21

Google Glass tworzone od nowa. Tym razem bez ceregieli

Wiele osób pewnie pogrzebało już Google Glass. Pisaliśmy niedawno, że sprzedaż tego produktu zostaje wstrzymana, że następuje reorganizacja projektu, korporacja z Mountain View zmienia swoje podejście do okularów. W oparciu o te informacje można dojść do wniosku, że to koniec. Tymczasem pojawiają się wieści, z których wynika, że definitywne przekreślanie tego projektu może być przedwczesne. […]

Wiele osób pewnie pogrzebało już Google Glass. Pisaliśmy niedawno, że sprzedaż tego produktu zostaje wstrzymana, że następuje reorganizacja projektu, korporacja z Mountain View zmienia swoje podejście do okularów. W oparciu o te informacje można dojść do wniosku, że to koniec. Tymczasem pojawiają się wieści, z których wynika, że definitywne przekreślanie tego projektu może być przedwczesne.

Kilka tygodni temu pisałem o zmianach, jakie Google zafundowało swoim okularom:

Oto korporacja poinformowała, iż Glass przestanie funkcjonować jako projekt badawczy w ramach Google X, program Explorer zostanie zamknięty, sprzedaż okularów skończy się 20 stycznia. Jednocześnie poinformowano, że zespół pracujący nad okularami nie będzie rozwiązany. Co więcej, przekształci się w osobną komórkę, na jego czele stanie Tony Fadell (szef Nesta), a zadaniem będzie dopracowanie produktu i wypuszczenie go na rynek konsumencki. Na masową skalę.

Przekaz niby jasny, ale różnie go interpretowano – nie brakowało opinii, iż to koniec Glass. Korporacja z Mountain View miała wygasić projekt, by nie pompować w niego kolejnych milionów dolarów. Stać ich na takie eksperymenty, ale to nie oznacza, że można lekką ręką wydawać kasę na produkt, o którym już teraz wiadomo, że nie podbije rynku. Doszło nawet do tego, że jeden z top menedżerów firmy stwierdził, iż po okularach spodziewano się więcej. Przy okazji wypłynęła informacja, z której wynikało, że okulary nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby nie naciski Sergey’a Brina. Twórcy wiedzieli, że jest za wcześnie, ale współzałożyciel Google postanowił szybko odkryć karty. A efekt taki, że trzeba zwijać biznes – pośpiech nie popłacił. Rzeczywiście nie ma już o czym mówić?

W poprzednim wpisie zwracałem uwagę na fakt, iż pieczę nad tym projektem sprawuje teraz Tony Fadell. Człowiek najpierw pracował w Apple, potem tworzył własny biznes, firmę Nest, którą za kilka miliardów dolarów kupiło Google. Jeśli wierzyć przeciekom z branży, to Fadell nie jest jedynie figurantem, osobą dostawianą do projektu Glass po to, by wyciszyć buczenie krytyków na czas wygaszania projektu – on podobno ma tchnąć w pomysł nowe życie i dostarczyć na rynek gotowy produkt.

Fadell zamierza ponoć wystartować od zera. I cel będzie jasny: stworzenie urządzenia, które trafi do sprzedaży, będzie atrakcyjne i sprzeda się w dużej liczbie. Dla wspomnianego menedżera nie jest to pierwsze zadanie tego typu. Należy podkreślić, że Fadell nie zamierza robić takich podchodów, jak jego poprzednicy pracujący nad Glass – nie będzie beta testów, programu Explorer, zbierania opinii czy opracowywania produktu połączonego z jego sprzedażą: na rynek ma trafić w pełni funkcjonalny, gotowy sprzęt. A jeżeli nie uda się go stworzyć, to program zostanie ostatecznie zamknięty. Brzmi jak plan? Trudno zaprzeczyć, że przedstawia się to znacznie lepiej, niż wcześniej prezentowane podejście korporacji z Mountain View.

Pisząc krótko: Google doczekało się egzekutora, którego wcześniej im brakowało. Nie tylko w projekcie Glass. Przekonamy się, jak daleko tym razem uda się zajść z okularami, które miały zmienić oblicze elektroniki użytkowej.