37

Gdy emocje już opadną – tuż po konferencji Apple

Wczoraj miejsce miało to wydarzenie, na które czekaliśmy właściwie wszyscy. Na to, co w tym roku przygotowano dla nas w Cupertino czekali nie tylko klienci giganta, ale i osoby, które najzwyczajniej w świecie interesują się nowymi technologiami. To z kolei mówi nam, że Apple w dalszym ciągu wywołuje niemałe emocje – to natomiast jest pokłosie […]

Wczoraj miejsce miało to wydarzenie, na które czekaliśmy właściwie wszyscy. Na to, co w tym roku przygotowano dla nas w Cupertino czekali nie tylko klienci giganta, ale i osoby, które najzwyczajniej w świecie interesują się nowymi technologiami. To z kolei mówi nam, że Apple w dalszym ciągu wywołuje niemałe emocje – to natomiast jest pokłosie nie tak odległych czasów, gdy każda konferencja oprócz wyśmiewanego dziś „amazing”, posiadała w sobie także efekt „wow” – czyli coś, dzięki czemu Apple w swoich najlepszych latach wyznaczał trendy, rządził i dzielił.

Amazingu znowu było sporo, ale nie zabrakło iskierki „wow”

Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że podczas konferencji czasami pachniało podobnymi wydarzeniami, na których występował Jobs. Mogło to być spowodowane tym, że od tej konferencji oczekiwano bardzo wiele i równie dużo na niej się działo. Zaprezentowano aż trzy urządzenia, z czego o dwóch wiedzieliśmy niemal wszystko – jedynie Apple Watch był dla nas wielką zagadką. Przecieki, dzięki którym po raz pierwszy zobaczyliśmy iPhone’a 6 w pełnej krasie (o których pisałem ja i niektórzy z Was wywoływali mnie do tablicy za „nieprzemyślaną” publikację) i mnóstwo informacji na temat iPhone 6 Plus (przed premierą 6L) to coś, co wcześniej się nie zdarzało. A jeśli już rzeczywiście coś wyciekło, to owe zjawisko nie miało takich rozmiarów, jak przed 9 września tego roku.

Dzisiaj jesteście podzieleni na obozy – niektórzy z Was chwalą nowe urządzenia Apple, reszta natomiast wieści rychły koniec Apple. Kto z Was się myli? Nikt. Nowe urządzenia są po prostu dobre, ale nie są świetne. Z drugiej strony, ci którzy po tej konferencji będą wyczekiwać gwałtownego przetasowania na rynku i zepchnięcia Apple na boczny tor – mogą się nie doczekać. Zaraz użyję już bardzo wyeksploatowanego argumentu za działaniami Apple – chodzi o dostosowanie produktów do realiów panujących na rynku. Istotnie, wczorajszą konferencją gigant z Cupertino zmniejszył dystans, między poprzednimi urządzeniami, a propozycjami innych producentów. Nie można jednak zapomnieć o tym, że nie tylko Apple decyduje o tym, co będzie produkowane. Nie bez znaczenia są głosy inwestorów, którzy na pewno wykonali odpowiednie analizy i zgodnie stwierdzili, że Samsunga, Nokię, LG, HTC, OnePlus, Motorolę należy gonić – mimo pewnego, drugiego miejsca na rynku. Wyświetlacz o który dzisiaj kruszy się kopie to znak rozwoju urządzeń mobilnych.

apple-iphone-61-1179x510

Apple natomiast jako przeszły innowator rynku zbyt mocno przywiązał się do własnej wizji podziału urządzeń mobilnych. Do tej pory uważano, że smartfon ma być tylko smartfonem, a większym ekranem powinien odznaczać się jedynie tablet. Jednak osoby decyzyjne w Apple powinny wiedzieć, że nie do końca w tym biznesie chodzi o trafienie w potrzeby klientów, tylko o wzbudzenie nowych. Wait… przecież to już robili! Do czasu iPhone’a było wiele smartfonów, ale dopiero w Cupertino powstał ten, który miał szanse odnieść prawdziwy sukces. Przed iPadem także pojawiały się podobne konstrukcje – jednak dopiero premiera większego urządzenia z iOS rozpoczęła boom na nieco bardziej okazałe sprzęty mobilne.

Inni producenci już zdążyli przyzwyczaić użytkowników do rosnących ekranów w smartfonach i 5-calowy wyświetlacz we flagowcu nie jest niczym dziwnym. Wraz z przyzwyczajeniem przyszła potrzeba – nie chodzi tutaj o to, że większy wyświetlacz jest koniecznie potrzebny do obsługi smartfona (chociaż jestem zdania, że na większym ekranie pracuje się lepiej). Klienci uwielbiają się bawić w porównania – każde zauważalne „mniejsze”, „mniej”, „gorzej”, „biedniej” może się po pewnym czasie odbić solidną czkawką. O Apple już przecież krążyły niezbyt pochlebne opinie, wedle których miała się ona stawać tworem archaicznym – głównie z powodu „przywiązania do tradycji”.

W nowych telefonach Apple nie przesadzono także ze specyfikacją – bo i tego te telefony nie potrzebują. iOS to system świetnie zoptymalizowany (nie może być inaczej, skoro jest przystosowany do pracy z jedną linią urządzeń) i nie wymaga dużej mocy obliczeniowej, by obsłużyć każde urządzenie – to ma miejsce w Androidzie, gdzie producenci sprzętu z tym systemem ścigają się z liczbami. Nie o liczbę rdzeni chodzi, nie o ilość RAM-u, tylko to, jak dane urządzenie jest w stanie to wykorzystać. Czy nowe iPhone’y są brzydkie? Nie. Ale są ładniejsze urządzenia – według mnie nowe telefony znaczone nadgryzionym jabłuszkiem są ładniejsze od propozycji Samsunga, ale już do HTC, czy Nokii nie mają startu.

Apple Watch – jest dobrze?

Zabijecie mnie w komentarzach za fanbojstwo – pamiętajcie tylko, że na co dzień korzystam z telefonu z Windows Phone i komputera z desktopowymi okienkami. Według mnie zegarek Apple godnie podjął walkę z innymi gigantami na rynku smartwatchy. Są ładniejsze propozycje na rynku. Mamy do dyspozycji Siri, technologie wspierające zdrowy tryb życia, możemy prowadzić rozmowy za pomocą komunikatorów (tutaj z pomocą przychodzi rozpoznawanie głosu), tweetować, czy użyć modułu NFC. Na ostateczny werdykt przyjdzie nam poczekać do testu tego urządzenia – nie mamy do czynienia ze znanymi już zegarkami z Android Wear – zaprezentowano nam zupełnie inny sprzęt, do którego trzeba będzie podejść indywidualnie, by móc jednoznacznie stwierdzić, w którym miejscu znajduje się ono względem dostępnych już na rynku propozycji.

iwatch 21

Apple, cokolwiek by wczoraj nie pokazało, reakcje byłyby takie same. Wielkie oczekiwania względem Cupertino, ogromna presja i niewiarygodna dynamika rynku mobilnego sprawiają, że Apple trudno było dokonać rewolucji, wstrząsnąć mediami i jedną konferencją powrócić na fotel lidera. Jedno jest pewne – firma spisała się na mocną piątkę, nowe telefony znajdą masę nabywców, a i Apple Watch nie okaże się klapą – zaufanie dotychczasowych klientów do marki zrobi swoje, a i nie można powiedzieć, żeby Apple dało ciała.