37

Trzy rzeczy, którymi Google chwycił mnie za serce podczas #madebygoogle

No, proszę. Zauważyłem, że "zostałem" fanbojem Google. Nie, Drodzy Czytelnicy. Jestem fanem rozwiązań, które mi się po prostu podobają i co najważniejsze działają. Nikt podczas wczorajszej konferencji nie bawił się w sztuczną pompę, teatr, czy wymyślanie koła na nowo. Google zrobił to, czego dał obietnicę podczas ostatniego I/O - rozwoju ekosystemu. Jednak, nawet mnie ambicje kojarzonego głównie z wyszukiwarką po prostu przerosły. W pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Tak, wczorajszą konferencję – mimo, że nie było tańczącego psa, występu scenicznego, czy też wymuszonych oklasków, oglądałem z „rozdziabionymi” ustami. Tak, jakbym zobaczył Świętego Graala. To ciekawe uczucie dla osoby, dla której technologie to spora część życia. Od dłuższego czasu miałem wrażenie, że tu już nie ma miejsca na rzeczy, które u geek’a potrafią wywołać takie świetne emocje. A tu proszę. Dzięki, Google.

Właśnie. Zero teatru, dużo konkretów

google home

Czy ktoś darł się podczas konferencji? Klaskał tak, że mało nie połamał palców? Czy Google wbijał ludziom do głowy amazing? Konferencja Google była pozbawiona magii z urzędu, ale i tak ją miała. Pokazano sprzęt, który po prostu działa. Stonowanie powiedziano o tym, że jest ciekawe, świetne. Ale nic ponadto. Nie traktowano tego tak, jakby reszta nie miała tego samego. Google dał tym samym obietnicę tego, że przygotowane sprzęt / oprogramowanie będą po prostu działać tak, jak trzeba. Wyszukiwarkowy (teraz już nie tylko) gigant bez bezczelności nie pokazał niczego nowego i nie powiedział: „mamy to jako pierwsi”. Operowano na mocnych przykładach. Zaprezentowano mocne strony dając cichego prztyczka w nos Microsoftowi i Apple, które jak dla mnie – przy Google tkwią w brodziku ze swoimi niektórymi usługami.

Asystent Google taki jak chcę

Wczoraj zapragnąłem mieć inteligentny dom i asystenta Google – choćby był zamknięty w Home, który wygląda bardziej jak odświeżacz powietrza. Pisaliście w komentarzach o tym, że to dziwne dawać się szpiegować stawiając w mieszkaniu kilka urządzeń, które mogą nasłuchiwać głosy z otoczenia. Powiem Wam tak, Moi Drodzy. Już samo to, że korzystamy w jakimś stopniu z Internetu powoduje, że zbiera się o nas sporo informacji. To, że korzystamy z pewnych usług jest okupione tym, że płacimy wręcz informacjami. Można z tym walczyć. Można się z tym nie zgadzać. Ale to jest bezcelowe. Asystent Google w całym tym „szaleństwie” odwdzięcza się jednak niesamowitą funkcjonalność w okolicznościach spięcia go z innymi sprzętami w domu. Chcesz pooglądać coś na Chromecaście w telewizorze na YouTube? Powiedz to asystentowi nawet w pokoju obok, albo do smartfona. Zapomniałeś przestawić termostat w domu, a jesteś poza nim? Powiedz to asystentowi Google. Właśnie czegoś takiego potrzebowałem i oczekiwałem. No i proszę.

google

Daydream VR – czyli tak powinno się oferować konsumentom dostęp do wirtualnej rzeczywistości

Producent prezentuje zupełnie inne podejście w kwestii akcesoriów do obsługi treści VR i właśnie stąd wziął się Daydream View. Zbudowany z lekkich materiałów, kosztujący 79 dolarów, kompatybilny z różnymi smartfonami – tak, aby nie zamykać się w obrębie jednej słusznej opcji. Google pokazał zwyczajnie dobre argumenty za tym, by uważać go nie tylko za świetnego twórcę oprogramowania, ale także i już sprzętu.

Tylko to i właśnie to powoduje, że jak dla mnie – wczorajszy event Google można zaliczyć do prawdziwych technologicznych majstersztyków. Apple robi show, Samsung bawi się w teatry – cała branża idzie w modę i zabawę. Jedno Google tylko myśli o tym, by to, co prezentuje działało. Tak po prostu. A przecież chyba właśnie o to chodzi.