setek zbędnych ficzerów, w które obfitują obecnie serwisy społecznościowe. Istnienie takiej usługi w tradycyjnym wydaniu webowym byłoby bezcelowe, bo nie ma ona nic innowacyjnego do zaoferowania w porównaniu z konkurencją. Natomiast jako mobilna aplikacja Photovine może zawalczyć o serca użytkowników smartfonów i, kto wie, może stać się nawet fenomenem na miarę Twittera? Ale poczekajmy, bo wobec tych wszystkich pytań, na które nie znamy odpowiedzi, takie śmiałe koncepcje mogą okazać się mocno przesadzone.

Źródła: neowin.net