17

Formularz do bycia zapomnianym w Google już dostępny. Zaczynamy festyn absurdu

Chcąc nie chcąc, Google dostosował się do wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Powstała zatem strona z formularzem, za pomocą którego możemy zażądać usunięcia konkretnych linków do materiałów w sieci, które zawierają nasze dane osobowe. Nie będzie to jednak wcale takie łatwe. I chwała za to Google’owi. Jeszcze kilka tygodni temu wylewałem wiadro pomyj na decyzję Trybunału […]

Chcąc nie chcąc, Google dostosował się do wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Powstała zatem strona z formularzem, za pomocą którego możemy zażądać usunięcia konkretnych linków do materiałów w sieci, które zawierają nasze dane osobowe. Nie będzie to jednak wcale takie łatwe. I chwała za to Google’owi.

Jeszcze kilka tygodni temu wylewałem wiadro pomyj na decyzję Trybunału Sprawiedliwości. Zakładała ona bowiem, że każdy mieszkaniec UE ma mieć możliwość bycia zapomnianym w internecie, a wyszukiwarki internetowe powinny mu to ułatwić, zapewniając stosowne instrumenty. Paradoksalnie jednak nie był to powód do euforii, bo jak pokazały pierwsze przykłady, dawało to ogromne pole do nadużyć.

W myśl maksymy dura lex, sed lex Google dostosował się do wyroku, czego pokłosiem jest specjalna strona z formularzem służącym do składania wniosków o usunięcie mających z nami związek linków z wyszukiwarki. Jak się można było spodziewać, większego szumu wokół tego narzędzia nie stworzono. Nie spodziewajcie się zatem żadnych postów na oficjalnych blogach, informacji w kanałach społecznościowych Google’a czy innych komunikatów. W końcu nie ma się za bardzo czym chwalić, czyż nie?

image

Po wejściu na stronę z formularzem zobaczymy następujący komunikat, który powinien teoretycznie spędzić sen z powiek wszystkim, którzy szukali tutaj szansy na „oszukanie systemu”:

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej niedawno uznał, że niektórzy użytkownicy mogą wnioskować o usunięcie z wyników wyszukiwania pozycji zawierających ich imię i nazwisko, jeśli wyniki te są „niewłaściwe, niestosowne czy też nadmierne w stosunku do celów, dla których są one przetwarzane”.

W związku z tą decyzją wszystkie prośby będziemy rozpatrywać indywidualnie, aby chronić prywatność osób, a jednocześnie nie naruszać praw o dostępie do informacji publicznej lub ich udzielaniu. W celu rozpatrzenia prośby weźmiemy pod uwagę, czy wyniki wyszukiwania zawierają przestarzałe informacje, czy wzrosło publiczne zainteresowanie tymi informacjami – np. czy dotyczą nadużyć finansowych, nieprawidłowości w pracy zawodowej, postępowania karnego albo publicznego zachowania przedstawicieli rządowych.

Jeśli chcesz przesłać prośbę o usunięcie treści, wypełnij poniższy formularz. Pamiętaj, że wypełnienie formularza jest tylko pierwszą z koncepcji rozwiązania kwestii aktualności wyników wyszukiwania. W ciągu najbliższych miesięcy wspólnie z władzami zajmującymi się ochroną danych będziemy usprawniać związane z nią procedury Google.

Aby link został usunięty z wyników wyszukiwania musi spełnić szereg warunków. Przede wszystkim kwalifikowane będą tylko odnośniki wyświetlane w odpowiedzi na frazę złożoną z imienia i nazwiska danej osoby. Musi również istnieć pewna podstawa do ich usunięcia, a więc niezgodność z prawdą, przeterminowanie czy inne nadużycie. Nie ma zatem najmniejszych szans na to, że Google pozbędzie się linku do strony, gdzie w czwartym komentarzu na ósmej zakładce ktoś napisał komentarz typu „Popielarczyk, Ty bałwanie”. Naturalnie złożenie wniosku wiąże się też z koniecznością identyfikacji, a więc przygotujcie skany dowodu osobistego.

2014-05-30_110135

Każda sprawa ma być analizowana indywidualnie, a więc rozpatrzenie wniosku może trochę potrwać. Wszystko będzie zależało od częstotliwości używania tego narzędzia. Oczywiście z formularza mogą skorzystać tylko mieszkańcy UE. W pozostałych regionach świata wyrok ETS nie zobowiązuje Google’a do udostępniania takiego narzędzia.

Teraz pora na innych. W końcu nie tylko Google oferuje swoje usługi na Starym Kontynencie. Podobne narzędzia powinien też udostępnić Bing Microsoftu oraz inne, mniejsze serwisy. Trzeba przyznać, że kalifornijski koncern wyszedł z tej sytuacji obronną ręką. Spodziewałem się absurdalnego prawa, które będzie nadużywane do granic możliwości. W tym opakowaniu wydaje się to jednak dostatecznie przejrzyste i uczciwe. Co jednak wcale nie oznacza, że jest dobre.

fot.Mashable