pszczoły rój
9

Największą wadą sztucznych uli ułatwiających miodobranie są ludzie

Po przeczytaniu o wynalazku Australijczyków pomyślałem sobie, że największa wada ich produktu mogłaby stanowić świadectwo tego, iż zrobili coś naprawdę dobrze. Chodzi mi o to, że jeśli stworzyłeś jakieś rozwiązanie, a jego największą wadą są… niedoświadczeni ludzie, to chyba świadczy jedynie o tym, że produkt jest ok?

To nie twoja wina, że klient kupuje twój produkt i zaczyna z niego korzystać, mimo iż nie posiada odpowiedniej wiedzy. Taka była moja pierwsza myśl odnośnie sztucznych uli, stworzonych przez pomysłodawców FlowHive, jednak po chwili przypomniałem sobie o tym, że jakiś czas temu sam piętnowałem aplikację, której ogromną wadą było to, iż mogła spowodować zatrucia grzybami u niedoświadczonych użytkowników.

Aplikacja stara się być naprawdę pomocna i na podstawie pojedynczego zdjęcia podejmuje próbę identyfikacji grzyba. Jej funkcjonowanie jest opisywane takimi zwrotami jak „revolutionary AI”.

Pytanie brzmi, czy tego typu rzeczy powinny istnieć? Przecież koniec końców to naprawdę nie są żarty… Jeżeli nie znamy się na grzybach i zamiast tego zdecydujemy się powierzyć swoje życie aplikacji, to może to być opłakane w skutkach.

To prawdopodobnie najniebezpieczniejsza aplikacja dla ludzkiego zdrowia.

Czyżbym posiadał podwójne standardy i właśnie to odkryłem? Zacząłem się nad tym zastanawiać i doszedłem do wniosku, że mimo wszystko te dwie sytuacje są różne. Przede wszystkim muszę wyjaśnić o co mi właściwie chodzi, bo wciąż tego nie zrobiłem… Otóż trafiłem na fajny artykuł ze strony mamstartup.pl, gdzie wspomniano o tym, iż sztuczne ule o nazwie FlowHive są krytykowane przez pszczelarzy. Powodem tej krytyki jest fakt, że w związku z istnieniem FlowHive wielu zwykłych ludzi kompletnie niezaznajomionych z pszczelarstwem, zdecydowało się na zakup ula oraz hodowanie pszczół. Problem w tym, że takie osoby nie wiedzą jak poprawnie zadbać o hodowane pszczoły – żeby utrzymać je przy zdrowiu niezbędna jest specjalistyczna wiedza, której brakuje Janowi Kowalskiemu kupującemu ul, bo wydało mu się to fajne.

FlowHive to ogromny sukces

Usprawniona wersja tradycyjnego ula zrobiła furorę na Indiegogo i ostatecznie twórcy (Cedar i Stuart Anderson) zebrali ponad 13 mln dolarów na produkcję! Przekroczyło to ich najśmielsze oczekiwania. Ogólnie mówiąc, pomysł sprowadza się do tego, że zamiast uspokajać pszczoły i otwierać ul w celu zebrania miodu (przy okazji narażając pszczoły na dodatkowy stres), można stworzyć taką konstrukcję, w której pszczoły będą mogły składować wosk i nektar, ale człowiek będzie miał do tego dostęp w sposób bezinwazyjny, tzn. miód wypłynie do słoików dzięki specjalnym rurkom odprowadzającym. Widać to na poniższym filmiku:

Problem w tym, że wynalazek zachęcił totalnych amatorów do zabawy w pszczelarza. Nie masz o czymś pojęcia, a owady będą musiały zapłacić cenę… Jak mówi Shawn Caza, pszczelarz z Toronto, który podzielił się opinią z The Star:

Miodobranie to tylko wierzchołek góry lodowej związany z obowiązkami pszczelarza, który chce utrzymać rój przy zdrowiu.

Dlaczego FlowHive to inna sytuacja niż aplikacja do grzybów?

Skoro zarówno w przypadku FlowHive jak i aplikacji do grzybów, która na podstawie jednego zdjęcia daje odpowiedź, czy coś jest jadalne czy trujące, może dojść do uszczerbku na zdrowiu (pszczół, ludzi) ze względu na brak doświadczenia ze strony użytkownika… to czemu jestem zdania, że aplikacja jest fatalnym pomysłem, a sztuczny ul ułatwiający miodobranie jest ok?

Moim zdaniem aplikacja zwalnia użytkownika z myślenia. Kupujesz i oczekujesz odpowiedzi podanej na tacy: albo grzyb jest jadalny albo trujący, a aplikacja ma mi dać odpowiedź! Natomiast w przypadku sztucznego ula, dostajemy trochę łatwiejszy sposób pozyskiwania miodu, ale… nikt nas nie zwolnił z myślenia. Pokrętne tłumaczenie czy ma to waszym zdaniem sens? Widzę to tak, że FlowHive to fajny produkt, a użytkownicy korzystający z drobnego ułatwienia nadal mają obowiązek wyedukowania się na pszczelarskie tematy (nie widzę tutaj miejsca na sensowne zarzuty wobec twórców). Natomiast aplikacja już z zamysłu ma zwolnić z samodzielnego myślenia (ja nie muszę nic wiedzieć o grzybach, apka mi wszystko powie) i w mojej ocenie jest to coś negatywnego.

Źródło 1, 2