0

Polski Ghostrunner jest lepszy niż się spodziewałem, ale już wiem, że jestem za stary na takie gry

Ghostrunner
Ghostrunner to nowa polska produkcja, która dość sprytnie wstrzeliła się w czas oczekiwania na Cyberpunk 2077. Poza settingiem, nie ma z produkcją CD Projekt Red nic wspólnego, jednak zaskakują pomysłami i dynamiką. Jest jednak cholernie trudna.

Cyberpunkowy ninja

Ghostrunner to połączenie parkouru, gry typu „runner” i siekanki., wszystko jednak wydaje się tu funkcjonować w przyspieszonym tempie. Będziemy więc biegać po ścianach i skakać jak w Mirror’s Edge, ale i ciąć przeciwników ostrym jak brzytwa mieczem. Powiem więcej – to wszystko połączone jest w rytmicznym tańcu, bo właśnie odpowiedni rytm, połączony ze zwinnymi palcami i sprawnym okiem są tu kluczem do sukcesu. Dla mnie gra jest jednak za szybka, ale o tym za chwilę.

Początkowo myślałem, że Ghostrunner będzie po prostu korzystać z pomysłów pokazanych na dwóch pierwszych etapach – bo generalnie sama koncepcja jest prosta. Biegniemy przed siebie, wykorzystując platformy i ściany staramy się dotrzeć do celu, przy okazji wybijając przeciwników. Najpierw zwykłych (choć trudnych) pachołków z bronią palną, później jakieś stwory i bossów – ci ostatni, standardowo, stanowią jeszcze większe wyzwanie. Koncepcja jest więc prosta, na szczęście poza podstawowym atakiem i unikiem z krótkim wstrzymaniem czasu nasz bohater w kolejnych etapach zyskuje dodatkowe, bardzo przydatne moce. Mamy więc pewien rozwój na przestrzeni kilkunastu poziomów, choć trzon systemu rozgrywki pozostaje ten sam.

Ghostrunner to festiwal świateł i elektronicznej muzyki

Wiecie, co najbardziej podoba mi się w Ghostrunner? Wizualno-dźwiękowy aspekt gry. Cyberpunk, jak to cyberpunk rządzi się swoimi prawami, ale nie doszukiwałbym się tu odniesień do konkretnych systemów, książek czy wymyślonych światów. Gra osadzona jest w przyszłości pełnej żarowiastych neonów, elektroniki, wirtualnej rzeczywistości – jako całość robi świetne wrażenie wizualne. Oczywiście trudno tu o rzucającą się w oczy oryginalność i zarówno miejscówki oraz modele postaci będą się kojarzyć z tym, co widzieliśmy już wielokrotnie w filmach czy grach. Ale to nie ma znaczenia, bo Ghostrunner robi świetne wrażenie, które dodatkowo potęguje spinająca się z wizualizacjami muzyki. Ot choćby ta z głównego motywu:

A, że oprócz ciężkiej metalowej muzyki, od kilku lat jestem fanem synthwave’u, to nie ukrywam, że sprawiało mi ogromną frajdę granie z muzyką podkręconą na 100%, szczególnie że pasuje do rozgrywki idealnie.

Zapytacie co z fabułą. Dobre pytanie, bo nawet planowałem na początku się na niej skupić, ale opowieść momentalnie schodzi na dalszy plan, jest bowiem prowadzona wyłącznie w scenkach przerywnikowych lub jako pojawiający się czasem głos w głowie bohatera – większość graczy będzie go jednak ignorować z uwagi na wysoki poziom trudności i dynamikę rozgrywki. Zasadniczo jednak bieganie po kolejnych piętrach futurystycznej wieży ma na celu odnalezienie Klucznika, antagonisty, który rządzi okolicą. Ale serio, fabuła szybko schodzi na tak daleki plan, że na dobrą sprawę mogłoby jej w ogóle nie być.

Jestem na to za stary

Była beczka miodu, to teraz łyżka dziegciu, przez która szybko straciłem frajdę z grania w Ghostrunner. Nie jestem w stanie jednoznacznie powiedzieć, czy to wina moich drewnianych palców i braku skilla (ale uznajmy, że tak), czy niedoskonałości w systemie sterowania, ale ginąłem na potęgę (szczególnie grając na padzie od PS4 podłączonym do PC). Oczywiście wierzę, że są gracze, którzy pokonają te same fragmenty grając na konsolowym komputerze jedną dłonią i patrząc w sufit, ale to nie jest gra dla wszystkich. To często taniec cybernetycznego ninja, który nie wybacza nawet małego potknięcia. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby ostateczne przejście fragmentu, w którym się zaciąłem, dawało mi jakąś satysfakcję. A nie dawało, wywoływało natomiast tę nieprzyjemną frustrację, sprawiało że zapominałem o ładnej grafice, fajnie zaprojektowanym świecie i opowieści. Bo noga ześlizgnęła mi się ze ściany, bo pocisk który nie powinien mnie dosięgnąć, trafił bezbłędnie. Bo przeciwnicy stali nieruchomo i byli cholernie celni mimo moich uników. Ale to moje własne odczucie i część z Was na pewno odbierze to wszystko zupełnie inaczej – wysoki poziom trudności i wymagające fragmenty staną się kluczowym elementem gry, które będą Was przy niej trzymać, zmuszać do powrotów i przechodzenia kolejnych etapów tak czysto, by nie zaliczyć ani jednej śmierci lub ograniczyć je do minimum.

Bardzo dobrze, że Ghostrunner ma demo – jeśli rozważacie zakup tej produkcji, skorzystajcie z wersji próbnej. Nie ma jej niestety na konsolach, ale znajdźcie znajomego, sprawdźcie u niego na PC i dopiero wtedy podejmujcie decyzję o zakupie. Bo na materiałach promocyjnych Ghostrunner wygląda świetnie, jest niezwykle dynamiczny, płynny, sugeruje masę frajdy. Ale do tego potrzebne jest bardzo sprawne oko, równie sprawne dłonie na kontrolerze i umiejętność prawie idealnego wejścia w rytm takiej rozgrywki. W przeciwnym wypadku frustracja z kolejnego podejścia do grupki supercelnych przeciwników zabije w Was całą frajdę z zabawy.

Werdykt

Dawno nie miałem tak, by jakaś gra do recenzji mnie frustrowała. Czekałem na Ghostrunner i na dobrą sprawę się nim nie zawiodłem, na pewno za jakiś czas do niego wrócę, może na myszce i klawiaturze będzie grało się lepiej – a może konsolowa wersja ma trochę mniej wymagające sterowanie na padzie. Zawiodłem się natomiast na swoich umiejętnościach i to chyba czas, żeby wrócić do gier wymagających większego skilla, bo najwyraźniej przez ostatnie lata nieźle spadł, a ja się rozleniwiłem. Ghostrunner raczej nie powalczy o tytuł najlepszej gry 2020 roku, ale to solidna produkcja – nie dla wszystkich, ale myślę, że duża grupa graczy znajdzie w niej wszystko to, czego szuka w szybkiej, futurystycznej grze akcji.

Ocena 8/10