23

Ponownie kupiłem karnet bojowy do Fortnite. Fascynuje mnie rozwój tej gry

Nie jestem typowym graczem Fortnite. A może nie ma kogoś takiego jak “typowy gracz Fortnite” i te wszystkie żarty o tym, że średnia wieku w sieciowych starciach to 12 lat jest tylko uszczypliwym żartem. To jednak nieistotne - ta gra się nie zatrzymuje, a sposobu jej rozwijania i prowadzenia inne firmy mogłyby się od Epic Games uczyć.

Fortnite Battle Royale powstało przypadkiem

Jeśli regularnie czytacie Antyweba, może pamiętacie, że 8 sierpnia 2017 roku (czyli prawie równo dwa lata temu) recenzowałem Fortnite. Grę, o której mało kto słyszał. Grę, która skupiała się na czymś zupełnie innym niż teraz.

Najważniejsze jednak jest to, że dobrze bawiłem się w Fortnite – choć trzeba pamiętać, że najlepszą opcją jest wspólna gra ze znajomymi. Wtedy nawet proste zadania dają masę frajdy szczególnie jeśli poza odpieraniem ataku zombiaków skupicie się na zwiedzaniu okolicy i wspólnym tworzeniu budowli.

Sporo z tego podsumowania można odnieść do dzisiejszej produkcji, choć recenzowałem coś zupełnie innego. Fortnite był kooperacyjną grą skupiającą się na budowaniu i wybijaniu zombiaków. Ktoś w Epic Games wpadł jednak na pomysł by dołączyć do rynku gier battle royale. Przerobili kod, zmienili zasady rozgrywki, zostawili jednak budowanie. Ludzie oszaleli, gra okazała się ogromnym sukcesem. Ale nie ogromnym-ogromnym. Niesamowitym. Pieniądze za V-dolary (wewnętrzna waluta gry) i karnety bojowe (przepustka sezonowa) popłynęły szerokim strumieniem do twórców, choć przecież ich gra jest darmowa. Sukcesem obdzielono również innych – kilka dni temu pisałem o tym, że najpopularniejszy streamer świata, Ninja (sukces zawdzięcza grze w Fortnite) został kupiony przez Microsoft by streamować wyłącznie na ich platformie. Za 50 milionów dolarów.

Zobacz też: Co skrywa Fortnite sezon X?

Tyle świetnych gier, a ja znów kupuję karnet bojowy do Fortnite

Sporo zmieniło się od momentu kiedy pierwszy raz kupiłem karnet bojowy do Fortnite. Grałem na Switchu, mam tam nabite ponad 100 godzin, później trochę na PC – nie grałem na PS4, bo nie da się połączyć kont. Sezonów jest już dziesięć, to mój czwarty karnet, trzeci kupiony. System działa tak fajnie, że jeśli dużo grasz, otrzymujesz w nagrodę wewnętrzną walutę i jest jej tyle, że da się potem kupić kolejną przepustkę bez wydawania pieniędzy. Ale trzeba grać, a ja na poważnie grałem tylko jeden sezon i naprawdę się w niego wkręciłem. Śledziłem dzienne zadania, starałem się wykonać wszystkie zadania tygodniowe. Mam wrażenie, że w aktualnym dziesiątym sezonie (czy jak mówi to mój syn – “sezonie X”) zrobię to samo. Po co? Bo świetnie się przy tym bawiłem, szczególnie ze znajomymi.

Jak przekonałem się na własnej skórze, kolejny sezon to nie tylko nowy zestaw skórek, wyzwań i nowe “dropy” z paska postępu. To również proste, ale fajne backstory. Zmienia się też ta jedna mapa, po nieobecności w dwóch sezonach ciężko ją poznać i bardzo fajnie wyszukuje się drobiazgi, które zmienili lub dodali twórcy. I bonusy, tak jak teraz mechy, które mocno zmieniają balans rozgrywki. Gracze twierdzą, że aż za bardzo – co więc robi Epic Games? Naprawia. Tu nic nie jest przypadkowe, twórcy planują w grze specjalne wydarzenia, gracze oglądają je wspólnie – tak na przykład jak koncert, w którym sam uczestniczyłem. Na swój sposób niesamowita sprawa. Jestem w szoku, że można dbać i rozwijać, zmieniać, ulepszać, odświeżać grę battle royale tak, jak rasowe MMO, za które płaci się pieniądze w abonamencie. A potem patrzę na PUBG, w którym przegrałem kilkaset godzin oraz Apex Legends, które miało zdetronizować Fortnite. W obu przypadkach kupiłem przepustki sezonowe i to były pieniądze wyrzucone w błoto. Między tymi grami, a produkcją Epic Games jest przepaść jeśli chodzi o inwestowanie czasu i pieniędzy przez twórców. Lubicie Fortnite czy nie, gracie w Fortnite czy nie – tej grze nie można odmówić rozmachu, a zaangażowanie twórców jest godne pochwały. Oczywiście zarabiają na tym ogromne pieniądze i wszystko się zazębia, ale uważam, że jak najbardziej na nie zasługują.

Zamykam na kolejny meczyk, w którym jakieś dzieciaki rozgniotą mnie jak muchę i pogrzebią marzenia o kolejnej wygranej. Tylko nie wiem, czy grać na PC, Switchu, smartfonie z Androidem czy może iPadzie. Bo nie wiem czy wiecie, ale na tych wszystkich platformach mam jedno konto i mogę sobie nabijać progres gdzie tylko chcę. Jak widać można zrobić konto działające zarówno na PC, konsoli i urządzeniach mobilnych – trzeba tylko chcieć.