Google

Chromebook dla ucznia - czyli jak Google hoduje sobie doświadczalne króliki

JS
Jakub Szczęsny
19

Google pod względem utrzymania odpowiedniego poziomu prywatności nie ma ostatnio łatwego życia. W poście na blogu firma przeczy, by w jakikolwiek sposób miałaby wkraczać w prywatność uczniów, którzy korzystają z ich Chromebooków dla szkół - po tym, jak pewne grupy zainteresowały się tym co gromadzi...

Google pod względem utrzymania odpowiedniego poziomu prywatności nie ma ostatnio łatwego życia. W poście na blogu firma przeczy, by w jakikolwiek sposób miałaby wkraczać w prywatność uczniów, którzy korzystają z ich Chromebooków dla szkół - po tym, jak pewne grupy zainteresowały się tym co gromadzi Google w takich urządzeniach i co potem z tymi informacjami robi.

Wszystko rozbija się o Google for Education - w ramach tej inicjatywy gigant oferuje mnóstwo narzędzi oraz urządzenia wspomagające pracę szkół w oparciu o ekosystem Google. I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że doszukano się znaczących uchybień w umowie mówiącej o zachowaniu prywatności uczniów. Oprogramowanie oraz urządzenia zbierają mnóstwo danych o użytkownikach i są potem one przetwarzane - tak wynika z ustaleń grupy, która przyjrzała się prywatności osób uczestniczących w programie Google.

Wiele wątpliwości wzbudza przede wszystkim to, jakich aplikacji używają uczniowie. Logując się do swoich kont Google, mogą oni korzystać z masy aplikacji przeznaczonych typowo dla szkół. Te są oczywiście monitorowane, ale nie są zbierane takie dane, dzięki którym użytkownik może zostać zidentyfikowany jednoznacznie. Sprawa zmienia się zupełnie wtedy, gdy uczeń skorzysta z innych produktów Google - wtedy jest on monitorowany tak samo, jak reszta użytkowników - czyli wpisywane frazy, historia, itd., a to wszystko ląduje potem u reklamodawców. Tak być nie powinno.

W postanowieniach dotyczących programu dla uczniów można odnaleźć bardzo jasne sformułowanie, które mówi o tym, że zbierane dane mogą posłużyć tylko do celów związanych z projektem. Zatem nie mogą one być współdzielone z reklamodawcami. EFF na tej podstawie uważa zatem, że mimo faktu istnienia szczególnych postanowień przy okazji projektu, Google traktuje uczniów jak każdego innego klienta.

Sama przeglądarka również zbiera dane i to również stało się przedmiotem sporu. Ktokolwiek korzysta z Chrome i nieco bardziej orientuje się w mechanizmach działania przeglądarki, wie, że może na swoim koncie Google następnie odczytać własną historię wyszukiwania, a nawet zapisane w przeglądarce hasła (pamiętacie sprawę ze studentami?). Te dane są na szczęście anonimowe, a sam Google przyznaje, że są one zbierane po to, aby dostarczyć użytkownikom jak najlepszy produkt - na podstawie tego, jak się z niego korzysta i jakie błędy zostały zgłoszone przez mechanizm zaszyty w aplikację.

Agresywność oprogramowania, urządzeń Google w kwestii prywatności jest dosyć dobrze znana - sam gigant zaś świetnie żyje ze zbierania informacji. I w sumie nie jestem zdziwiony, że dochodzi do takich sporów. I jedna strona i druga mają swoje racje. Google może powołać się na niepełne zrozumienie zapisów odnośnie prywatności uczniów, EFF natomiast będzie trzymać się d tego, że w określonych usługach zbierane są pełne informacje i są one przekazywane reklamodawcom. Wkrada się tutaj ponadto wątek etyki - czy można śledzić poczynania młodych użytkowników? Czy to poprawne moralnie? Cóż, wydaje się, że nie jest to najlepsza praktyka. Natomiast bierzmy poprawkę na to, że mamy do czynienia z biznesem. A w biznesie nie ma czasem miejsca nawet na moralność - nie zapominajmy też o tym, że inni giganci technologiczni w kwestii zbierania informacji lepsi nie są. Każdy tak robi, nie tylko Google.

Grafika: 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Googleedukacja