Świat

Gdzie muszą się skierować polskie firmy? Na Południe - tam będzie cywilizacja

MS
Maciej Sikorski
9

Rano pisałem o Singles' Day, czyli święcie zakupów w Chinach. Na dobrą sprawę temat nie ogranicza się już do Państwa Środka, korzystać mogą klienci w równych krajach, portfele wyjęli także Polacy. Spływają dane dotyczące wyników sprzedaży, zarobionych pieniędzy i trzeba przyznać Chińczykom, że te li...

Rano pisałem o Singles' Day, czyli święcie zakupów w Chinach. Na dobrą sprawę temat nie ogranicza się już do Państwa Środka, korzystać mogą klienci w równych krajach, portfele wyjęli także Polacy. Spływają dane dotyczące wyników sprzedaży, zarobionych pieniędzy i trzeba przyznać Chińczykom, że te liczby robią wrażenie. Widać wyraźnie azjatycki potencjał, azjatycką moc. Ale na horyzoncie majaczyć zaczyna rynek, który będzie równie ciekawy, a póki co jest dość zaniedbany. Mowa o Afryce.

Trafiłem kilka dni temu na grafikę prezentującą skupienie połowy ludności świata w jednym regionie: Azji Południowo-Wschodniej. Mamy tam dwa najludniejsze kraje świata, oba z populacją powyżej miliarda, ale na nich sprawa się nie kończy, dodatkowy miliard "dorzucają" Bangladesz, Tajlandia, Wietnam, Indonezja, Filipiny, dwie Koreę, Japonia (to już Wschód, ale też włączony do zestawienia) i kilka innych państw. Większość ludna albo bardzo ludna, z dużą gęstością zaludnienia, wysokim odsetkiem ludzi młodych. Te gospodarki szybko rosną, skupia się tam przemysł, korporacje wykorzystują tanią siłę roboczą. Bardzo ciekawy region. Bardzo ciekawa grafika.

Rano pisałem o Singles' Day, czyli święcie zakupów w Chinach. Na dobrą sprawę temat nie ogranicza się już do Państwa Środka, korzystać mogą klienci w równych krajach, portfele wyjęli także Polacy. Spływają dane dotyczące wyników sprzedaży, zarobionych pieniędzy i trzeba przyznać Chińczykom, że te liczby robią wrażenie. Widać wyraźnie azjatycki potencjał, azjatycką moc. Ale na horyzoncie majaczyć zaczyna rynek, który będzie równie ciekawy, a póki co jest dość zaniedbany. Mowa o Afryce.

Trafiłem kilka dni temu na grafikę prezentującą skupienie połowy ludności świata w jednym regionie: Azji Południowo-Wschodniej. Mamy tam dwa najludniejsze kraje świata, oba z populacją powyżej miliarda, ale na nich sprawa się nie kończy, dodatkowy miliard "dorzucają" Bangladesz, Tajlandia, Wietnam, Indonezja, Filipiny, dwie Koreę, Japonia (to już Wschód, ale też włączony do zestawienia) i kilka innych państw. Większość ludna albo bardzo ludna, z dużą gęstością zaludnienia, wysokim odsetkiem ludzi młodych. Te gospodarki szybko rosną, skupia się tam przemysł, korporacje wykorzystują tanią siłę roboczą. Bardzo ciekawy region. Bardzo ciekawa grafika.

Do tego należy dodać pewien wykres (zamieszczam niżej). Pokazuje stan obecny zaludnienia globu oraz prognozy na kolejne dekady, dochodzimy aż do roku 2100, więc zaliczamy XXI wiek. Na nim również widoczna jest potęga Azji na polu ludności. W tym przypadku zliczono całą Azję, więc mamy grubo ponad 4 mld ludzi. W połowie dekady powinno to być grubo ponad 5 mld. Zadbają o to m.in. Indie, które w niedalekiej przyszłości prześcigną Chiny i staną się najludniejszym krajem świata, swoje dorzucą Chińczycy, którzy w trosce o swój rynek pracy (ale nie tylko) znoszą tzw. politykę jednego dziecka. Efekt?

Kraj środka spodziewa się, że dzięki liberalniejszej polityce rodzinnej w najbliższych latach przyrost naturalny będzie większy o 3 mln narodzin rocznie i wyniesie 20 mln narodzin. [źródło]

Ich sąsiedzi też pewnie będą "rosnąć". Ale przyznam, że to nie linia właściwa dla Azji zrobiła na mnie największe wrażenie. Znacznie bardziej intryguje atakująca szczyt linia reprezentująca Afrykę. O ile teraz kontynent ten zamieszkuje około 1,1 mld ludzi, o tyle pod koniec wieku może to już być blisko 4,5 mld. Oczywiście trzeba pamiętać, że mowa o prognozach. Załóżmy jednak, że znajdą one potwierdzenie w rzeczywistości - w takim wypadku za około 25 lat Afrykę będzie już zamieszkiwać ponad 2 mld osób.

Ktoś spyta, jakie to ma znaczenie? Otóż ma i to na wielu płaszczyznach, a jedną z nich jest biznes. Ten ostatni może się przenosić do Afryki w celach produkcyjnych, gdy Azja stanie się zbyt droga (ten problem już dotyczy Chin), jednocześnie będzie to olbrzymi rynek zbytu. Przy okazji wyników Apple podkreśla się, że obecnie są one nakręcane przez Chiny. Ale przecież nie można rosnąć w nieskończoność w Chinach - co będzie, gdy ten silnik zacznie słabnąć? W swoich tekstach zwracałem już uwagę na sąsiadów Państwa Środka: więcej iPhone'ów będzie trafiać do Wietnamczyków czy Filipińczyków, popyt będą podkręcić mieszkańcy Indii. A potem...

A potem smartfon Apple zapragną mieć obywatele Nigerii, Angoli czy Etiopii. Nie martwiłbym się zatem o przyszłość korporacji z Cupertino. Zastanowiłbym się raczej, czy polskie firmy odpowiednio wykorzystają nadarzająca się okazję. Jakiś czas temu pisałem o ekspansji Asseco Poland, które przejęło portugalską firmę informatyczną działającą m.in. na rynkach afrykańskich (polski gracz jest już obecny na Czarnym Lądzie). Sensowne posunięcie, stwarza szanse na rozwój. Ale takich ruchów musi być znacznie więcej, przedsiębiorcy muszą spojrzeć na przywołany wykres i zdać sobie sprawę z tego, że na Południu jest interes do zrobienia. Nie dotyczy to wyłącznie firm z branży IT.

Byłoby szkoda, gdyby ta szansa została przespana. Wystarczy jeszcze raz popatrzeć na wykres, na jego dolną część, by zrozumieć, że Europa oraz Ameryka Północna nie będą rosnąć. Przynajmniej nie tak dynamicznie. Jasne, nie można ich bagatelizować i lekceważyć, ludzie mają tu pieniądze i chcą je wydawać, ale w parze z dużym popytem idzie duża konkurencja. Podobnie jest dzisiaj w Azji. Afryka na tym tle jest nadal nieodkrytym lądem. Ale to zaczyna się zmieniać - Facebook i Google dwoją się i troją, by ludziom mieszkającym na półkuli południowej dostarczyć Internet. Nie wynika to wyłącznie z ich dobrego serca: te korporacje wiedzą, że nie mogą przespać swoje szansy i muszą zakorzenić się na rynku, który w kolejnych latach może im przynosić wielkie pieniądze.

Do tego należy dodać pewien wykres (zamieszczam niżej). Pokazuje stan obecny zaludnienia globu oraz prognozy na kolejne dekady, dochodzimy aż do roku 2100, więc zaliczamy XXI wiek. Na nim również widoczna jest potęga Azji na polu ludności. W tym przypadku zliczono całą Azję, więc mamy grubo ponad 4 mld ludzi. W połowie dekady powinno to być grubo ponad 5 mld. Zadbają o to m.in. Indie, które w niedalekiej przyszłości prześcigną Chiny i staną się najludniejszym krajem świata, swoje dorzucą Chińczycy, którzy w trosce o swój rynek pracy (ale nie tylko) znoszą tzw. politykę jednego dziecka. Efekt?

Kraj środka spodziewa się, że dzięki liberalniejszej polityce rodzinnej w najbliższych latach przyrost naturalny będzie większy o 3 mln narodzin rocznie i wyniesie 20 mln narodzin. [źródło]

Ich sąsiedzi też pewnie będą "rosnąć". Ale przyznam, że to nie linia właściwa dla Azji zrobiła na mnie największe wrażenie. Znacznie bardziej intryguje atakująca szczyt linia reprezentująca Afrykę. O ile teraz kontynent ten zamieszkuje około 1,1 mld ludzi, o tyle pod koniec wieku może to już być blisko 4,5 mld. Oczywiście trzeba pamiętać, że mowa o prognozach. Załóżmy jednak, że znajdą one potwierdzenie w rzeczywistości - w takim wypadku za około 25 lat Afrykę będzie już zamieszkiwać ponad 2 mld osób.

Rano pisałem o Singles' Day, czyli święcie zakupów w Chinach. Na dobrą sprawę temat nie ogranicza się już do Państwa Środka, korzystać mogą klienci w równych krajach, portfele wyjęli także Polacy. Spływają dane dotyczące wyników sprzedaży, zarobionych pieniędzy i trzeba przyznać Chińczykom, że te liczby robią wrażenie. Widać wyraźnie azjatycki potencjał, azjatycką moc. Ale na horyzoncie majaczyć zaczyna rynek, który będzie równie ciekawy, a póki co jest dość zaniedbany. Mowa o Afryce.

Trafiłem kilka dni temu na grafikę prezentującą skupienie połowy ludności świata w jednym regionie: Azji Południowo-Wschodniej. Mamy tam dwa najludniejsze kraje świata, oba z populacją powyżej miliarda, ale na nich sprawa się nie kończy, dodatkowy miliard "dorzucają" Bangladesz, Tajlandia, Wietnam, Indonezja, Filipiny, dwie Koreę, Japonia (to już Wschód, ale też włączony do zestawienia) i kilka innych państw. Większość ludna albo bardzo ludna, z dużą gęstością zaludnienia, wysokim odsetkiem ludzi młodych. Te gospodarki szybko rosną, skupia się tam przemysł, korporacje wykorzystują tanią siłę roboczą. Bardzo ciekawy region. Bardzo ciekawa grafika.

Do tego należy dodać pewien wykres (zamieszczam niżej). Pokazuje stan obecny zaludnienia globu oraz prognozy na kolejne dekady, dochodzimy aż do roku 2100, więc zaliczamy XXI wiek. Na nim również widoczna jest potęga Azji na polu ludności. W tym przypadku zliczono całą Azję, więc mamy grubo ponad 4 mld ludzi. W połowie dekady powinno to być grubo ponad 5 mld. Zadbają o to m.in. Indie, które w niedalekiej przyszłości prześcigną Chiny i staną się najludniejszym krajem świata, swoje dorzucą Chińczycy, którzy w trosce o swój rynek pracy (ale nie tylko) znoszą tzw. politykę jednego dziecka. Efekt?

Kraj środka spodziewa się, że dzięki liberalniejszej polityce rodzinnej w najbliższych latach przyrost naturalny będzie większy o 3 mln narodzin rocznie i wyniesie 20 mln narodzin. [źródło]

Ich sąsiedzi też pewnie będą "rosnąć". Ale przyznam, że to nie linia właściwa dla Azji zrobiła na mnie największe wrażenie. Znacznie bardziej intryguje atakująca szczyt linia reprezentująca Afrykę. O ile teraz kontynent ten zamieszkuje około 1,1 mld ludzi, o tyle pod koniec wieku może to już być blisko 4,5 mld. Oczywiście trzeba pamiętać, że mowa o prognozach. Załóżmy jednak, że znajdą one potwierdzenie w rzeczywistości - w takim wypadku za około 25 lat Afrykę będzie już zamieszkiwać ponad 2 mld osób.

Ktoś spyta, jakie to ma znaczenie? Otóż ma i to na wielu płaszczyznach, a jedną z nich jest biznes. Ten ostatni może się przenosić do Afryki w celach produkcyjnych, gdy Azja stanie się zbyt droga (ten problem już dotyczy Chin), jednocześnie będzie to olbrzymi rynek zbytu. Przy okazji wyników Apple podkreśla się, że obecnie są one nakręcane przez Chiny. Ale przecież nie można rosnąć w nieskończoność w Chinach - co będzie, gdy ten silnik zacznie słabnąć? W swoich tekstach zwracałem już uwagę na sąsiadów Państwa Środka: więcej iPhone'ów będzie trafiać do Wietnamczyków czy Filipińczyków, popyt będą podkręcić mieszkańcy Indii. A potem...

A potem smartfon Apple zapragną mieć obywatele Nigerii, Angoli czy Etiopii. Nie martwiłbym się zatem o przyszłość korporacji z Cupertino. Zastanowiłbym się raczej, czy polskie firmy odpowiednio wykorzystają nadarzająca się okazję. Jakiś czas temu pisałem o ekspansji Asseco Poland, które przejęło portugalską firmę informatyczną działającą m.in. na rynkach afrykańskich (polski gracz jest już obecny na Czarnym Lądzie). Sensowne posunięcie, stwarza szanse na rozwój. Ale takich ruchów musi być znacznie więcej, przedsiębiorcy muszą spojrzeć na przywołany wykres i zdać sobie sprawę z tego, że na Południu jest interes do zrobienia. Nie dotyczy to wyłącznie firm z branży IT.

Byłoby szkoda, gdyby ta szansa została przespana. Wystarczy jeszcze raz popatrzeć na wykres, na jego dolną część, by zrozumieć, że Europa oraz Ameryka Północna nie będą rosnąć. Przynajmniej nie tak dynamicznie. Jasne, nie można ich bagatelizować i lekceważyć, ludzie mają tu pieniądze i chcą je wydawać, ale w parze z dużym popytem idzie duża konkurencja. Podobnie jest dzisiaj w Azji. Afryka na tym tle jest nadal nieodkrytym lądem. Ale to zaczyna się zmieniać - Facebook i Google dwoją się i troją, by ludziom mieszkającym na półkuli południowej dostarczyć Internet. Nie wynika to wyłącznie z ich dobrego serca: te korporacje wiedzą, że nie mogą przespać swoje szansy i muszą zakorzenić się na rynku, który w kolejnych latach może im przynosić wielkie pieniądze.

Ktoś spyta, jakie to ma znaczenie? Otóż ma i to na wielu płaszczyznach, a jedną z nich jest biznes. Ten ostatni może się przenosić do Afryki w celach produkcyjnych, gdy Azja stanie się zbyt droga (ten problem już dotyczy Chin), jednocześnie będzie to olbrzymi rynek zbytu. Przy okazji wyników Apple podkreśla się, że obecnie są one nakręcane przez Chiny. Ale przecież nie można rosnąć w nieskończoność w Chinach - co będzie, gdy ten silnik zacznie słabnąć? W swoich tekstach zwracałem już uwagę na sąsiadów Państwa Środka: więcej iPhone'ów będzie trafiać do Wietnamczyków czy Filipińczyków, popyt będą podkręcić mieszkańcy Indii. A potem...

A potem smartfon Apple zapragną mieć obywatele Nigerii, Angoli czy Etiopii. Nie martwiłbym się zatem o przyszłość korporacji z Cupertino. Zastanowiłbym się raczej, czy polskie firmy odpowiednio wykorzystają nadarzająca się okazję. Jakiś czas temu pisałem o ekspansji Asseco Poland, które przejęło portugalską firmę informatyczną działającą m.in. na rynkach afrykańskich (polski gracz jest już obecny na Czarnym Lądzie). Sensowne posunięcie, stwarza szanse na rozwój. Ale takich ruchów musi być znacznie więcej, przedsiębiorcy muszą spojrzeć na przywołany wykres i zdać sobie sprawę z tego, że na Południu jest interes do zrobienia. Nie dotyczy to wyłącznie firm z branży IT.

Byłoby szkoda, gdyby ta szansa została przespana. Wystarczy jeszcze raz popatrzeć na wykres, na jego dolną część, by zrozumieć, że Europa oraz Ameryka Północna nie będą rosnąć. Przynajmniej nie tak dynamicznie. Jasne, nie można ich bagatelizować i lekceważyć, ludzie mają tu pieniądze i chcą je wydawać, ale w parze z dużym popytem idzie duża konkurencja. Podobnie jest dzisiaj w Azji. Afryka na tym tle jest nadal nieodkrytym lądem. Ale to zaczyna się zmieniać - Facebook i Google dwoją się i troją, by ludziom mieszkającym na półkuli południowej dostarczyć Internet. Nie wynika to wyłącznie z ich dobrego serca: te korporacje wiedzą, że nie mogą przespać swoje szansy i muszą zakorzenić się na rynku, który w kolejnych latach może im przynosić wielkie pieniądze.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

ludziebiznesAfryka