38

Google robi ukłon w stronę Polaków – jedna z kolejnych wersji Androida będzie nosić nazwę „Ptyś” [AntySens]

Google najwyraźniej ma do nas słabość - relatywnie niedawno otwarto Campus Warsaw, co należy uznać za spory sukces i szansę dla naszej sceny startupowej, teraz dowiadujemy się, że za parę lat pojawi się Android, do którego dopasowana zostanei polska nazwa. Tradycyjnie musi być to coś słodkiego, więc szybko zaczęto zgłaszać propozycje. Ostatecznie padło na ptysia. Polacy mogą się cieszyć, bo to spore wyróżnienie, a przy tym niezła reklama dla naszego cukiernictwa. Obcokrajowcy już ćwiczą wymowę - łatwo ponoć nie jest.

Większość z Was zapewne zdaje sobie sprawę z tego, że kolejne odsłony Androida otrzymują nazwy oznaczające jakiś słodycz. Spis zaczyna się od Apple pie, obecna wersja to Marshmallow, czekamy na smakołyk, którego nazwa zaczyna się na literę „N”. W plotkach pojawiają się już mocni kandydaci: Nutella, Nougat czy Nan Khatai. Ten ostatni pochodzi z Indii. Obecny szef internetowego giganta też, więc byłoby fajnie, gdyby pracodawca podkreślił jego zasługi dla firmy stawiając właśnie na tę propozycję.

O ile nadal nie wiadomo, na co padnie w przypadku litery N (ma to związek z obawami, iż wraz z nazwą wypłyną rzeczy, których Google na razie nie chce ujawniać), o tyle pojawiają się doniesienia dotyczące „imion” kolejnych edycji. Korporacja postanowiła, że nie będzie skupiać się na amerykańskich nazwach skoro jest biznesem o globalnym zasięgu. Litera „O” przypadła jakiemuś państewku na Pacyfiku (nie pytajcie nawet co to za słodycz), ale „P” będzie reprezentować Polskę! Tak sprawę przestawiał jeden z przedstawicieli polskiego oddziału firmy:

– Wiedzieliśmy, że musi być coś na „P”, ale nie moglismy się zdecydować co. Najpierw doszliśmy do wniosku, że to powinien być pączek. Ale on był już w amerykańskiej wersji jako Donut. Niby nie to samo, jednak chcieliśmy być oryginalni, żeby nie mówili o odtwórczych Polakach. No to rozpisaliśmy w biurze ankietę. Kilka propozycji sami podrzuciliśmy, zostawiliśmy też wolne okienko, by pracownicy dali coś od siebie. I chociaż wygrał ptyś, to muszę powiedzieć, że było lekkie zaskoczenie – w wolne okienko sporo osób wpisało paluszki rybne. To była druga najpopularniejsza odpowiedź, zaraza po ptysiu. Szefom aż się gorąco zrobiło…

Dowiedzieliśmy się, że w Mountain View przyjęli ten werdykt marszcząc brwi. Wielu menedżerów próbowało wymówić nazwę poprawnie i mimo szeregu prób nie dawali rady. Ponoć już ciągną słomki, który z nich ma prezentować za kilka kwartałów nowy system i wymówić słowo „ptyś” przed publicznością i kamerami. Polacy przekonują ich, że i tak nie jest najgorzej – przecież mogło paść na pączuszki z serkiem homogenizowanym albo pierniczki świąteczne. Na tym nawet Google Translator połamałby cyfrowy język. Po tych argumentach uznano, że ptyś jest ok.

Niestety, nad Wisłą zaczęła się już wojna polsko-polska. Dotyczy tego, który ptyś jest najbardziej narodowy. Jaki jest kształt, rozmiar, waga i nadzienie prawdziwie polskiego ptysia. Bo przecież nie może nas przed siedzibą Google reprezentować byle co. Pojawiły się doniesienia na temat przetargu, w którym zostanie wyłoniona firma odpowiedzialna za projekt ptysia. Czy jednak uda się jej pogodzić wszystkie strony sporu i stworzyć ptysia idealnego, który zaprezentuje Polskę w najlepszym świetle? Trudna sprawa.

A jak do sprawy podchodzi polskie środowisko kulinarne? Temat skomentowała jedna ze znanych warszawskich restauratorek:

– To spora szansa, o polskiej kuchni może się zrobić naprawdę głośno. Należy stworzyć coś swojskiego, polskiego, ale też pokazać, że jesteśmy otwarci na wpływy innych kultur. Może ptyś z bigosem i sushi? Albo cebulką i chorizo, ewentualnie kiełbasą myśliwską i parmezanem. Tak, te kompozycje brzmią całkiem nieźle: lokalnie i jednocześnie światowo. Ze słodkiego nadzienia bym zrezygnowała, bo od cukru się tyje. Glutenowi też mówimy nie. W sumie to nie wiem dlaczego…

Ponoć pomysły są już analizowane – ze zdaniem restauratorki należy się liczyć, już trzy razy odmówiła przyjęcia gwiazdki Michelin. W Mountain View pytają jednak czy bigos jest bardzo słodki i jak się komponuje z sushi. Może być ciekawie.

Niniejszy wpis ma charakter satyryczny, a informacje i cytaty w nim zawarte nie są prawdziwe. Oznaczyliśmy to w tytule [AntySens], podobnie zamierzamy robić w przyszłości.