103

16 miesięcy w więzieniu za odmowę odszyfrowania danych. A to jeszcze nie koniec…

Bez wyroku skazującego. Bez jednoznacznych dowodów, że podejrzany powinien siedzieć w więzieniu. Sprawa dotyczy Francisa Rawlsa, który od 16 miesięcy siedzi w więzieniu za to, że odmówił odszyfrowania danych na dwóch dyskach twardych, które według śledczych mogą zawierać dziecięcą pornografię. I wygląda na to, że może w dalszym ciągu przebywać w więzieniu, jeżeli nie zastosuje się do nakazu sądu.

Początek historii Francisa Rawlsa, byłego sierżanta policji dotyczy śledztwa w sprawie Freenetu. Otóż, śledczy wytypowali Rawlsa jako osobę, która może dysponować dziecięcą pornografią pochodzącą z „mroczniejszej części internetu”. Według ustaleń służb, na dyskach należących do tego człowieka prawdopodobnie będzie można znaleźć dziecięcą pornografię. Sąd wydał nakaz odszyfrowania danych na dysku, jednak podejrzany nie zastosował się do polecenia, przez co został osadzony w więzieniu federalnym w Filadelfii. Prawnicy wskazują na to, że Rawls może być przetrzymywany w zakładzie penitencjarnym bezprawnie.

Okazuje się bowiem, że występuje nierozstrzygnięty spór odnośnie prywatności danych. Piąta poprawka konstytucji USA według niektórych chroni obywateli przed nakazami odszyfrowania danych na zabezpieczonych nośnikach. Sąd apelacyjny, który rozpatruje ten przypadek, w dalszym ciągu nie wydał stosownego oświadczenia, przez co sprawa znajduje się „w zawieszeniu”, a Rawls w dalszym ciągu pozostaje osadzony w więzieniu.

prywatność

Ta sytuacja wskazuje na kilka problemów z prywatnością danych

O ile w uzasadnionych przypadkach jestem absolutnie za nakazami ujawnienia prywatnych danych (a tutaj nie mam wątpliwości, że Rawls powinien przekazać służbom owe informacje), tak kwestia osadzenia byłego funkcjonariusza w zakładzie karnym właściwie bezterminowo jest wysoce kontrowersyjna. To wskazuje, że amerykańskie prawo jest nieprecyzyjne, jeżeli chodzi o dostęp do zaszyfrowanych danych, a także nakazy ich przekazania służbom. Problem nie dotyczy jedynie amerykańskich zapisów w kodeksach – należy sobie postawić pytanie, czy na świecie istnieje precyzyjne prawo w takich przypadkach?

A warto wiedzieć, że coraz więcej informacji na świecie jest poddanych szyfrowaniu. Użytkownicy smartfonów, komputerów osobistych mają dostęp do wielu narzędzi, które pozwalają na zabezpieczenie danych w taki sposób, by uzyskanie do nich dostępu bez autoryzacji było właściwie niemożliwe. W sprawie Rawlsa można dojść do wniosku, że niewinny człowiek nie miałby problemu z tym, by przekazać służbom dane. Niemniej, luka w zapisach nie tylko wiąże służbom ręce, ale i powoduje, że ten człowiek – właściwie do zastosowania się do nakazu sądu może cały czas przebywać w zakładzie karnym bez jakichkolwiek zarzutów i dowodów na to, że popełnił zabroniony czyn.

Pikanterii całej sprawie dodaje również piąta poprawka:

Nikt nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za zbrodnię główną lub inne hańbiące przestępstwo bez aktu oskarżenia uchwalonego przez wielką ławę przysięgłych z jej własnej inicjatywy lub na wniosek prokuratora, chyba że chodzi o sprawę dotyczącą lądowych lub morskich sił zbrojnych albo milicji w czynnej służbie podczas wojny lub niebezpieczeństwa publicznego. Nie wolno też nikomu za to samo przestępstwo wymierzać dwukrotnie kary na życiu lub zdrowiu. Nikt nie może być zmuszony do zeznawania w sprawie karnej na swoją niekorzyść, ani też zostać bez prawidłowego wymiaru sprawiedliwości pozbawiony życia, wolności lub mienia. Własność prywatną można przejąć na użytek publiczny tylko za sprawiedliwym odszkodowaniem.

Źródło: Wikipedia

Wedle tych zapisów, Rawls miałby możliwość odmowy złożenia wyjaśnień (bądź wykonania nakazu sądu), jeżeli w wyniku tego mógłby obciążyć samego siebie. Prawo w tej sprawie można interpretować dosyć szeroko i dopiero orzeczenie sądu co to możliwości zastosowania piątej poprawki mogłoby sprawę popchnąć do przodu.

prywatność

Sprawa Rawlsa to nie jedyny niepokojący sygnał, że z prawem dotyczącym technologii jest coś nie tak. Sidd Bikkannavar nie został wpuszczony do USA dopóki… nie odblokował swojego telefonu

Sprawa nie dotyczy muzułmanina, uchodźcy, imigranta – czyli osoby, która mogłaby w jakikolwiek sposób wzbudzić podejrzenia służb. Otóż, obywatel USA (w dodatku osoba szanowana, pracownik NASA) został zatrzymany podczas kontroli granicznej w USA i nakazano mu odblokowanie telefonu celem sprawdzenia jego zawartości. Dopóki tego nie zrobił, nie mógł zostać wpuszczony do kraju. Bikkannavar nie widniał na żadnej z list, wedle której mógł zostać wysłany na szczegółową kontrolę, a dodatkowo nie przebywał w żadnym z krajów, które mogłyby wzbudzić podejrzenia służb.

Bikkannavar uważa, że zatrzymanie go na granicy mogło mieć związek z tym, że posiada obcobrzmiące nazwisko – jego rodzina pochodzi z Indii. Wątpliwości u niego wzbudza również konieczność odblokowania urządzenia, które jest chronione hasłem.

Musimy wybrać. Prywatność, czy bezpieczeństwo?

Jestem świadom tego, że służby mające możliwość sprawdzania również urządzeń elektronicznych, danych w internecie mogą nadużywać swojej władzy. Z drugiej strony jednak wiem, że żyjemy w raczej trudnych czasach, kiedy borykamy się z kryzysem podstawowych wartości: wolności, demokracji, a na świecie rzeczywistość wykrzywiają źle pojęty humanizm, a także polityczna poprawność. Czy służby powinny uzyskać jednoznaczne uprawnienia do sprawdzania takich rzeczy? Powinny, ale wiele musi się zmienić od strony prawodawstwa. Obywatele zaś muszą uzyskać rozsądne minimum prywatności, o którą mogliby być spokojni.