76

Forza Horizon z punktu widzenia gracza 30+ jest mocno przeciętna

Zastanawiałem się długo, o czym tak naprawdę chcę w tej recenzji napisać. Czy o moich wrażeniach z gry w Forza Horizon, czy o wrażeniach z przeczytanych recenzji tej gry. Zacznę od tego drugiego. Otóż dostałem się na listę dziennikarzy, którzy dostają od dystrybutorów gry do recenzji. Nie wydałem więc na Forzę nawet złotówki. Nie czuję […]

Zastanawiałem się długo, o czym tak naprawdę chcę w tej recenzji napisać. Czy o moich wrażeniach z gry w Forza Horizon, czy o wrażeniach z przeczytanych recenzji tej gry. Zacznę od tego drugiego.

Otóż dostałem się na listę dziennikarzy, którzy dostają od dystrybutorów gry do recenzji. Nie wydałem więc na Forzę nawet złotówki. Nie czuję się przez to zobowiązany do napisania pozytywnie o grze, chcę napisać recenzję z punktu widzenia gracza 30+, który ma inne doświadczenia, mniej czasu i szuka rozrywki bardziej dynamicznej i na wysokim poziomie. Niestety zrobił się ze mnie taki zwykły, „casualowy” gracz.

Przygotowując ten tekst zajrzałem do kliku recenzji napisanych przez zawodowych graczy w serwisach dla graczy (chciałem sprawdzić, czy mam podobne wrażenia z gry) natrafiłem nie tylko na recenzję Forza, ale też na recenzje połączone z reklamą. Dziwnie to wygląda, szczególnie kiedy tekst recenzji przedzielony jest reklamą recenzowanego produktu.

Żaden z redaktorów nie zająknął się nawet na ten temat – czy to jest taka praktyka w serwisach o grach? Nie twierdzę, że fakt sponsoringu ma wpływ na recenzje – niektóre z nich są bardzo rzeczowe i dokładne. Zaskakują mnie tylko czasem oceny, na przykład w Gry Online pisze się o rozczarowaniu i daje się ocenę 7 (co ciekawe czytelni cą oburzeni tak niską oceną -jaja normalnie). To ja się pytam, w jakiej to jest skali? Do 20? Inaczej ocena 7 brzmi bardzo dobrze, bo domyślnie zakładamy, że maksimum to 10 punktów.

Zostawmy to jednak na chwilę. Oto moja pseudo-recenzja, a właściwie opinia na temat Forza Horizon. Na początku powtórzę to, co napisałem wcześniej: jestem graczem „casulowym”, który lubi dobrą rozrywkę, ale ma na nią nieco mniej czasu niż nastolatek rozszyfrowujący każdy element mechaniki wyścigów samochodowych. Gry oceniam bardzo szybko i jeśli mi się coś nie podoba, to lądują one na półce z innymi tytułami na później. Na Xboxa mam już kilkadziesiąt takich tytułów, co oznacza, że tak naprawdę trudno mnie zadowolić.

Do Forzy podszedłem z tak samo optymistycznym nastawieniem, jak do każdej innej gry. W wyścigi grywam, co nie znaczy, że jestem zaawansowanym graczem. Gram, bo lubię – a nie dlatego, że grać muszę :). Dlatego na przykład w grach wyścigowych nigdy nie wybieram wersji dla wielu graczy – po prostu to mnie nie interesuje. Wolę CoD czy MoH :)

Gra

Forza na początku wydaje się grą z pomysłem. Różnego rodzaju wyścigi odbywają się podczas festiwalu muzyki. Sama fabuła jest wtórna i nie ma co tutaj do niej nawiązywać. Mamy wyścigi od punktu do punktu oraz takie, w których pokonujemy kilka razy tę samą trasę. Mamy wreszcie tryb jazdy, w którym możemy zaczepiać przejeżdżającego obok rywala i rzucać mu wyzwania.

Jak w każdej grze tego typu, możemy też usprawniać nasz samochód. Co ciekawe – możemy robić to na kilka sposobów, wchodząc głęboko w szczegóły lub wybierając pakiety usprawnień.

Gra na Xbox 360 wygląda dobrze. Oczywiście – na tyle dobrze, na ile pozwala leciwa konsola Microsoftu. Autorzy gry dali jednak z siebie bardzo dużo, aby stworzyć malownicze krajobrazy i opracować dynamiczne sceny wyścigów. Tutaj nie można się czepiać.

Jak się jeździ? Ścigamy się naprawdę szeroką gamą samochodów. Niektóre wyścigi wręcz zmuszają nas do nabycia nowszych typów samochodów. To właściwie dobre rozwiązanie, bo powoduje, że musimy próbować coraz to innych samochodów.

Sama jazda nie zaskakuje. Jeździ się dobrze i dynamicznie, choć mam wrażenie, że w rzeczywistości samochód przy 150 kilometrach na godzinę zachowuje się jednak bardziej stabilnie niż w grze, gdzie czasem nosi nas od bandy do bandy przy naprawdę małych prędkościach (a mówię o samochodach, które nie mają silników o mocy napędów z ciężarówek). Bardzo imponująco wyglądają za to wyścigi w nocy, jest klimatycznie, tak jak powinno to wyglądać.


Film z gry nakręcony przez gram.pl

Jednak grając kilka godzin, zaczynamy się nudzić. Jeździmy od wyścigu do wyścigu z przerwami na tuning samochodu czy poboczne wyzwania. I tutaj jest pierwszy zgryz, który mnie bardzo irytuje: po kilku godzinach zarobiłem tyle pieniędzy, że mogłem kupić ciekawy samochód z niezłym pakietem podkręcającym jego moc. Kupiłem – i co? Okazuje się, że nie mogę nim jeździć w wyścigach. Za szybki? Prawdopodobnie. Szkoda tylko, że nie znalazłem takiej informacji wcześniej. Więc mając szybką brykę, muszę kupić jakiegoś francuza, aby ledwo móc gonić uciekających mi rywali. Nudne to i męczące.

Drugą rzeczą, która w grze jest strasznie męcząca, to ciągły ekran ładowania. Widzę go przy wchodzeniu w tryb wyścigów i przy wychodzeniu z tego trybu. Przy wjeździe do garażu i do mechanika, na przystankach. Właściwie mam wrażenie, że widzę ekran ładowania częściej niż własny samochód.

W Forzie ściga się dobrze, ale są to wyścigi arkadowe. Możemy przy 200 na godzinę bez hamowania przywalić w ścianę lub też używać przeciwników jako spowalniaczy na zakrętach. Może system uszkodzeń wpływających na samochód (nie tylko wizualny) i jego kondycję byłby czymś, co spowodowałoby, że bardziej by mnie wciągnęła nowa Forza.

Inną zaskakującą opcją jest możliwość cofnięcia się podczas wyścigu o kilkanaście sekund, dzięki czemu możemy poprawić wejście w zakręt czy też lepiej dopasować prędkość do konkretnego fragmentu trasy. Po co? Czy ten element podnosi grywalność? Jeśli w wyścigach samochodowych zawsze da się wygrać i wszystko da się cofnąć, to dla mnie gdzieś uciekają emocje – wiem, że mogę zrobić powtórkę danego zakrętu i być zawsze pierwszym (bo nie zauważyłem, aby był limit powtórek na jeden wyścig).

Weredyk

Dla mnie Forza jest grą, którą najlepiej określa stwierdzenie: dobra, ale nic nowego, nic zaskakującego – kolejne arkadowe wyścigi w ładnej oprawie.

Możliwe, że dla graczy, którzy przed konsolą spędzają więcej czasu, ten tytuł ma swój urok. Możliwe, że dla wielbicieli tej serii jest to gra genialna. Natomiast dla faceta, który wyłuska w ciągu tygodnia dosłownie 2-3 godziny na granie, gra jest za mało wciągająca. Za dużo czasu traci się na oglądanie ekranu ładowania, wyścigi są fajne, ale za mało w nich emocji.