Moje przemyślenia

Google Earth jako narzędzie w rękach policji, ale i terrorystów

MK
Marcin Kamiński
10

Trójwymiarowa mapa Google Earth pozwala walczyć z przestępczością. Znane są przypadki wykrycia i złapania przestępców przez policję dzięki Google Earth. Teraz jeden z sądów w Meksyku rozpoczął wykorzystywanie narzędzia do poprawy wydajności swoich pracowników. Mowa o meksykańskich urzędnikach dostar...

Trójwymiarowa mapa Google Earth pozwala walczyć z przestępczością. Znane są przypadki wykrycia i złapania przestępców przez policję dzięki Google Earth. Teraz jeden z sądów w Meksyku rozpoczął wykorzystywanie narzędzia do poprawy wydajności swoich pracowników. Mowa o meksykańskich urzędnikach dostarczających pozwy sądowe – dzięki internetowej mapie przed podróżą mogą oni sprawdzić, czy pod podanym adresem faktycznie znajduje się dom oskarżonego. Niejednokrotnie zdarzało się bowiem, że podane dane adresowe prowadziły do całkowicie przypadkowych miejsc. To samo narzędzie Google przydatne okazuje się także złodziejom i terrorystom do planowania swoich ataków. Na jakie sposoby Google Earth wykorzystywane jest do wspierania i łamania prawa?

Google widzi wszystko… przez przypadek

Rozwijane od wielu lat przez Google internetowe mapy składają się de facto ze zdjęć satelitarnych, lotniczych oraz wykonanych przez specjalne pojazdy firmy poruszające się po ulicach niemal całego świata. Nic więc dziwnego, że czasami na rzeczonych zdjęciach uwieczniono, choćby przez przypadek, niecodzienne wydarzenia. Potencjał ten zauważyła policja, która dzięki mapom Google wykryła wiele przestępstw.

Jeden z szeryfów w amerykańskim hrabstwie Santa Rosa wykorzystał mapy Google do rozwiązania sprawy porzuconej na pustkowiu starej łodzi. Tablice rejestracyjne z wraku zostały usunięte, jednak za sprawą zdjęć satelitarnych udało się ustalić, że jeszcze nie tak dawno ta sama zdewastowana łódź stała na podwórku jednego z mieszkańców. Pozwoliło to na szybkie jego ujęcie i nałożenie stosownej kary.

Google Earth pomogło złapać sprawców rabunku w Holandii. Jadący na rowerze czternastolatek został okradziony z telefonu komórkowego i gotówki przez dwóch braci. Mimo zgłoszenia przestępstwa na policję, śledztwo nie zakończyło się sukcesem. Dopiero sześć miesięcy później nastolatek korzystając z map Google natrafił na przypadkowo wykonane zdjęcie swoje i… dwóch okradających go złodziei. Ten dowód pomógł policji rozpoznać sprawców i dotrzeć do nich. Zatem dzięki technologii Google doszło do aresztowania.

W Kanadzie zdjęcie wykonane, tak jak i poprzednie, zupełnie przypadkowo, pozwoliło na ukaranie właścicielki posiadłości, która wynajęła firmę zewnętrzną do wycinki kilku starych drzew ze swojej działki. Bohaterka historii na wycięcie drzew nie miała odpowiedniej zgody, a na jej nieszczęście Google Earth uchwyciło na zdjęciu moment ścinania drzew i ciężarówkę wynajętej firmy zaparkowaną pod jej domem. Władzom miasta umożliwiło to na zastosowanie litery prawa.

Dzięki Google Earth o wiele łatwiejsze stało się także wykrycie przez policję nielegalnych plantacji narkotyków. Zamiast wydatkować wielkie sumy na poszukiwania za pomocą śmigłowców czy samolotów, przedstawiciele prawa mogą wykorzystać internetowe mapy. Dodajmy, że z powodzeniem, czego dowodzą doniesienia o złapaniu właścicieli plantacji marihuany ukrytej w polu kukurydzy. Gdyby nie zdjęcia satelitarne, najprawdopodobniej przestępstwo nie zostałoby wykryte.

Google Earth można wykorzystać jednak na wielu innych polach. Niektóre z miast na świecie wykorzystują aplikację do wynajdywania osób budujących na swoich działkach nielegalnych obiektów lub rozbudowywania swoich domów bez zgłaszania tego władzom.

Google Earth w rękach przestępców

Skoro policja i sądy korzystają z trójwymiarowych map Google, to dlaczego nie mieliby tego robić przestępcy? Jak donosi serwis Wpxi, dwie aresztowane w Stanach Zjednoczonych kobiety przyznały się do wykorzystywania Google Earth do namierzania swoich ofiar. Ujęte przestępczynie zajmowały się kradzieżą kart kredytowych z niezabezpieczonych samochodów pozostawionych w zamieszkiwanej okolicy.

W Wielkiej Brytanii czterech mężczyzn przyznało się po aresztowaniu do używania Google Earth do namierzania miedzianych kabli pozostawionych wzdłuż szyn kolei, w celu ich kradzieży. W trakcie całego procederu, trwającego 18 miesięcy, przestępcy skradli kable dające im zysk 80 000 funtów. Niestety koszty naprawy skutków rabunku dla kolei wyniosły blisko milion funtów, a dodatkowo kradzieże stwarzały realne zagrożenie dla podróżujących pociągami.

Co czeka nas dalej?

Z pewnością nie wiemy o wszystkich przypadkach wykorzystania Google Maps i Google Earth przez policję i przestępców. Dostęp do zdjęć satelitarnych wysokiej rozdzielczości wykorzystać można na wiele sposobów. Gdyby się dobrze zastanowić, możliwości są przerażające. Czy za kilka lat stanie się tak, że w internecie dostępny będzie przekaz na żywo z niemal każdej ulicy świata?

Google Earth od dawna wzbudza wiele kontrowersji związanych z prywatnością czy nawet bezpieczeństwem narodowym, a w takich krajach, jak Iran, Sudan czy Maroko zostało całkowicie zakazane. Indie rozmawiały z Google na temat swoich obaw udostępniana fotografii satelitarnych ich terenów, a rząd Korei Południowej wyraził niepokój związany ze szczegółowymi zdjęciami pałacu swojego przywódcy. Trudno się dziwić. Wedle informacji podawanych przez The Guardian radykalna islamska organizacja Hamas przyznała się do posiłkowania Google Earth, przy planowaniu ataków rakietowych na Izrael. Gdy wiadomość wyszła na jaw, Google starało się nie komentować sprawy i usprawiedliwiać tym, że komercyjne zdjęcia satelitarne wysokiej jakości większości krajów dostępne są w wielu źródłach w internecie i każda osoba poszukująca takich danych jest w stanie do nich dotrzeć.

Tak samo Google tłumaczyło się w momencie, kiedy świat dowiedział się o wykorzystaniu narzędzia Google Earth do zapoznania się z topografią miejsc ataków przez terrorystów, planujących zamachy w Bombaju w roku 2008. W serii ataków zginęło wówczas blisko 200 osób, a kolejnych 300 odniosło rany.

Na koniec ciekawostka. Już kilka godzin po oficjalnym ogłoszeniu śmierci Osamy Bin Ladena, najbardziej poszukiwanego terrorysty świata przez długie lata, jego kryjówka była widoczna na mapach Google. Czy sądzicie, że armia amerykańska wspierała się tym narzędziem przy planowaniu swoich działań? Tego zapewne nie dowiemy się nigdy…

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Googlegoogle mapsgoogle earth