34

Coraz więcej usług i gadżetów u Volkswagena. Jeździłem naszpikowanym elektroniką Tiguanem po ulicach Monachium

Miałem wczoraj przyjemność uczestniczyć w warsztatach Tiguan Tech Days i przez kilka godzin pojeździć nowym Volkswagenem Tiguanem. Nie jestem przyzwyczajony do tak dużej ilości gadżetów w aucie, ale nie ukrywam, że chętnie i szybko bym do nich przywykł.

Antyweb nie jest miejscem, gdzie bierzemy pod lupę silniki i właściwości jezdne samochodów, większość z nas to jednak kierowcy, którzy chętnie siadają za kółkiem. A od kiedy do samochodów pakuje się coraz więcej elektroniki i gadżetów, z chęcią testujemy nowe rozwiązania czy znane z drogich samochodów systemy pojawiające się w niższych klasach pojazdów. Odwiedzając Monachium, gdzie przeprowadzono Tiguan Tech Days, zobaczyłem kilka fajnych rozwiązań proponowanych przez Volkswagena i część z nich udało mi się sprawdzić w praktyce, jeżdżąc Tiguanem po monachijskich ulicach i okolicznych drogach.

Nowy Tiguan to poza samym autem pakiet usług online, które zebrano pod wspólnym dachem nazwanym Car-Net. Security & Service to przede wszystkim usługa wzywania pomocy. Po wciśnięciu odpowiedniego przycisku SOS znajdującego się w okolicach górnego lusterka, do centrali Volkswagena zostaną przesłane dane dotyczące lokalizacji pojazdu, kierunku jazdy oraz liczby pasażerów. Jeśli czujniki poduszek powietrznych lub napinaczy pasów rozpoznają poważny wypadek, system zadziała natomiast automatycznie. Usługa świadczona jest przez dziesięć lat i początkowo będzie dostępna w 30 europejskich krajach. Co ciekawe, gdy będziemy jeździć po polskich drogach i zarejestrujemy swoje konto na Polskę, wszelki kontakt z centrum pomocy będzie się odbywał w rodzimym języku – jeśli jakiegoś kraju nie będzie na liście, porozmawiamy po angielsku.

Dodatkowo do usługi wzywania pomocy dodawany jest pakiet Security & Service Basic, który oferuje funkcję raportu o stanie pojazdu. Auto wysyła regularnie lub na wezwanie komunikaty ostrzegawcze i dotyczące serwisu wyświetlane na wskaźniku wielofunkcyjnym. Klient ma później dostęp do informacji o stanie technicznym samochodu. W pakiecie znajduje się również planowanie terminu wizyty w warsztacie (zgłaszanie na serwer Volkswagena zapotrzebowania na serwis), wzywanie pomocy drogowej oraz automatyczne wzywanie pomocy.

Jeszcze fajniej wygląda pakiet Security & Service Plus – szczególnie dwie opcje. Pozycja parkowania pomoże znaleźć zaparkowane wcześniej auto. Po zakończeniu jazdy Tiguan prześle dane dotyczące swojej pozycji na serwer – jeśli kierowca jakimś cudem zapomni gdzie zaparkował, będzie mógł sprawdzić współrzędne GPS zaparkowanego samochodu korzystając ze smartfona lub portalu Car-Net. Druga ciekawa funkcja to informacje o obszarze poruszania się samochodu – dzięki niej właściciel auta może określić, na jaki obszar samochód nie może w danych godzinach wjechać lub jakiego obszaru nie może opuścić. Wyobraźcie sobie, że pożyczacie komuś auto i prosicie, by nie opuszczał miasta – jeśli to zrobi, właściciel otrzyma odpowiednią informację. Podobnie wygląda to z informacją o prędkości – jestem pewien, że z takich funkcji chętnie skorzystają rodzice udostępniający swój samochód.










Pod nazwą Media Control i App-Connect kryje się natomiast podłączania smartfona do samochodu. Zadziała to zarówno z Androidem jak i iOS, obsługując większość najpopularniejszych, w miarę nowych telefonów (lub tabletów). Będziecie mogli w ten sposób puszczać muzykę, czy wysłać trasę dla nawigacji. App-Connect pozwala na pełne zintegrowanie większości smartfonów z nowym Tiguanem przez Apple CarPlay, Android Auto lub MirrorLink. W tym wypadku będziecie jednak musieli podłączyć sprzęt przewodowo. Bajerem jest natomiast MirrorLink Cam-Connect, które w połączeniu z kamerą GoPro wyświetli na ekranie systemu radiowego lub nawigacyjnego obraz tego, co dzieje się na tylnych siedzeniach. Specjalne lusterka do podglądania dzieciaków będziecie więc mogli wyrzucić do kosza. Nie wszystko udało mi się niestety przetestować, ale myślę że przez kilka dni zarówno system, funkcje czy ciekawy, cyfrowy „prędkościomierze”, na którym cały czas wyświetlałem sobie nawigację, nie będą miały już przede mną tajemnic.

Samochód łączy się ze światem za pomocą technologii GSM, dostajemy więc zamontowaną kartę SIM. Oczywiście problemem mogą być strefy bez zasięgu czy chociażby tunele – ale to już rzeczy do których trzeba przywyknąć, używając telefonu. Karty nie podmienicie, nie musicie się jednak martwić o abonament czy pakiet danych.

Fajnym bajerem jest również konsola ładowania indukcyjnego umożliwiająca bezprzewodowe ładowanie smartfona w standardzie Qi. Specjalne miejsce na telefon znajduje się w konsoli środkowej przed drążkiem zmiany biegów.

Tiguan nie jest ani najwygodniejszym ani najbardziej luksusowym autem jakim jeździłem. Trudno jednak do czegoś się tu przyczepić. No może poza fotelami, które mogłyby być wygodniejsze. Auto dobrze trzymało się drogi, fajnie łapało nierówności, a silnik wykazywał dobrą dynamikę. Jeździłem trzema nowymi Tiguanami, wszystkie wyposażono w silnik 2.0 TDI o mocy 176 kW/240 KM. Czterocylindrowa jednostka wysokoprężna z turbodoładowaniem dysponowała dwoma turbosprężarkami (wysokociśnieniową i niskociśnieniową). Od 0 do 100 km/h samochód przyspieszał w 6,5 sekundy, a maksymalny moment obrotowy wynosił 500 nM. Nie miałem najmniejszych problemów z dynamicznym zbieraniem się spod świateł czy wyprzedzaniem innych pojazdów. Bardzo fajnie sprawdzała się też 7 biegowa przekładnia DSG i napęd 4Motion. Producent deklaruje spalanie na poziomie 6,4 l/100 km i jestem w stanie to uwierzyć. Na testach nie jeździłem jak emeryt, starając się co jakiś czas sprawdzić na ile dynamiczne jest to auto, a komputer pokładowy pokazał mi średnie spalanie na poziomie 7,8-8,1 l/ 100 km.






Jak wiecie jestem osobą, która nie wyobraża sobie życia bez technologii. Smartfon jest cały czas przy mnie, smartwatch na nadgarstku, gram na konsoli podłączonej do sieci, a książki czytam na czytniku – mam cały czas sentyment do płyt CD, choć chętnie korzystam ze Spotify i Tidala. W samochodzie też przyzwyczaiłem się już do niektórych rozwiązań, ale cały czas lubię mieć kontrolę nad pojazdem. Nie umiem do końca zaufać systemom wspomagającym jazdę – przynajmniej tym, które odbierają mi kontrolę. Tiguan przyspieszał i hamował za mnie (aktywny tempomat), za mnie również trzymał się pasa (lane assist). Na dobrą sprawę przejął kontrolę nad samochodem, mogłem na chwilę puścić kierownicę i patrzeć jak pojazd Volkswagena jedzie za mnie (po chwili pojawiał się komunikat o konieczności złapania kierownicy). Nie jestem do tego przyzwyczajony i muszę pojeździć tak zdecydowanie dłużej, by móc zaufać programowi. W końcu oddaję mu życie swoje i współpasażerów, a chyba nikt nie jest wtedy w 100% ufny. To jednak coś co siedzi we mnie, bowiem przez cały dzień Tiguan nie popełnił błędu i choć to tylko system wspomagający, a nie autonomiczny, jechał w pewnym stopniu za mnie. Mam nadzieję, że gdybym ja popełnił błąd, umiałby go skorygować – wierzę w to, dlatego czułem się w tym aucie bezpieczniej niż zwykle.

To nie pierwszy tego typu system, z którym miałem w samochodzie styczność, ale faktycznie trzeba się do takich rzeczy przyzwyczaić – ciężko je po prostu bezrefleksyjnie zaakceptować, gdy codziennie nie ma się takich udogodnień. Któregoś dnia jednak tego typu rozwiązania znajdą się w większości nowych samochodów, tak jak dziś nie kupuje się auta bez ABS-u czy poduszek. Na pewno będę chciał pojeździć Tiguanem dłużej, wtedy przygotuję dla Was wyczerpujące wideo, w którym opowiem o samochodzie i jego systemach więcej.

Przeczytaj również: Przydatne gadżety do samochodu.