12

To takie disco-polo wśród filmów. Nie wszyscy będą się szampańsko bawić. Futro z misia – recenzja

futro z misia
Futro z misia jako duchowy spadkobierca Chłopaki nie płaczą? Czy ja wiem...

Pamiętacie Chłopaki nie płaczą? To właśnie na tym filmie próbują budować wizję Futra z misia. Mamy tu bowiem do czynienia z ekipą z kultowej komedii. Michał Milowicz, Cezary Pazura, Edward i Olaf Lubaszenko, Mirosław Zbrojewicz i Bohdan Łazuka. Brzmi całkiem dobrze. Do znanych twarzy dołączył również Sławomir Zapała, szerzej znany raczej ze swojej kariery muzycznej oraz Izabela Miko. Scenariusz Futra z misia napisał Michał Milowicz we współpracy z Olafem Lubaszenką. Z jaką historią mamy do czynienia tym razem? Rzecz jasna niezbyt ambitną. Film rozpoczyna się od historii bosa podhalańskiej mafii. Jak wynika z oficjalnego opisu dystrybutora, jego ludzie podczas brawurowej akcji ukradli z komisariatu w Tczewie 120 kilogramów ziołowej herbatki. Oczywiście nie chodziło o herbatkę. No właśnie. W policyjnym magazynie miała być marihuana, ale ktoś ubiegł zakopiańskich zakapiorów i zwiał z towarem. Całej sprawie bacznie przyglądają się agenci Dzik i Żubr z CBŚ, którzy podejrzewają przekręt na wojewódzką skalę. Tymczasem na Pomorzu ktoś handluje doskonałej jakości „trawką”. I tak oto rozpoczyna nam się ta komedia… absurdów? To chyba za dużo powiedziane.

Jak coś chce być dla wszystkich, to ostatecznie może być dla nikogo

Przyznam, że film mnie zaskoczył. Spodziewałam się kompletnej chały, a nie jest przecież tak źle. Ale czy dobrze? Jak wspomniałam, Futro z misia bardzo śmiało nawiązuje do filmu Chłopaki nie płaczą i zdecydowanie chce być jego duchowym spadkobiercą. Twórcom marzy się pewnie podobna kultowość i miłość Polaków. Nie oszukujmy się, Chłopaki nie płaczą to nie jest film wybitny, wart każdej nagrody i peanów. Ale to dobra produkcja, która na lata pozostała i pewnie na długo pozostanie w świadomości naszego narodu. A Futro? Nie wydaje mi się.  Mam wrażenie, że tegoroczny film jest po prostu… głupszy. Powinnam się tu zapewne czepiać najpierw fabuły. Nie jest zbyt kreatywna, a porusza się do przodu niemal wyłącznie dzięki idiotycznym decyzjom bohaterów albo splotom skrajnych przypadków. Ale czy naprawdę ktokolwiek spodziewał się tu porywającej historii i niesamowitych zwrotów akcji? Pewnie, że nie. Jeśli nie lubicie, gdy historia w filmie robi z was idiotów, odpuśćcie sobie Futro z misia. Jeśli jednak w komediach nie jest to dla was priorytet, możecie brać film pod uwagę.






Nie pękałam na seansie ze śmiechu. Kilka żartów mnie rozbawiło, fakt. Ale żeby zaraz dla Futra wariować? Zdecydowanie nie. Na sali nie byłam jednak sama. Część obecnych tam widzów bawiła się naprawdę przednio i chwała im za to. Jeżeli tylko bawią was (dość stare) żarty z serii „życie jest jak striptiz transwestyty – wszystko ładnie, pięknie, aż tu nagle ch*j”, to na pewno będziecie zadowoleni. Nie brak tu humoru pomyłek językowych, ale Dzień Świra to to nie jest. Największy potencjał komediowy zdają się mieć postaci Śruby i Kuzyna. Dwóch bandziorów, jeden głupszy od drugiego. No wiecie, ten gorszy nie umie korzystać z nawigacji, w adresie podaje róg trzech ulic i myśli, że priorytety to takie naklejki za koperty, których się używa, żeby list doszedł szybciej (akurat ten żart mi się bardzo spodobał). Na szczęście nie ma tu takiego skrajnego debilizmu jak wchodzenie na grabie i dostawianie nimi w pysk, twórcy jednak trochę godności mieli.

Dawno nie widziałam tak oryginalnego kryminału. Na noże – recenzja

Futro z misia to film prosty w swojej konstrukcji. Napakowano do niego całą masę znanych i lubianych aktorów, porobiono odniesienia do Chłopaki nie płaczą, zastosowano kilka chwytliwych (choć niestety przewidywalnych w poincie) żartów i puszczono to wszystko na wielki ekran. Nie ma tu wielkich popisów aktorskich czy niesamowitej pracy operatorskiej. Nie ma wielkich morałów czy krytyki politycznej czy społecznej. Są po prostu żarty, trochę jak w polskich kabaretach. Zawiodła mnie prawdziwie tylko ścieżka dźwiękowa. Piosenka napisana na potrzebę produkcji to jakaś pomyłka, która hitem nie zostanie na bank. Ale, ale. Jedną z ról gra Sławomir. Część akcji dzieje się w Zakopanem i… nie. Nie ma TEJ piosenki. To dopiero zwrot akcji.

Kino niewymagające niczego. Nie wymaga nawet obejrzenia

Staram się ostrożnie dobierać słowa, ponieważ nie chcę ocenić tego filmu jednoznacznie. Szłam do kina z marnym nastawieniem i ostatecznie zaskoczyłam się dość pozytywnie. Futro z misia na pewno nie wyląduje w topce moich ulubionych komedii, nawet tych z tego roku. Trochę się wynudziłam, odgadując te zakończenia wątków i żartów, ale dostrzegłam w filmie potencjał. Sami pomyślcie. Spójrzcie na plakat, obejrzyjcie zwiastun, posłuchajcie sobie jakiejś piosenki Sławomira. Następnie połóżcie na stole 30 złotych i zastanówcie się, czy to, z czym przed chwilą mieliście do czynienia, podobało wam się na tyle, aby oddać te pieniądze miłej pani w kasie biletowej. Jeśli aż świecą wam się oczka na samą myśl o pysznej zabawie i rozwinięciu zwiastuna – super. Jestem pewna, że znajdzie się sporo takich jak wy, którzy wyjdą z kina zadowoleni. Jeśli jednak, podobnie jak ja, po tym teście się tylko zniechęcicie – darujcie sobie Futro z misia. Film was niczym dodatkowym nie przekona.