95

Gdy widzę takie komentarze, dociera do mnie dlaczego filmy i seriale mają w Polsce pod górkę

Kompletnie nie wiedziałem, jak mam zacząć ten tekst. Z jednej strony takie zjawisko jest powszechne, więc nie powinny mną targać takie emocje, ale z drugiej strony wpatruję się od kilku godzin w sekcję komentarzy i jestem potężnie wkurzony, cały czas nie potrafiąc uwierzyć w to, że ktoś pisze to wszystko na serio.

Żaden z serwisów VOD nie pochwali się konkretnymi danymi na temat aktualnej liczby użytkowników, ale raz wolniej, raz szybciej tych użytkowników Netfliksowi, Amazonowi, Showmaksowi, HBO Go, Playerowi, Ipli i innym usługom cały czas przybywa. Potwierdzają to nieoficjalne dane również pokazują wzrosty, więc sytuacja faktycznie ulega zmianie, a tak liczne grono serwisów streamingowych nad Wisłą nie jest dziełem przypadku. Co więcej, niewykluczone, że niedługo poszerzy się o kolejnego solidnego gracza, czyli Disney+, które wydaje się być gotowe na debiut w Polsce. Frekwencja w kinach również wygląda całkiem nieźle, bijemy kolejne rekordy – dzieje się.

Z okazji Black Friday pojawiło się oczywiście całe mnóstwo promocji na produkty multimedialne. Ebooki, klasyczne książki, audiobooki, gry, płyty muzyczne oraz filmy. Także na te w cyfrowej dystrybucji, która przypadła widzom do gustu – bez wychodzenia w domu możemy obejrzeć dowolny film, także kompletną nowość, zapominając o wizycie w sklepie czy wypożyczalni, a także nie przejmując się jakimikolwiek nośnikami fizycznymi. Przyznam, że nie poszukiwałem usilnie żadnej promocji, ale moją uwagę przykuł sponsorowany post serwisu Chili Cinema, który zapowiadał 50% rabat na filmy i seriale, wspominając także o darmowej rejestracji. Nie wiem co mnie podkusiło, ale zdecydowałem się sprawdzić, co o tej promocji sądzą inni. Widząc te wypowiedzi załamałem się.

Jeden, maksymalnie dwa komentarze mogłyby okazać się żartem i mocno trzymam kciuki, że takie intencje towarzyszyły ich autorom. Na pozostałe posty można zareagować tylko w jeden sposób – o zgrozo! Wśród komentarzy pojawiły się ostrzeżenia, że darmowa jest tylko rejestracja, a za filmy trzeba płacić(!!!). Jedna z komentujących zasugerowała nawet, że okradani są twórcy i serwisem powinna zainteresować się Fundacja Legalna Kultura. Ale generalnie przeważały reakcje pełne zdziwienia, że po darmowej rejestracji przyjdzie komuś za te filmy zapłacić…

Nie wiem czym kierowałem się brnąć w to dalej, ale odwiedziłem fanpage Chili Cinema i przejrzałem pozostałe wpisy. Jeden z nich zachęcał do obejrzenia najnowszej części Mission Impossible:Fallout. Komentarze potencjalnych widzów? „Złodzieje!”, „w Internecie jest za friko!”, „ja mam za to płacić?!”. Oczywiście niektóre z nich bywały mniej kulturalne, ale darujemy to sobie. Zaintrygował mnie wątek, w którym ktoś wkleił cennik jednej z nielegalnych usług z filmami i serialami, gdzie kwoty są oczywiście znacząco mniejsze. Odpowiedź innego internauty zasugerowała chwalenie się kradzieżą. Jak brzmiała riposta? „Jak by było to takie nielegalne to by tego nie było a Ty bronisz złodziei co chcą za film 54,90zł czy masz też w tym zysk?”. Typowe. Gdy ktoś zwraca uwagę i próbuje wyjaśnić sytuację, od razu utożsamiany jest ze spiskowcem i osobą, która na pewno ma jakiś zysk. No i mamy do czynienia z odwróconą rolą – Chili Cinema postrzegane jest jako „złodziej”, a inny serwis odbierany jest jako legalny i uczciwy, bo ceny są niższe.

Inne kwiatki to: „dwa tygodnie temu ogladalem na necie w hd i bez kasy”, „polecam już oglądałem dawno z lektorem w dobrej wersji i co najważniejsze nie musiałem płacić”, „Film już na necie po co płacić ha ha ha”.

Wyjaśnijmy sobie coś: ceny Chili Cinema są normalne. Oferowane przez nich filmy to w większości produkcje dostępne w jakości HD i HD+ (zbliżona do Blu-Raya), a premiery odbywają się w tym samym czasie albo wcześniej, niż na nośnikach fizycznych. Ceny płyt Blu-Ray? Porównywalne, czasem wyższe. W obydwu przypadkach dokonywany jest zakup filmu, do którego dostęp jest swobodny – dzięki Chili mamy go na komputerze, telefonie, tablecie czy telewizorze. Bez pobierania, bez wkładania płyty, także, a może przede wszystkim poza domem. Na tej samej zasadzie działa sklep iTunes.

Oczywiście, że te ceny mogłyby być nieco niższe i ja też chciałbym, żeby tak było. W porównaniu do kwot z zachodu czy oferty z rynku amerykańskiego nie mamy wcale wielkich powodów do zadowolenia. Wynika to między innymi z kwestii istnienia pośredników, którzy muszą przygotować polskie wydanie (okładki, tłumaczenia, nagranie ścieżki lektora lub dubbingu). Ale nie oszukujmy się, że nie ma na to wpływu także liczba sprzedanych egzemplarzy. A skoro tak ciężko przychodzi niektórym uiszczenie jednorazowej opłaty w wysokości 10 lub 12 zł za obejrzenie filmu, który dopiero co miał premierę, to nie miejmy pretensji do dystrybutorów czy twórców.

Bo nie możemy też okłamywać się, że bez pieniędzy widzów będą u nas powstawać produkcje o wielkim rozmachu, z najlepszymi scenariuszami i aktorami. Sytuacja znacząco zmieniła się na przestrzeni ostatnich kilku lat, w szczególności w światku seriali, co widać po tegorocznych premierach, ale aż strach pomyśleć, ile osób obejrzało „Watahę”, „Kruka”, „Belfra”, „Pakt”, „Rojst” czy „Ślepnąc od świateł” nie wykupując miesięcznego dostępu do serwisu VOD. HBO Go czy Showmax to dziś koszt 20 zł, a na przestrzeni 30 dni obejrzymy znacznie więcej niż 5 czy 8 odcinków danego serialu. Czy to jest zbyt drogo? Zdaję sobie sprawę, że skoro istnieje tańsza/darmowa alternatywa, to wiele osób się na nią zdecyduje. Nie ma lepszego przykładu niż rynek muzyczny, gdzie mamy do wyboru Spotify, Deezer, Tidal i Apple Music, gdzie miesiąc słuchania muzyki, w tym nowości bez żadnych opóźnień w premierach, to wydatek 20 zł. Ile znacie osób, które i tak wolą YouTube’a? (Nie biorę pod uwagę oficjalnych klipów od artystów). Jaki jest tego powód? Przyzwyczajenie? Wygoda?

Jeśli nie pozwalasz się rynkowi rozwijać, to znaczy nie wspierasz go finansowo nawet w najmniejszy sposób, to jesteś ostatnią osobą, której wolno krytycznie wypowiadać się na temat powstałych – na przykład – w Polsce seriali, filmów czy albumów. A tej krytyki jest wszędzie pełno. Podobnie jak deklaracji: „obejrzałem już to za darmo, frajerzy!”