Google
2

Google pomoże w walce ze stanami lękowymi. Oby przy okazji nie obudziło w nas całkiem nowych demonów

Google we współpracy z National Alliance on Mental Illness postara się ulepszyć wyniki wyszukiwania odnośnie do chorób psychicznych oraz stanów lękowych. To wszystko z dobrego serca... albo i nie.

Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych otrzymali właśnie całkowicie nową opcję od Google. Na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo przydatna i wartościowa, aż chciałoby się giganta pochwalić. O co takiego chodzi? Użytkownicy, którzy będą wyszukiwać informacji o lękach (anxiety) będą przekierowywani do samooceny w panelu wiedzy Googla. Uzyskają również dostęp do najważniejszych faktów związanych z konkretnym stanem. Pojawiające się informacje będą potwierdzone medycznie. Nie zabraknie również informacji o najbardziej typowych metodach leczenia stanów lękowych.

Google pomoże w walce ze stanami lękowymi

W trakcie oceny system zada nam siedem pytań, które pracownicy służby zdrowia zdają w trakcie wywiadu pod kątem lękowym. Finalna ocena zapewni również dostęp do zasobów opracowanych przez NAMI. W komunikatach dotyczących funkcji jasno zaznaczane jest, że to wszystko w walce o lepsze jutro i dobre samopoczucie jak największej liczby osób. Zaburzenia lękowe dotykają 48 milionów osób dorosłych w samych Stanach Zjednoczonych. Lęki to szeroki zakres objawów, które mogą być wynikiem czynników biologicznych, a nie tylko stresowych. W związku z pandemią koronawirusa tych czynników jest jeszcze więcej. Nowe punkty stresu społecznego wyraźnie podnoszą wzrost potrzeb w zakresie zdrowia psychicznego.

Stan Arizona postawił się Google. Gigant zapłaci 10 000 dol. za każde naruszenie prywatności?

To wszystko jest zdecydowanie dobre. Może nawet zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe? Ach, może inaczej. Nie zrozumcie mnie źle – funkcja rozpoczyna swoje działanie i wygląda na to, że będzie sprawować się całkiem nieźle. Nawet jeśli pomogłaby tylko garstce osób, gra jest warta świeczki. Biorąc jednak pod uwagę jak wielkim graczem jest Google, możemy spodziewać się dużo lepszych rezultatów. Funkcja z pewnością będzie używana i to z dobrymi rezultatami. Ale, ale. W trakcie takiego samobadania rzecz jasna przekażemy Googlowi kilka dość osobistych odpowiedzi na bardzo ważne dla nas pytania. Są one potrzebne, aby wydać wstępną diagnozę i zasugerować skierowanie do odpowiednich lekarzy i podjęcie odpowiednich działań, ale to jednak informacje, które przytuli do siebie przede wszystkim Google, a nie nasz lekarz. Wierzę, że Google naprawdę chce działać z pobudek altruistycznych i jego cel tego wszystkiego jest szczytny, ale jak wielką rolę w tym wszystkim odkrywają cyniczne chęci gromadzenia informacji i trenowania sztucznej inteligencji?

Google daje tam gdzie Facebook zabiera

Nie od dziś wiadomo, że wielkie korporacje zbierają o nas informacje i robią z nimi… przeróżne rzeczy. Trudno jest tego w tych czasach uniknąć. Z jednej strony chcemy, aby wszystko było wygodniejsze, szybsze, jeszcze bardziej pod nas spersonalizowane – z drugiej zaś boimy się obserwowania, dbamy o swoją prywatność i zależy nam na naszym bezpieczeństwie. Gdzie jest jakiś złoty środek w tym wszystkim? Każda osoba borykająca się z problemami psychicznymi powinna mieć dostęp do pomocy i tę pomoc otrzymać. Czasami potrzeba jakiegoś drobiazgu, prostego impulsu, który doda choremu odwagi do walki z własnymi demonami. Google zdecydowanie wpasowuje się w te ramy. Dużo łatwiej jest pogadać z wyszukiwarką czy specjalistą albo bliskimi. Świetnie, jeśli ta wyszukiwarka podsunie nam sprawdzone informacje, które mogą faktycznie pomóc. Nie chcemy przecież sobie zaszkodzić jakimiś idiotycznymi poradami z równie idiotycznych for. Tylko czy na koniec dnia to wszystko, co o nas wiedzą, nie przerazi nas jeszcze bardziej? Mam nadzieję, że nie.

 

Źródło: PocketNow