12

Na taki pojedynek gigantów liczyliśmy! Godzilla vs. Kong tylko rozbudza apetyt na więcej!

To film, który zwraca uwagę tych, którzy do tej pory nie byli zainteresowani MonsterVerse, bo pojedynek Godzilli z Kongiem każdy chce zobaczyć. Widowisko nie zawodzi!

Po trzech filmach wprowadzających, dwóch o Godzilli i jednym o Kongu, mamy nareszcie szansę zobaczyć ten pojedynek w nowoczesnej formie. Japońskie produkcje przedstawiały całe mnóstwo walk pomiędzy różnymi gigantycznymi potworami, ale blockbuster z Hollywood jeszcze nigdy nie wzbudzał takich emocji jak właśnie Godzilla vs. Kong.

Wstrząsający dokument o Britney Spears i filmowe hity – kwiecień na CANAL+

Można by rzec, że ten film był niezbędny, by nadać całemu uniwersum dynamiki oraz zainteresować nim nowych widzów. To drugie, w mojej ocenie, udaje się od samego początku, bo nic tak nie przykuwa do ekranów jak starcie dwóch tytanów, ale czy film rzeczywiście opowiada o tym pojedynku w ciekawy sposób?

Godzilla vs. Kong a poprzednie filmy

Wobec poprzednich dwóch filmów z Godzillą najwięcej krytyki poświęcono zbyt małej ilości Godzilli na ekranie. Główny zarzut dotyczył części pierwszej, więc w drugiej starano się to poprawić, ale koniec końców nie był to satysfakcjonujący rezultat, ponieważ Godzilla: Król potworów zamienił się trochę w sieczkę przerywaną wątkami ludzkimi, które nie potrafił zaintrygować widza. W przypadku Konga ten balans był od początku taki jak należy i choć bardziej sympatyzuję z Godzillą i jej pierwszy film był wizualną symfonią, tak „Kong: Wyspa Czaszki” był najlepszych z trzech filmów. Dlatego „Godzilla vs. Kong” miał cholernie trudne zadanie, by sprostać oczekiwaniom widzów.

Wróciłem do kupowania ulubionych filmów i seriali na płytach

A zadanie to jest też utrudnione ze względu na ograniczoną dystrybucję w kinach, ponieważ w większości krajów pozostają one zamknięte. Stworzony z myślą o pokazach na jak największym ekranie film zawsze straci część uroku i mocy, gdy zobaczymy go w niewystarczających warunkach. Seans w kinie zneutralizowałby większość zarzutów, które można wobec tego filmu mieć. Dość szybko, bo po kilkudziesięciu minutach mamy szansę obejrzeć początek głównej batalii, więc nie jesteśmy zanudzani pobocznymi wątkami czy ciągłym budowaniem napięcia. To utrzymywane jest przez większość seansu na zadowalającym poziomie, głównie za sprawą starcia Godzilli z Kongiem.

Godzilla vs. Kong – rekordowe otwarcie w kinach

Godzilla czy Kong? Kto wygra?

Niezależnie od tego, komu kibicujecie, w trakcie oglądania będzie się świetnie bawić, bo poziom destrukcji i rozmach tych scen jest wręcz onieśmielający. Mamy świadomość, że to wygenerowane komputerowo scenografie i potwory, ale bardzo szybko można o tym zapomnieć i dać się porwać emocjom. Dobrze, że z premierą filmu nie czekano znacznie dłużej, bo rzeczywiście za kilka(naście) miesięcy efekty specjalne mogłyby sprawiać wrażenie przestarzałych. Po prostu tak szybko rozwija się ta branża, więc filmy pokroju „Godzilla vs. Kong” nie mogą być odkładane na półkę w nieskończoność.

Legenda, która upadła i powróciła. Poruszający dokument „Tiger” na HBO GO

Na pochwałę zasługuje zgrabne wplecenie w całość elementów fabuły dotyczących ludzkich postaci. Nadal nie angażują tak mocno, jak mogłyby i wciąż ma się wrażenie, że nie są tak istotne, jak powinny być, ale nie są już tak pretensjonalne, jak we wcześniejszych filmach. Są miłym dodatkiem, wręcz uzupełnieniem historii, dzięki czemu tak bardzo nie drażnią.  Oprócz nielicznych stałych punktów główna obsada jest w ciągłej rotacji, co można jednocześnie uznać za plus i minus produkcji.

Blockbuster z krwi i kości. Takie uwielbiamy

Na temat oprawy audiowizualnej już wspomniałem, ale zdecydowanie warto poświęcić jej osobny fragment. Wszystko dlatego, że ścieżka dźwiękowa Junkie XL znakomicie pasuje do filmu i wypełnia te sceny, które powinna. Obawiałem się, że będzie to równie niezapadająca w pamięć kompozycja, co w wielu innych podobnych widowiskach, ale twórca ścieżki dźwiękowej złapał odpowiedni klimat i odtworzył to w kilkunastu utworach.

Soczysta dawka nowych seriali i filmów na HBO GO – lista nowości na kwiecień

Kwestia CGI może niektórych irytować, bo obecność efektów specjalnych widać na każdym kroku, ale widownia już chyba do tego przywykłą i większości nie będzie to przeszkadzać. Tym bardziej, że ponownie gra kolorów i świateł jest ucztą dla oka. Jeśli podobnie jak mnie zachwycała Was scena ze spadochroniarzami w „Godzilli”, to tutaj będziecie czuć się jak u siebie w domu. Producenci doskonale wiedzieli w jakim tonie stworzyć film, by wzbudzał emocje, ale nie odstraszał.

Godzilla vs. Kong i MonsterVerse

Największym problemem „Godzilla vs. Kong” jest to, że to film o… Godzilli i Kongu. Jeśli do tej pory ci giganci nie przyciągali Was do kina, to nie jestem w 100% pewien, czy ta produkcja kogoś od razu kogoś przekona do zmiany zdania. Zainteresowanie filmem może być większe, niż poprzednimi, ale nie przygotowano tu nic odkrywczego i zaskakującego, co nagle zmieni sytuację całego uniwersum. Pytanie tylko, czy MonsterVerse potrzebuje tylu nowych widzów, skoro do tej pory  radzi sobie całkiem nieźle. Ja napiszę, że potrzebuje po prostu kolejnych tak dobrych filmów.

Kwiecień na Netflix – mnóstwo nowości, w tym dwie mocne polskie premiery