3

Przez Marvela mamy fazę narzekania filmowców na kino. Ken Loach chciałby więcej realizmu społecznego

Dyskusje na temat przemysłu filmowego nie cichną. Obrażanie Marvela za moment stanie się nudne, bo przecież jest tyle innych rzeczy, do których można się przyczepić...

Ken Loach to brytyjski reżyser, który stworzył m.in. Ja, Daniel Blake, Szukając Erica czy Wiatr buszujący w jęczmieniu. Niedawno pisałam na temat jego wypowiedzi odnośnie do filmów Marvela. Śmiało dołączył do brygady, która postanowiła prowadzić przeciwko superbohaterom krucjatę. Wspomniał, że Marvelowskie filmy charakteryzuje cynizm i chęć zdobycia wielkich pieniędzy. Jak się okazuje – w kinematografii nie tylko superbohaterowie stali się problematyczni. Loach zaczął żywo wypowiadać się na temat filmów, które powinny nieść za sobą jakąś inteligentną i znaczącą treść. Dzieła powinny coś zmieniać, a nie tylko pojawiać się w kinach i z nich szybko znikać.

W idealnym świecie każdy film zmieniałby nasz światopogląd

Broken Britan to termin, który ukuło The Sun we współpracy z Partią Konserwatywną z Wielkiej Brytanii. Opisuje on powszechny stan dekadencji trawiącej wyspiarski naród. Mieli na myśli całą masę współczesnych problemów w skład których wchodzą m.in. wojny gangów, nastoletnie ciążę, skandale pedofilskie VIP-ów czy słaby system edukacji. Loach wyraźnie podkreśla, że firmy nie poruszają tego tematu tak często, jak powinny. Przeniesienie tego typu historii na wielki ekran pozwoliłoby mieszkańcom Wielkiej Brytanii spojrzeć szerzej na problem oraz zastanowić się, jak doszli do miejsca, w którym są teraz. Tęskno mu do realizmu społecznego (social realism), który swego czasu z zapałem czerpał z życia miejskiego proletariatu. Według reżysera filmy tego typu zostały wypchnięte z box officów przez produkcje oparte na ucieczkę w fikcję.

Ta kłótnia o filmy Marvela jest żałosna. Wróćcie do robienia filmów, zamiast opluwać się jadem

Oczywiście byłoby świetnie, gdyby kinematografia niosła za sobą jakaś misję. Z moglibyśmy uczyć się świata, poszerzać swoje horyzonty i w nich poszukiwać prawdy o życiu. Problemów z tym jest jednak kilka. To nie żadna nowość, że takie produkcje sprzedają się gorzej. Ludzie jednak nie chcą chodzić na zbyt wymagające filmy do kina, szczególnie gdy kupują bilety zaledwie kilka razy do roku, a nie jest do dla nich cotygodniowa norma. Wybierają to, co dostarczy im w danym momencie komfortu psychicznego. Nieważne, czy to przez zapewnienie rozrywki, czy zaspokojenie ciekawości, czemu o danym filmie jest tak głośno. Bilety do kina są drogie, dla niektórych pójście tam to cała wyprawa, więc trzeba mierzyć siły na zamiary. To, że firmy pokroju Marvela królują pod względem liczby sprzedanych biletów, nie powinno nikogo dziwić. To proste kino, ale za to widowiskowe. Na Avengersów szło się do kina, bo to po prostu lepiej zobaczyć w takiej jakości. A takie Boże Ciało? Nie straciłabym nic, gdybym obejrzała je na domowym telewizorze.

W filmie z misją niech misja, nie film, będzie najważniejsza

Oczywiście takim sytuacjom na pomoc przychodzą serwisy VOD. To właśnie tam Scorsese wylądował ze swoim Irlandczykiem i jakkolwiek nie byłby o to święcie obrażony, myślę, że to najlepsze, co mogło się tej produkcji przytrafić. Na Netfliksie i całej reszcie serwisów jest masa miejsca na filmy z misją. Trzeba tylko robić je w taki sposób, aby kogokolwiek obchodziły. Czasy się zmieniają i nie wystarczy podsunąć ludziom prostego frazesu w roli morału z danej produkcji. Trzeba widzów czymś zaskoczyć, jakoś przyciągnąć i udowodnić im, że kino wciąż ma jakąś wartość poza rozrywkową. Nikt nie zrobi tego jednak przez marudzenie, psioczenie na wielkie wytwórnie i unoszenie się honorem. Internet daje wszystkim tak ogromne możliwości, że twórcy nie powinni zwlekać ani chwili. Jeśli faktycznie mają bardzo ważną myśl do przekazania, niech się wezmą do roboty. Choćby mieli nagrać cały film telefonem, a potem wrzucić go na YouTube. Crowdfunding tylko czeka na eksplorację, a pomysłów na dotarcie do widzów jest tak wiele, jak ich samych. Ale trzeba robić, a nie się kłócić.