88

Świat się nie zawalił bez wejścia słuchawkowego w smartfonach. Wręcz stał się lepszy

Pamiętam ogromne oburzenie, gdy rozpoczęto dyskusje na temat możliwego usunięcia gniazda słuchawkowego ze smartfonów. iPhone 6S jeszcze pozwalał na podłączenie tradycyjnych słuchawek "na kabelku" bez problemów. iPhone 7 i reszta już wymagały do tego przejściówki. W ślad za Apple poszli inni producenci i... świat się nie zawalił. Mimo początkowego oburzenia, konsumenci przeszli do porządku dziennego.

Wbrew tytułowi i wbrew wszelkim pozorom, wcale nie jestem zwolennikiem pozbywania się gniazda słuchawkowego ze smartfonów. Zasadniczo jest niewielkie, tanie w produkcji i implementacji, a i producenci wcale nie udowodnili nam, że dzięki jego brakowi użytkownik uzyskuje konkretne korzyści – czy to w chłodzeniu sprzętu (to też ważne w smartfonach), czy to w pojemności akumulatora. Nie zmieniło się zupełnie nic – poza brakiem jednego złącza.

Odniosę się do słów, które powiedział kiedyś Dan Riccio z Apple

Mamy więc to 50-letnie złącze – a tak naprawdę to tylko otwór wypełniony powietrzem – i on tak tam tkwi zabierając tylko miejsce, bardzo potrzebne miejsce. Wstrzymywał on nas od wielu rzeczy, które chcieliśmy wsadzić do iPhona. Walczył o przestrzeń z rozwiązaniami technologicznymi dotyczącymi kamery, procesorów czy cyklu życia na jednym ładowaniu. I bądźmy szczerzy, kiedy dostępne jest lepsze, nowocześniejsze rozwiązanie, szalonym jest by z niego nie skorzystać

Źródło – tekst Pawła Winiarskiego: „Tak naprawdę to tylko otwór wypełniony powietrzem” – Apple o porcie jack 3,5 mm”

To, że rynek technologiczny jest naładowany hipokryzją – wiadomo od lat (od zawsze). Złącze jack nikomu nie przeszkadzało, zupełnie. Mogło sobie tam być i istnieć. Ale Apple uważało inaczej i próbowało w jakiś sposób uprawomocnić fakt jego pozbycia się. Użytkownik realnie nic na tym nie zyskał i ostatecznie można uznać, że nawet stracił. Ale czy na pewno?

Przeczytaj również: Wszystkie nowości w iOS 14 beta 2 – trochę się tego uzbierało

Popatrzmy na rynek słuchawek bezprzewodowych

A teraz odniosę się do swoich słów… sprzed ponad czterech lat. W tym czasie przeżyliśmy już cztery generacje telefonów od Apple, Samsunga, LG i całej reszty świty. Mnóstwo urządzeń mobilnych weszło do obiegu: również te bez gniazda słuchawkowego. Napisałem wtedy:

Dopóki nikt tych zmian (likwidacji wejścia słuchawkowego) nie wdroży, nie będziemy na nie gotowi. Zaletami takiego wdrożenia może być nagły wysyp słuchawek – we wszystkich kategoriach cenowych. Każdy znajdzie coś dla siebie i ostatecznie każdy będzie zadowolony. Dopóki nikt się za to nie zabierze – o przyzwyczajeniu do zmian nie będzie mowy. Zatem – Apple, przybijam piątkę i życzę: „powodzenia”.

Kolejne źródełko

Nagły. Wysyp. Słuchawek. Przed tym, jak Apple zaprezentowało pierwszego iPhone’a bez gniazda słuchawkowego i pierwsze słuchawki AirPods, rynek bezprzewodowych personalnych akcesoriów grających był „jako taki”. Coś tam się działo, ale względnie niewiele – powiem więcej. Licho było. Te tańsze propozycje zazwyczaj grały słabo, a droższe (i lepsze) były… za drogie. Apple do najtańszych nie należy, ale ma bardzo lojalnych klientów. Jaki jest efekt?

Źródło

Dwa ostatnie lata to ciągłe wzrosty bezprzewodowych urządzeń służących do odtwarzania dźwięku (przy czym dwa ostatnie lata to jedynie prognozy). Rzekłbym, że tutaj nie doszacowano tego rynku: wszak Apple sprzedało w 2019 roku…

60 mln sztuk słuchawek AirPods.

I na pewno sprzeda więcej.

Spójrzcie, jak rozłożył się podział producentów pod kątem sprzedaży słuchawek bezprzewodowych w 2019 roku. Apple zjadło konkurencję na śniadanie swoimi 60 milionami sprzedanych AirPodsów.

gniazdo słuchawkowe

Sam korzystam ze słuchawek bezprzewodowych od lat

Przyjemne, choć nienowe już „chomąto” – LG TONE HBS-810. Ze strojeniem JBL-a i aptX-em. Działa? Działa. Po ciężkich awariach dwóch par HBS-900 zdecydował się na model niżej i… wcale się nie zawiodłem. Jedyną „upierdliwością” słuchawek Bluetooth jest to, że trzeba je… ładować. A jakże. Przez 3 lata korzystania z tego modelu nie zauważyłem, by działały one zauważalnie krócej na jednym cyklu ładowania. Rozmowa przez nie jest czasami problematyczna (szumy i trzaski), a i wydaje mi się, że w niektórych przypadkach moduł bezprzewodowy ma problem z połączeniem ze smartfonem. Wiecie, telefon w kieszeni – przechylam głowę w prawo i muzyka „zrywa się”. Jak się zepsują, to kupię inny model. Jaki? Jeżeli wrócę do Apple, to pewnie wjadą AirPods Pro – z tych korzysta moja narzeczona i jest niesamowicie zadowolona.

Przeczytaj również: Spotify stworzy idealną playlistę na każdy rodzaj treningu

Wszyscy śmiali się z Apple. Twierdzili, że gniazdo słuchawkowe musi przetrwać. I co?

Sam nie obrażę się, jeżeli w moim smartfonie znajdzie się gniazdo słuchawkowe. I wielu z Was pewnie też nie. Lubię, gdy konsument ma wybór – szczególnie, gdy chodzi o tak mocno użytkowe rzeczy jak słuchanie muzyki. Jeden lubi Bluetooth, drugi kabel. Te rzeczy nie muszą się wykluczać.

Pamiętam, jak śmiano się z Apple, że zrobi ze swoich klientów „pchlarzy”. Dwie pchełki, które można w „łatwy sposób zgubić”. Wystające z uszu fajki. Do tego grające dokładnie tak samo jak modele przewodowe dodawane do zestawów w poprzednich latach. Śmiało się głośno i wyraźnie, psy szczekały, a apple’owska turbokarawana jechała sobie dalej.

Dziś już nikt nie śmieje się z takich producentów jak Sony, Jabra, Sennheiser, B&O. Nawet chińscy producenci zrobili własne klony AirPodsów. Rozwinięcia standardu Bluetooth, szczególnie te dedykowane niskiemu poborowi energii w trakcie połączenia między akcesoriami spowodowały, że świat słuchawek bezprzewodowych jest znacznie lepszy. Wygodniejszy.

Świat się nie zawalił, Drodzy Czytelnicy. Mimo naszych obaw, ruszył do przodu. Jack 3,5 mm nie umarł jeszcze absolutnie (bo pojawiają się smartfony z tym złączem), ale nie jest już tak istotny. Dziś świat należy do słuchawek Bluetooth.