TeenSafe
29

Głupoty serwowane w Sieci – z tym będzie mi się kojarzył mijający rok

Szybkim krokiem zbliżamy się do zakończenia roku 2015, ostatni dzwonek, by podsumowywać ostatnie kwartały. Co prawda, pisałem już o najważniejszych wydarzeniach kilkunastu ostatnich miesiecy w branży nowych technologii, ale osobny wpis poświęcę sprawie, która powinna wzbudzać nasz niepokój. Mowa o fałszu i manipulacji w Sieci. Temat nowy niby nie jest, lecz wydaje się, że ten […]

Szybkim krokiem zbliżamy się do zakończenia roku 2015, ostatni dzwonek, by podsumowywać ostatnie kwartały. Co prawda, pisałem już o najważniejszych wydarzeniach kilkunastu ostatnich miesiecy w branży nowych technologii, ale osobny wpis poświęcę sprawie, która powinna wzbudzać nasz niepokój. Mowa o fałszu i manipulacji w Sieci. Temat nowy niby nie jest, lecz wydaje się, że ten problem pogłębia się i niewiele wskazuje na to, by negatywny proces miał wyhamować.

Jakiś czas temu pisałem, że z Internetu trzeba wiać. Wówczas argumentowałem to rosnącym poziomem nienawiści – coraz trudniej w Sieci o rzeczową i spokojną dyskusję, jeśli ktoś wyrazi swoje zdanie (zwłaszcza kontrowersyjne) i będzie się ono różnic od opinii rozmówcy, to może być szybko zaszufladkowany, zelżony i opluty. Niestety, taki mamy klimat. Ale tym razem nie chcę pisać o szacunku do drugiego człowieka. Albo o jego braku. Bardziej interesuje mnie łatwowierność internautów, brak refleksji, potrzeby sprawdzenia informacji, natychmiastowe powielanie treści, na jakie się trafiło.

Kila dni temu pisałem o nowej akcji na Facebooku – dotyczy to głównie amerykańskiej części serwisu. Ludzie przyklejają tekst, który ma im umożliwić walkę o papiery wartościowe rozdawane przez Zuckerberga. Brzmi niedorzecznie, wiem. Ale użytkownicy sieci społecznościowej biorą w tym udział, mają nadzieję, że staną się współwłaścicielami Facebooka. Kiedyś starali się o iPhone’a bez folii, dzisiaj wyciągają ręce po akcje. Nie dziwi, że stało się to tematem żartów i pojawiają się memy wyśmiewające łatwowierność użytkowników serwisu.

Dotyczy to wyłącznie amerykańskich internautów? Zdecydowanie nie – można się śmiać z głupoty ludzi mieszkających za Oceanem, ale u nas nie jest lepiej. W przywołanym tekście zastanawiałem się, czy i w Polsce ludzie będą walczyć o akcje Facebooka. A jeśli nie podejmą tego tematu, to na czym skupią swoją uwagę i starania? Bo tego, że ktoś ich wykorzysta można być pewnym. Jeśli nie przekleją wpisu o tablecie bez folii, to wezmą udział w farmingu, ktoś potem sprzeda za kilkaset złotych profil, który zalajkowali, by uczcić pamięć wielkiego aktora znanego z serii filmów o samochodach. A jeżeli i tego ie zrobią, to znajdzie się dziesięć innych pułapek. Nie twierdzę przy tym, że są to pułapki, których nie można uniknąć…

Padanie ofiarą takich „łowów” to jedno. Rzeczą osobną jest powielanie nieprawdziwych informacji. Te ostatni można podzielić na nieszkodliwe i… tak, szkodliwe. Przykładem pierwszej jest akcja z Niemcem, który przepiłował cały majątek. Zdenerwowała go rozwód, postanowił podzielić się rzeczami z żoną. Sprawiedliwie. Materiał stał się hitem Sieci, telewizje też korzystały. No bo jak o czymś takim nie powiedzieć? Szybko okazało się jednak, że to reklama. Dałem się nabrać ja, wkręcono też rzeszę innych ludzi. Zaliczam to do grona nieszkodliwych akcji, bo raczej nikt nie ucierpiał. Jest jedno „ale”.

Takie zabawy obniżają wiarygodność doniesień serwowanych w Sieci. Przyznam, że od pewnego czasu, gdy widzę coś dziwnego w Internecie, jakiś niecodzienny pomysł, zaczynam się zastanawiać, czy to prawda. Zaraz węszę podstęp, doszukuję się akcji marketingowej czy żartu. W głowie zapala się lampka i pojawia hasło „viral”. Ktoś stwierdzi, że to pozytywne zjawisko, ale ja nie jestem tego taki pewien. Sprawdzanie wszystkiego, nawet zabawnych zdarzeń, pod kątem tego, czy są prawdziwe, trochę irytuje. Nie muszę chyba pisać, że na tym polu negatywną role odgrywają wszelkiej maści pranksterzy…

Ten wątek jest jednak nieszkodliwy – podkreślę to ponownie. Nikomu krzywda (większa krzywda) się nie stanie, gdy przeczytamy o przepiłowanym samochodzie i przekażemy tę informację dalej. Gorzej, gdy to sprawa większego kalibru. Mijający rok pokazał, że nietrudno o takie akcje. Przyczyniły się do tego wybory, co do tego nie mam wątpliwości, ale na nich sprawa się nie kończy. Jednocześnie zastanawiam się, czy w roku 2016, w którym wyborów nie ma, zrobi się spokojniej, bardziej normalnie i wiarygodnie? Pieniędzy bym na to nie postawił.

Problem poruszałem kilka miesięcy temu przy okazji wpisu Adama Wajraka, który przestrzegał, by nie wierzyć głupotom z Sieci i nie niszczyć „jaj kleszczy”, bo nimi nie są. Umieszczanie w Sieci takich wpisów, ich bezrefleksyjne przyklejanie można już uznać za szkodliwe działanie. Podobnie jest ze szkalowaniem ludzi, organizacji, firm. I nie zamierzam Was przekonywać, że robi to jedna strona sceny politycznej czy zwolennicy jednej partii – nie, tą brudną broń wykorzystują ludzie z różnych obozów. Tomasz Lis pół roku temu atakował Wikipedię za to, że pojawił się w niej nieprawdziwy wpis dotyczący jego rodziny. Internet go znieważył, informacji nie weryfikowano, a pojawiły się w popularnej encyklopedii. Brak profesjonalizmu.

dont-believe-everything-you-see-on-the-internet

Ten sam Tomasz Lis wcześniej przywoływał jednak wpis z konta na Twitterze, które rzekomo należało do Kingi Dudy, córki człowieka ubiegającego się o fotel prezydenta. Lis nie zrobił tego w prywatnej rozmowie – wyskoczył z tą rewelacją podczas emitowanego na żywo programu. Sprawa ciągnie się do dzisiaj, „dziennikarz” obrzuca się błotem z Tomaszem Karolakiem, który wtedy mu partnerował. Lisa ganiły wówczas prawicowe media, które same… nie są lepsze. Przykładem oświadczenie serwisu niezależna.pl, który wytykał manipulację portalowi gazeta.pl. Tyle, że tej manipulacji nie było:

Przepraszamy redakcję Gazeta.pl za publikację nieprawdziwej informacji, jakoby Gazeta.pl podała, iż w demonstracji „Obywatele dla demokracji” w dniu 12 grudnia 2015 r. uczestniczyło 200 tys. osób, zobrazowanej nieprawdziwym screenem z rzekomej strony głównej Gazeta.pl. Informację tę zaczerpnęliśmy z fałszywego i zmanipulowanego źródła w Internecie.[źródło]

Kluczowe jest tu ostatnie zdanie: Informację tę zaczerpnęliśmy z fałszywego i zmanipulowanego źródła w Internecie. Robi tak coraz więcej osób. Z prawa i z lewa, o poglądach takich i siakich, z wykształceniem lub bez, mieszkających na wsi/żyjących w miecie, zarabiających dobrze/żyjących za najniższa krajową. Problem jest POWSZECHNY. Ludzie coraz częściej powtarzają brednie zaczerpnięte z Sieci. A najgorsze jest to, że potem trudno te brednie wymazać z ludzkiej świadomości. Raz zobaczyli to na profilu znajomego, potem w jakimś serwisie ze śmiesznymi obrazkami, następnie w miejscu „opiniotwórczym” i sprawa załatwiona. Jaką można mieć pewność, że dotrze do nich sprostowanie, jeśli w ogóle się pojawi? Mistrz propagandy, Joseph Goebbels, miał rację mówiąc, że Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. A jeżeli ktoś będzie z nim walczył, to może wywołać „efekt Streisand” i ta informacja nigdy nie zniknie z Sieci. Chociaż to akurat jest pewne – napiszę zatem, że nie uda się jej osłabić.

W ten sposób można kogoś zniszczyć, a przynajmniej narobić mu wielkich problemów i nieprzyjemności. Wystarczy jeden wpis na Facebooku, by podważyć czyjś autorytet. Tysiące ludzi nie będą go weryfikować i zastanawiać się czy bohater posta rzeczywiście ukradł/molestował/prowadził samochód po pijaku. Skoro napisano to w Internecie, znaczy, że tak zrobił. Problem najlepiej oddają chyba memy z osobami żyjącymi 100-200 lat temu i wypowiadającymi się na temat Sieci, pojawiających się w niej cytatów, rewelacji, danych.

jackie-chan-mem-3

Opisane problemy to niestety czubek góry lodowej. W Sieci coraz częściej fałsz goni fałsz, a manipulacja zatacza coraz szersze kręgi i staje się powszechnie wykorzystywanym narzędziem. Pod tym względem Internet miał być odtrutką na niedoskonałości starych mediów, ale zdołał je już przebić na polu patologii. Najgorsze jest to, że wielu ludziom wydaje się, że można tu działać bezkarnie i nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za swoje czyny (o ile w ogóle o tym myślą). Niestety, obawiam się, że na chwilę obecną ich rozluźnienie nie jest bezzasadne…

Takie przemyślenia na koniec roku. Wcześniej było podobnie, ale w 2015 chyba udało się spotęgować problem. Wydaje się przy tym mało prawdopodobne, by w kolejnych kwartałach zrobiło się „normalnie”.

Źródło grafiki: weknowmemes.com,