Google

Google pisze zupełnie nową definicję Chromebooka

KK
Konrad Kozłowski

Pozytywnie zakręcony gadżeciarz, maniak seriali ro...

71

Od czasu do czasu lubię wrócić do jednego z pierwszych klipów przedstawiających Chromebooka. Wiele osób nie kojarzyło w tamtym okresie z tą nazwą niczego konkretnego. Obecnie laptop wyposażony w Chrome OS przebija się nawet do świadomości zwykłych użytkowników, którzy coraz częściej pytają o dostępność tych komputerów także w naszym kraju. Ale Google nie zamierza spocząć na laurach, dlatego definicja Chromebooka jest pisana niemalże na nowo.

System będący tak naprawdę jedynie przeglądarką internetową, pozbawiony pulpitu, typowych ikonek i skrótów - tak początkowo prezentował się Chrome OS. Z czasem Googlerzy byli zmuszani do kolejnych ustępstw, a Chromebooki zyskiwały na atrakcyjności i popularności. Jedne z fundamentalnych cech tych laptopów nigdy nie zostały porzucone - Chromebook ma być szybki, lekki i bezpieczny oraz łatwy w obsłudze. Na przestrzeni lat rozbudowywano możliwości platformy, byśmy dzisiaj byli o krok od chwili, w której długo wyczekiwany debiut Google Play w Chrome OS był niemal na wyciągnięcie ręki. Jak się okazuje, to tylko jeden z elementów całej układanki, która ma wyprowadzić Chromebooki z roli drugiego komputera.

"Nie ma nawet pulpitu"*

Pojawienie się Sklepu Play na Chromebookach będzie nie lada argumentem dla Google - już teraz posiadacze niektórych modeli mogą uruchamiać aplikacje dla Androida na Chromebookach. Laptopy z Chrome OS przestaną być urządzeniami pozbawionymi zaplecza aplikacyjnego, którego oczekuje tak wielu użytkowników. Niemalże z dnia na dzień możliwości Chromebooka zwiększą się do tego stopnia, że za kilka(naście) miesięcy trudno nam będzie wyobrazić sobie okres, w którym niemożliwe było sięgnięcie po jedną z używanych codziennie aplikacji. Google skrzętnie wykorzystuje wszystkie atuty tej decyzji demonstrując podczas pokazów takie aplikacje jak Messenger i Word - jednej z najbardziej rozpoznawalnych komunikatorów oraz najpopularniejszy edytor tekstu. Być może nie jest do końca świadomy prztyczek w nos Microsoftu, ale wysyłany przez Google sygnał jest jasny.

"Chromebook Pro"

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego jasne było, że Google nie zatrzyma się. Już teraz do sieci trafiają kolejne rewelacje dotyczące planów firmy z Mounatin View. Informacje są dość mgliste i nie stoją za nimi (jeszcze) żadne konkrety, ale samo przewijanie się niektórych pogłosek daje do myślenia. W jednej z ankiet zorganizowanych przez Google pojawiło się bowiem określenie "Chromebook Pro" - biorący udział w ankiecie mieli wskazać jakich cech oczekiwaliby od tego typu urządzenia.

Debiut sprzętu o takiej nazwie wydaje się dla mnie mało prawdopodobny (i Microsoft i Apple zdążyły już skorzystać z takiego rozwiązania), lecz wizja przyświecająca przy projektowaniu urządzenia "pro", czyli "dla profesjonalistów" jest bardzo jasna. Obecność aplikacji dla Androida na Chromebookach to spora szansa dla modeli wyposażonych w ekrany dotykowe - od dawna jestem zwolennikiem takiego dodatku w laptopie, a skoro tysiące tytułów w Google Play zostało opracowanych właśnie z myślą o obsłudze za pomocą dotyku, to należy to maksymalnie wykorzystać. Na tym jednak nie koniec, ponieważ najświeższe doniesienia dotyczą pojawienia się wsparcia dla rysików (stylusów) w Chrome OS.

To wszystko jest o tyle ciekawe, że te działania mogą sugerować sporą zmianę kursu Google. Pixel C był nieśmiałym krokiem ku uczynieniu Androida rywalem dla iOS-a na iPadzie Pro i Windowsa na urządzeniach z serii Surface. Własny system, własne urządzenie - to miała być recepta na sukces. Tymczasem o tablecie Google szybko zapomniano, podczas gdy Chromebooki nadal są na fali wznoszącej. Jak wysoko uda im się jeszcze wzlecieć?

P.S. Sam niedawno ponownie wybrałem Chromebooka.

*

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu