33

Gates sprzedaje akcje MS, Ballmer odchodzi na dobre, Nadella zostaje sam

Przez ostatni rok w życiu Steve’a Ballmera zaszło sporo zmian. W trakcie przebudowy firmy ogłosił nagle, że ustępuje z funkcji CEO, potem oddał władzę w ręce nowego szefa i postanowił zająć się… sportem. Po wielu perturbacjach udało mu się kupić drużynę koszykarską. Zwieńczeniem całej historii jest zamknięcie kolejnego rozdziału łączącego go z MS: Ballmer odszedł […]

Przez ostatni rok w życiu Steve’a Ballmera zaszło sporo zmian. W trakcie przebudowy firmy ogłosił nagle, że ustępuje z funkcji CEO, potem oddał władzę w ręce nowego szefa i postanowił zająć się… sportem. Po wielu perturbacjach udało mu się kupić drużynę koszykarską. Zwieńczeniem całej historii jest zamknięcie kolejnego rozdziału łączącego go z MS: Ballmer odszedł z zarządu korporacji.

Nie zamierzam wracać do wątku zmiany CEO giganta z Redmond, drużynie koszykarskiej Los Angeles Clippers też nie poświęcę zbyt wiele czasu, bo już o tym pisałem (pod tamtym tekstem wypowiedział się sam Steve Ballmer i wychodzi na to, że nie rzucał słów na wiatr ;)). Mogę tylko dodać, że Ballmer dopiął swego i za dwa mld dolarów sprawił sobie naprawdę ciekawy prezent – dla wielu osób wymarzony początek emerytury. Coraz więcej wskazuje na to, że będzie to emerytura oderwana od rozwoju Microsoftu.

Ballmer zwolnił fotel CEO, ale nadal pozostawał członkiem zarządu firmy i wydawało się, że będzie uczestniczył w kreowaniu strategii rozwoju korporacji, sprawował pieczę nad przedsięwzięciem, któremu poświęcił ponad 30 lat swojego życia. Okazuje się, że Amerykanin ma inne plany: opuścił zarząd i wystosował list do obecnego CEO. Pisze w nim o MS jako o projekcie życia, o zadowoleniu z efektów swojej pracy oraz ze stanu, w jakim zostawił korporację. Udziela Nadelli kilku rad i wskazuje na obszary, którym należy poświęcić należytą uwagę. Tłumaczy też, że ma teraz inne obowiązki i chce się na nich skupić, bo w MS swoje już zrobił. Jednocześnie zapewnia, że służy firmie radą i wsparciem.

Temu ostatniemu trudno się dziwić i to nie tylko ze względu na sentyment – Ballmer jest obecnie największym udziałowcem Microsoftu i powinno mu zależeć na tym, by korporacja rosła w siłę i zarabiała pieniądze. W rękach byłego CEO znajduje się teraz grubo ponad 300 mln akcji. Jeszcze niedawno plasował się na drugim miejscu listy największych udziałowców, za swoim mentorem Gatesem, ale ten ostatni regularnie pozbywa się papierów wartościowych MS i przekazuje uzyskane w ten sposób środki na funkcjonowanie fundacji, którą prowadzi (wraz z żoną) od dobrych kilku lat.

Niedawno Gates upłynnił kolejne 20 mln akcji i nie był to jednorazowy wyskok – legenda z Doliny Krzemowej każdego roku sprzedaje dziesiątki milionów akcji MS i jeśli utrzyma obecne tempo, to w drugiej połowie 2018 roku prawdopodobnie przestanie być udziałowcem firmy, ewentualnie zostawi sobie symboliczną liczbę akcji. Ballmer raczej nie zamierza iść tą drogą i swój potężny majątek nadal będzie lokował w firmie, którą sterował przez kilkanaście lat. To raczej bezpieczna inwestycja – nic nie wskazuje na to, by korporacja z Redmond w najbliższych latach miała się zderzyć z poważnymi problemami, które nadwyrężą jej struktury.

Wycofywanie się Gatesa i Ballmera z firmy należy uznać za koniec pewnej epoki. Chociaż obaj będą w ten czy inny sposób związani z producentem oprogramowania Windows, to ich role można uznać za poważnie ograniczone – raczej nie będą szarymi eminencjami, ludźmi sterującymi korporacją z tylnego siedzenia. Mają nowe zajęcia, Gates poświęca się filantropii, Ballmer chce udowodnić, że był dobrym menedżerem i potrafi osiągać sukcesy nawet w nowym środowisku. A ich firma będzie trwać, pod rządami nowego szefa i jego zespołu może nabrać wiatru w żagle. Może, a nawet powinna – Nadella póki co sprawia wrażenie człowieka zdeterminowanego do działania, pewnego swych pomysłów i zdolnego do nadania firmie rozpędu w czasach chmury i sprzętu ultramobilnego. Umarł król, niech żyje król…

Źródło grafiki: microsoft.com