6

Google nie może pozwolić sobie na łamanie własnego regulaminu i zrzucanie winy na innych

No i wyszło z tego niezłe zamieszanie. W dużej mierze dzięki wypowiedziom przedstawicieli Google’a i wynajętej przezeń firmy reklamowej. Zamiast porządnie podejść do problemu, mam wrażenie, że obie firmy wolą spychać winę na innych, samemu umywając ręce. Czy to jest właściwe rozwiązanie dla zaistniałej sytuacji? O kupowaniu tekstów promujących Chrome’a niezgodnie z regulaminem pisałem wczoraj na […]

No i wyszło z tego niezłe zamieszanie. W dużej mierze dzięki wypowiedziom przedstawicieli Google’a i wynajętej przezeń firmy reklamowej. Zamiast porządnie podejść do problemu, mam wrażenie, że obie firmy wolą spychać winę na innych, samemu umywając ręce. Czy to jest właściwe rozwiązanie dla zaistniałej sytuacji?

O kupowaniu tekstów promujących Chrome’a niezgodnie z regulaminem pisałem wczoraj na Anytwebie. Od tego czas uzyskaliśmy odpowiedzi na parę pytań. Sprawa wygląda tak, że Google wynajął zewnętrzną, brytyjską firmę Unruly Media, aby ta przeprowadziła kampanię reklamową w internecie.

Pracownicy Unruly wynajęli z kolei blogerów, płacąc im za każdy tekst, jak się przypuszcza, około 50 dolarów. Blogerzy mieli publikować wpisy zachwalające przeglądarkę Chrome. Z zadania wywiązali się bez zarzutu, produkując około 400 tekstów o wartości śmieciowej. Co więcej, niektórzy z nich zamieścili – łamiąc regulamin reklam Google’a – linki do strony pobierania przeglądarki Chrome.

Szef Unruly już wcześniej zrzucił winę na złych blogerów. Teraz przyszła pora na Google’a. Rzecznik firmy w rozmowie z The Verge powiedział m.in., że:

Google nigdy nie godził się na coś więcej niż reklamy online. Konsekwentnie unikamy tekstów sponsorowanych, w tym także płacenia blogerom za promowanie naszych produktów.

Firma zrzuciła winę na podwykonawcę, czyli Unruly. Agencja reklamowa oskarża z kolei blogerów, ci zaś nie bardzo mogą się bronić. I tak znaleziono sobie wygodnego kozła ofiarnego.

Dobrze, że Google obiecał zmiany w swoim modelu reklamowym tak, aby podobne przypadki więcej się nie zdarzyły. Dobrze też, że Unruly szybko zamieścił odpowiedź na aferę ze sponsorowanymi tekstami. Gorzej, że obie firmy zachowują się tak, jakby nie miały z aferą nic wspólnego. W końcu, to Google i Unruly powinni zadbać, aby tego typu wydarzenia nie miały miejsca.

Moim zdaniem Google jako największy dostawca reklam w internecie, zarabiający krocie na tej gałęzi rynku, powinien stosować zawyżone standardy wobec samego siebie. Twierdzenie, że firma nie wiedziała, jaką kampanię reklamową wdroży Unruly jest śmieszne. Nie mogli tego sprawdzić? W internecie?