10

Google personalizuje wyniki wyszukiwania… a nie potrafi zrobić tego samego z RSS i Google Readerem

Zaniedbanie przez Google jednego ze swoich produktów – Readera, jest dla mnie naprawdę zagadkowe. Najpierw jako jeden z ostatnich produktów został zaktualizowany do nowego wyglądu, potem okazało się, że była to w dużej mierze zmiana na gorsze. Ja coraz rzadziej zaglądam do Readera bezpośrednio, coraz częściej korzystam z nakładek typu Flipboard, bo są po prostu […]

Zaniedbanie przez Google jednego ze swoich produktów – Readera, jest dla mnie naprawdę zagadkowe. Najpierw jako jeden z ostatnich produktów został zaktualizowany do nowego wyglądu, potem okazało się, że była to w dużej mierze zmiana na gorsze. Ja coraz rzadziej zaglądam do Readera bezpośrednio, coraz częściej korzystam z nakładek typu Flipboard, bo są po prostu wygodniejsze. Ale najdziwniejsze, że w czytniku Google nie stosuje mechanizmów, które doprowadził do perfekcji w swojej wyszukiwarce, kontekstowego dostosowywania treści.

Jak wiadomo, chociaż nie wszyscy o tym pamiętają, Google korzysta z kilkudziesięciu wskaźników, pozwalających dopasować wyszukiwane treści do naszych przewidywanych oczekiwań. Mechanizm rozwija skrzydła gdy jesteśmy po prostu zalogowani do swojego konta Google i można sięgnąć do historii naszego wyszukiwania i wielu innych informacji, ale nawet jak jesteśmy wylogowani brany jest pod uwagę szereg czynników, poczynając od lokalizacji naszego IP, jeżyka który mamy ustawiony w systemie i tak dalej. Wszystko po to, aby wyszukane informacje były dla nas jak najbardziej przydatne.

To oczywiście niesie poważne zagrożenia w postaci tzw. baniek, które mogą nas oddzielać od ważnych informacji ze świata, bo są z naszego punktu widzenia nieistotne, a przynajmniej tak myśli algorytm. Nie jest to artykuł poświęcony zagrożeniom, takowy popełniłem już wcześniej. Wystarczy, że jest opcja umożliwiająca podgląd informacji niespersonalizowanych i wszystko wraca na właściwe tory. Warto jednak pamiętać, że przy dzisiejszej ilości informacji, spersonalizowanie wiadomości to przede wszystkim zaleta. Nie bez powodu jest tak bardzo rozwinięte w najpopularniejszej wyszukiwarce na świecie.

W RSSach przydałoby się szczególnie mocno. Mając przeszło tysiąc nowych informacji każdego dnia trudno przejrzeć je wszystkie. Czas w którym każdego dnia przeczytałem wszystkie tytułu pojawiające się w RSS już dawno mam za sobą. Jednocześnie nie widzę sensu w ograniczeniu źródeł informacji, które i tak są mocno wyselekcjonowane. Na całym świecie jest tyle ciekawych serwisów, że nawet przy ostry procesie kwalifikacyjnym do moich RSSów ilość nowych wiadomości przekracza moje możliwości poznawcze. Tutaj przydają się wszelkie mechanizmy selekcjonowania i polecania treści. Nawet nie chodzi o ukrywanie części informacji, a raczej uszeregowanie ich w porządku który jest wypadkową chronologii i naszych zainteresowań oraz potencjalnej wartości danej informacji. Najmniej ciekawe rzeczy powinny znaleźć się na najdalszych pozycjach.

Mechanizmy stosowane przez niemal wszystkich jeśli chodzi o selekcję treści, to chociażby portale społecznościowe, gdzie widzimy co przeglądają i polecają nasi znajomi, a więc ludzie z których opinią liczymy się najbardziej. Jednak mało kto poświęca tyle czasu nowym technologiom, co ja sam. Sami znajomi zdecydowanie nie wystarczą.

Jednym z ciekawszych rozwiązań próbującym podjąć to wyzwanie jest Prismatic, z którego korzystam obecnie częściej niż z Google Readera. Znacznie czytelniej prezentuje treści i właśnie próbuje posegregować je według istotności specjalnie pod moim kątem. Jak żaden mechanizm nie jest idealny, ale jest i tak bez porównania lepszy niż czytnik Google, który podaje wszystko tylko w kolejności chronologicznej, na domiar złego, w mało czytelny sposób. Znalezienie ciekawej informacji zajmuje mi kilkakrotnie mniej czasu w Prismatic’u, niż w Readerze. Z godzin przeglądania RSSów robią się minuty.

Dlatego nie rozumiem czemu Google mając zarówno moduł personalizacji pracujący w dalece bardziej nieprzewidywalnych warunkach, bo przecież przeszukiwanie sieci i personalizowanie wyników to proces dalece bardziej złożony, niż przeglądanie wiadomości z kilkudziesięciu wybranych źródeł, na dodatek skupiając się głównie na tych najświeższych, jak i samego Readera, który wciąż jest podstawą dla wielu innych rozwiązań, również dla Prismatic’a, nie próbował wdrażać żadnej personalizacji pod kątem prezentacji treści w czytniku.

Ktoś powie, że to dla tego, że RSS umiera i korzystają z niego tylko geeki i nerdy. Ja odpowiem, że RSS korzystają tylko geeki, bo jest to taki nieoszlifowany diament. Surowa porcja informacji, która wymaga dalszej obróbki, szczególnie przy długiej liście źródeł informacji. Nikt przecież nie powie, że Flipboard jest tylko dla nerdów, a to tak naprawdę RSS z nakładką personalizacji treści i lepszą ich prezentacją, to wszystko. Flipboard ma się świetnie! Co więcej, jest ciągły niedostatek takich źródeł informacji, które umiałby wyłowić to co najistotniejsze. To ciągły proces rozwijania algorytmów.

Podsumowując, nie widzę żadnych przeszkód dla których Google nie miałby stworzyć onlineowego odpowiednika Flipboarda, czy konkurencji dla Prismatic’a, który zmiótłby całą konkurencję jakością samej usługi. W końcu to właśnie Google ma gotowe narzędzia i profiluje nasze zachowania w sieci od lat. To Google zna nas najlepiej, wie czego i kiedy szukamy, czym się interesujemy. Mógł to wszystko wykorzystać i zrobić killer usługę, ale zamiast tego mamy Readera, coś z czego kiedyś korzystałem nałogowo, a obecnie coraz rzadziej sięgam, gdy nigdzie indziej nie mogę znaleźć nic ciekawego. Zapomniane dziecko, o które przestał się troszczyć jeden z gigantów internetu. Szkoda.