5

Galaxy S6 rozchwytywany. Swoje zrobił model Edge

Nowe flagowce Samsunga trafiły niedawno do sprzedaży, dla korporacji rozpoczął się dość nerwowy okres, w którym z kolejnych państw będą napływać informacje dotyczące popytu – firma dowie się, czy ich pomysł na nowe modele był dobry. Prognozy są odważne, Samsung chce sprzedać w tym roku kilkadziesiąt milionów Galaxy S6 i Galaxy S6 Edge. Pierwsze doniesienia […]

Nowe flagowce Samsunga trafiły niedawno do sprzedaży, dla korporacji rozpoczął się dość nerwowy okres, w którym z kolejnych państw będą napływać informacje dotyczące popytu – firma dowie się, czy ich pomysł na nowe modele był dobry. Prognozy są odważne, Samsung chce sprzedać w tym roku kilkadziesiąt milionów Galaxy S6 i Galaxy S6 Edge. Pierwsze doniesienia wskazują na to, że plan może się udać.

Zacznę od doniesień z amerykańskiego rynku, choć nie będą one dotyczyć bezpośrednio sprzedaży nowych smartfonów. Współpracę z Samsungiem podjął tam Uber. W jej ramach smartfony mogą liczyć na reklamę, a popularna aplikacja na nowych użytkowników – właściciele nowych flagowców koreańskiej firmy, którzy zaczną korzystać z Ubera zaliczą darmowy pierwszy kurs (do 25 dolarów). Obecni użytkownicy mogą mieć żal, ale takie są prawa rynku. Warto dodać, że ów bonus ma być rozszerzany także na inne kraje, możliwe zatem, że i Warszawiacy niedługo będą się mogli za darmo przekonać, czym jest Uber. Przynajmniej ci, którzy będą właścicielami nowego Galaxy S.

Czas na temat właściwy, czyli sprzedaż flagowców. Samsung zakłada, że do końca roku uda się sprzedać 50 mln sztuk nowych smartfonów. Odważne założenie, ale w zasięgu firmy – przecież poprzednie modele również sprzedawały się w dużych nakładach. Czy plan jest realny stanie się jasne już za kilka tygodni, gdy spłyną pierwsze wyniki. Na razie firma może być dobrej myśli: na ich rodzimym rynku, w Korei Południowej, w przedsprzedaży kupiono 300 tysięcy smartfonów. W przypadku serii S oznacza to rekord.

Ciekawe jest to, że dużym zainteresowaniem cieszy się model Edge – odpowiada za 50% sprzedaży. Firma spodziewała się, że będzie to 20-30%. Z jednej strony, jest się z czego cieszyć, bo to droższy sprzęt, z drugiej strony, korporacja nie była na to przygotowana i teraz musi zwiększyć produkcję, by sprostać zamówieniom. I tak może się okazać, że klienci długo będą czekać na smartfon z zakrzywionymi bokami. Na dobrą sprawę, zainteresowanie tym sprzętem nie powinno dziwić. To jednocześnie zły znak dla… HTC.

Zeszłoroczna premiera nowych iPhone’ów, a zwłaszcza ich późniejsza sprzedaż, udowodniły, że klienci domagają się zmian, nowości – głównie w sferze wyglądu sprzętu. Apple wprowadziło do oferty większe modele i zarobiło na tym fortunę. Po kiepskich (relatywnie) wynikach modelu S5 Samsung również postanowił zaproponować coś świeżego i zakładam, że wyniki sprzedaży będą naprawdę dobre. Wspomniane HTC nie zmieniło designu i może się okazać, że klienci pójdą do konkurencji, np. po Samsunga z zagiętym ekranem.

Należy oczywiście przyjąć, że Samsung celowo podgrzewa atmosferę, wokół obu modeli, zwłaszcza droższego, tworzona jest aura wielkiego zainteresowania, by przyciągnąć klientów. Takie zagrywki nie są czymś niespotykanym. Odpowiedzi na pytanie: hit czy blef nie poznamy teraz, trzeba trochę poczekać. Podejrzewam jednak, że po kilku gorszych kwartałach Samsung w końcu zaprezentuje raport finansowy, który przypomni, kto jest liderem sprzedaży w segmencie smartfonów.