21

Bez nowości kina nie mają prawa istnieć. Dramatyczna frekwencja skutkuje odwrotem

Kina bez premier nie będą w stanie działać - taki obraz wyłania się z frekwencji na salach z ostatnich weekendów, gdy kina wznowiły działalność. Wyniki są daleeeeeekie od optymistycznych.

Nie wszystkie kina wrócą 3 lipca

Entuzjazm związany z ponownym otwarciem kin był przedwczesny. Przesunięte premiery sprawiają, że multipleksy wstrzymały powrót do działania (Cinema City) lub go ograniczyły (Multikino pozostawia otwarte sale, które ruszył 19 czerwca, te z zaplanowanym otwarciem na 3 lipca nie ruszą). Jedynie Helios planuje wznowić działalność już w najbliższy piątek, ogłaszając już teraz promocje i repertuar.

Polecamy: Nie pójdziemy do Cinema City, Heliosy będą czekać na widzów. Multikino nie otworzy reszty kin

Pojawiają się tak zwane prywatne seanse, które może zobaczyć zamknięta grupa znajomych. Na przestrzeni kilku miesięcy (aż do września) zaplanowano pokazy w ramach złotej kolekcji, gdzie na liście tytułów pojawiły się „Casablanca” czy „Lśnienie”. A ceny biletów rozpoczynają się od 14,90 zł.

Powróćmy jednak do liczb, które nie mają prawa napawać optymizmem. W ostatni weekend kina odwiedziło niecałe 8 tysięcy osób. Największą popularnością cieszyła się animacja Pixara „Naprzód”, którą obejrzało lekko ponad 2 tysiące osób. Drugi w zestawieniu film od Warner Bros. „Tylko sprawiedliwość” zobaczyło o połowę mniej. Mniej więcej tak samo obejrzały się „Wierzę w ciebie” i „Siła ognia”, a w środku stawki znaleźli się między innymi „Dżentelmeni”, których zobaczyło 579 widzów. Stawkę zamykają „Parasite” i „Na noże”.

Jak radzą sobie nowe i stare filmy w kinach?

Jak się więc okazuje nowość nie zgromadziła największe publiczności, lecz animacja, na której wynik z pewnością zapracowała podwójna widownia – prawdopodobnie na seanse najczęściej wybierali się rodzice z dziećmi. Nie mniej jest to film, który od kilku tygodni jest dostępny online na VOD w Polsce. „Tylko sprawiedliwość” zobaczyło tylko trzy razy więcej widzów, aniżeli „Parasite”, który debiutował u nas w połowie zeszłego roku oraz „Na noże”, który trafił do kin jesienią 2019. Dzięki tak długiej obecności w repertuarach film widziało po około 0,5 ml widzów. Liderów tego zestawienia zobaczyło po 136 555 i 1611 widzów.

Źródło: sfp.org.pl

Na powyższej liście brakuje takich produkcji jak „Niewidzialny człowiek” czy „Sonic”, co wynika z braku dostępności danych od UIP na temat liczby sprzedanych biletów. Biorąc pod uwagę resztę wyników, myślę, że można śmiało zakładać, że dzięki tym tytułom frekwencja wzrosłaby w porywach o 2-3 tysiące widzów. To nadal nie są liczby  satysfakcjonujące dystrybutorów, a tym bardziej multipleksy.

Czytaj też: Hollywood i kina w tarapatach. Chciałbym pomóc i to zrobię, ale to może być za mało

Wycofanie z lipca i przesunięcie na sierpień premier „Tenet” i „Mulan” sprawiło, że wyczekujące na głośne hity kina zostały pozostawione same sobie. Uzupełnianie repertuaru klasyki nie zdaje egzaminu – gdy był to margines wśród granych filmów, to takie perełki cieszyły się powodzeniem. W obecnej sytuacji takie seanse gromadzą na salach tylko prawdziwych kinomaniaków.

Nie „do kina”, lecz „na film”. Zasada obowiązuje

To wszystko pokazuje, że w przeważającej większości widzowie nie chodzą „do kina”, lecz „na film” – jeśli brakuje niedostępnych nigdzie indziej premier, to uzasadnienie wyjścia do kina i wydatku na bilet przestaje istnieć. Co więcej, obecna sytuacja w ogóle nie zachęca do wizyty, ponieważ część potencjalnych widzów nie wyobraża sobie pobytu na sali w maseczce przez cały czas. Wielu widzów dostrzega spore ryzyko w takich okolicznościach (pomimo obostrzeń, do których stosują się kina), więc nie chcą stwarzać dodatkowego zagrożenia.

W takich warunkach będą sobie (raz lepiej, raz gorzej) radzić kina studyjne, które nie utrzymują tak wielu sal i nie muszą wypełniać repertuaru taką liczbą tytułów. Nie bez znaczenia jest też sam profil kina – niewielkie, studyjne placówki mają swoich fanów i stałą widownię, która często odwiedza je oglądając klasyki, stare hity czy tytuły prosto z festiwali filmowych. Multipleksy celują nie tylko, ale przede wszystkim w masowego widza i stworzenie dla niego atrakcyjnej oferty w obecnych warunkach jest szalenie trudne.