37

Zwykłe mieszkanie, a jakby inteligentne – czyli trzy miesiące z Fibaro

Od trzech miesięcy aktywuję światło wchodząc do pokoju, monitoruję zużycie energii elektrycznej i chronię swoje mieszkanie w niezwykle kompleksowy sposób. Takie udogodnienia kosztują i to niemało. Czy warto zainwestować w Fibaro i jakie korzyści jeszcze nam to przyniesie?

Fibaro to jedna z najpopularniejszych (i największych) polskich firm z segmentu smart home. Poznaniacy w idealnym momencie weszli na rynek ze swoim produktem i dziś zbierają tego owoce. Ich ekosystem liczy już kilkadziesiąt różnych elementów, które razem tworzą kompletny ekosystem o niemalże nieograniczonych możliwościach. To wszystko przy akompaniamencie wielkich firm technologicznych, jak Apple. Otóż produkty Fibaro tworzone pod platformę HomeKit jako jedyne z kategorii smart home są sprzedawane w sieciach handlowych firmy z Cupertino.

Od kilku miesięcy na własnej skórze przekonuję się, czy można ze zwykłego mieszkania uczynić smart home. Otóż Fibaro, choć współpracuje aktywnie z deweloperami, jest dostępne dla właściwie każdego użytkownika. Instalacja jest banalnie prosta i nieinwazyjna. Oczywiście mam tutaj na myśli podstawowe elementy, jak przejściówki do kontaktów, czujniki ruchu etc. W przypadku bardziej zaawansowanych komponentów konieczne będzie już grzebanie. Ale i tutaj jest to dość proste. Przykładowo każdy przełącznik światła możemy podłączyć do naszej sieci Fibaro poprzez wpięcie do jego puszki maleńkiego switcha.

Ja co prawda switchów oraz dimmerów w swoim zestawnie nie miałem. Zastosowałem natomiast kilka inteligentnych kontaktów, dwa czujniki ruchu, czujniki zalania i dymu oraz drzwi/okien.

Tutaj od razu trzeba podkreślić, że moduły wchodzące w skład platformy Fibaro dzielimy na dwie grupy. Pierwsza to sensory, a więc urządzenia gromadzące dane, na których podstawie będą podejmowane określone akcje. Drugą są aktory, a więc inicjatory tychże akcji (gniazdka, termostaty, switche itd.). Do tego warto dodać wyzwalacze, a więc urządzenia, które mogą aktywować różnego rodzaju scenariusze. Np. KeyFob to bezprzewodowy brelok do kluczy za pomocą którego możemy zamknąć i zabezpieczyć cały dom, zdalnie uruchomić wybrane oświetlenie i wiele innych (łącznie do 30 akcji).

Jak Fibaro działa w teorii?

Sercem całej platformy jest oczywiście centralka, którą musimy podłączyć do routera. To z nią będzie się komunikowało każde urządzenie. Fibaro oferuje dwie wersje – zwykłą oraz Lite (o nieco ograniczonych możliwościach). Do mnie trafił Home Center 2, który wręcz przytłoczył mnie swoimi możliwościami i funkcjami.

Jak to wygląda w praktyce? Zaczynamy od sparowania każdego urządzenia z osobna z naszą centralką. Możemy to robić zarówno z poziomu aplikacji mobilnej jak i przeglądarkowego panelu administracyjnego. W większości podstawowe funkcje obu się pokrywają. Kiedy jednak zachodzi potrzeba bardziej zaawansowanej konfiguracji, sięgamy do przeglądarki.

W miarę dodawania kolejnych urządzeń przypisujemy im unikatowe nazwy, a także tworzymy pomieszczenia, w których są rozlokowane. To bardzo ważne, bo pozwoli nam w późniejszym czasie łatwiej zarządzać całym systemem. Poza tym, na głównym ekranie nasze sensory są od razu pogrupowane, co ułatwia rozeznanie.

Trzeba od razu podkreślić, że jedno urządzenie pełni tutaj kilka funkcji. Przykładowo czujnik czadu monitoruje też przez cały czas temperaturę, a także jest alarmem pożarowym. Możemy zatem wykorzystać go np. do ustawienia termostatów podłączonych do kaloryfera (np. stworzyć prostą regułę – jeżeli średnia temperatur przy suficie i przy podłodze, którą odczytamy z czujnika zalania, wyniesie X ustaw termostaty na Y).

Podobnie jest z czujnikami ruchu. Mierzą temperaturę, światło oraz oczywiście ruch. I tutaj znowu możemy tworzyć instrukcję typu: włącz światło kiedy wejdę do pokoju, ale tylko w przypadlku, gdy natężenie światła jest mniejsze niż X. Dzięki temu unikniemy sytuacji, kiedy światło będzie włączane w środku dnia, kiedy jest to zupełnie niepotrzebne.

Wszystkie urządzenia ze sobą współpracują, ale jest to ekosystem otwarty, a więc z powodzeniem możemy dodawać tutaj elementy spoza platformy Fibaro. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podłączyć do naszej centralki kamery IP, odtwarzacze multimedialne, głośniki, telewizory, inteligentne żarówki (jak Philips Hue na przykład) czy nawet odkurzacze iRobot.

W sumie do dyspozycji mamy 174 pluginy (wtyczki), które przygotowali pracownicy Fibaro, producenci sprzętu lub społeczność. Warto dodać, że nie odnoszą się one jedynie do hardware’u, ale też łączą Fibaro z usługami sieciowymi, jak np. pogodynki. To kolejna praktyczna funkcja, bo np. pozwala nam zredukować ogrzewanie w przypadku, gdy za oknem skoczą temperatury.

A na tym nie koniec. Fibaro integruje się bowiem też z asystentami głosowymi: Siri, Alexą oraz Google Assistant. Jeszcze do niedawna zastosowanie miał tutaj autorski asystent Lili, który jednak wraz z ostatnią aktualizacją poszedł w odstawkę. Twórcy skupiają się teraz na jak najmocniejszej integracji z najpopularniejszymi usługami na rynku. I słusznie – po co dublować rozwiązania.

Jak to Fibaro u mnie wygląda?

Tyle teorii, a mam wrażenie, że i tak potraktowałem temat dość pobieżnie. Jak to wygląda wszystko u mnie?

Do inteligentnych gniazdek podłączyłem dwie lampki (wolnostojącą oraz biurkową) oraz telewizor.

Wolnostojąca aktywowana jest automatycznie, gdy wchodzę do pokoju (ale tylko po zmroku). W sytuacji, gdy czujniki ruchu wykryją czyjąś obecność w sypialni lub kuchni, dezaktywują lampę, ale tylko pod warunkiem, że ruch nie jest wykrywany w sypialni. To ustawienie wymagało nieco gimnastyki, bo konieczne było znalezienie złotego środka. Jeżeli np. czujnik ruchu w sypialni nie wykrywał niczego od 2 minut, lampa potrafiła się wyłączyć w momencie, kiedy leżałem na kanapie i oglądałem telewizję. Kluczowe było zatem odpowiednie ustawienie czujnika i precyzyjne ustawienie timerów.

Pomocne okazało się tutaj inteligentne gniazdko, do którego podłączony był telewizor. W momencie, gdy zużycie energii na nim przekraczało pewien próg (powiedzmy 100 W), lampa miała się nigdy nie wyłączać. Proste.

Lampa na biurku to „inteligntna” Xiaomi Mija Smart LED Desk Lamp, a więc ma kilka fajnych funkcji. Jedną z nich jest świecenie żółtym światłem, które czyni pracę przy komputerze bardziej komfortową. Uznałem, że dobrze, gdyby włączała się za każdym razem, kiedy uruchamiam peceta. W tym celu potrzebowałem dwóch inteligentnych gniazdek. Pierwsze monitoruje zużycie prądu na całej listwie, a drugie steruje lampką. W sytuacji, gdy pierwsze gniazdko wykryje zużycie energii wyższe niż 200 W (czyli uruchomienie komputera), automatycznie aktywuje się drugie. W ten sposób jednym przyciskiem uruchamiam peceta i lampkę.

Czujnik czadu w bloku raczej nie przydaje się na nic, dlatego jego rola sprowadza się do pomiaru temperatury i alarmowania (m.in. poprzez powiadomienie na telefonie oraz wiadomość e-mail) o ewentualnym pożarze. Czujniki zalania umieściłem w łazience oraz pod zlewem w kuchni – pełnią podobną rolę. Póki co nie wpadłem na pomysł, jak można by je wykorzystać w szerszym zakresie.

Dużo więcej możliwości dają czujniki drzwi i okien. Składają się one z dwóch elementów. Jeden mocujemy do framugi, a drugi do skrzydła. W momencie, gdy drzwi lub okno zostaną otwarte, czujnik może aktywować różne scenariusze. W moim przypadku jest to póki co zabezpieczenie. Wyjeżdżając na wakacje uzbrajam czujnik, a więc każde otwarcie drzwi uruchomi głośny alarm z centralki (naprawdę głośny…). Dodatkowo aktywowana zostanie kamerka IP skierowana na drzwi wejściowe – rejestrowany materiał ma być w czasie rzeczywistym zapisywany na Google Drive. Oczywiście ja otrzymam też stosowne powiadomienie na telefon.

To zaledwie zalążek tego, co można zrobić z Fibaro. Podkreślę, że ja nie ingerowałem w oświetlenie, a więc nie dodawałem przełączników do puszek. Nie posiadam też termostatów, które mogłyby się automatycznie regulować (np. wyłączać grzejniki, kiedy otwieram okna w celu przewietrzenia mieszkania). Gdyby dodać jeszcze kilka elementów do mojej platformy, liczba możliwości konfiguracji całości wzrosłaby niebagatelnie.

Wszystkie opisane wyżej scenariusze można sobie śmiało wyklikać w panelu administracyjnym. Warto jednak dodać, że FIbaro pozwala na programowanie scen z wykorzystaniem języka LUA. Wymaga to pewnej wiedzy, ale może przynieść jeszcze bardziej spektakularne efekty.

Czy Fibaro jest dla mnie?

Myśląc o inteligentnym domu, musimy przede wszystkim zastanowić się, czy będziemy z tych wszystkich rozwiązań korzystać. Na samo nauczenie się i konfigurację Fibaro potrzebujemy przynajmniej 2-3 wieczorów (w zależności od liczby elementów). A dodajcie do tego wyrobienie odpowiednich nawyków i „przestawienie” domowników na nowy system…

Barierą jest też oczywiście cena. Zaczynamy od centralki za tysiąc (wersja Lite) lub dwa tysiące (wersja normalna) złotych. Potem każdy kolejny moduł to kolejne kilkaset złotych. Oczywiście nie musimy kupować wszystkiego od razu, ale w dłuższej perspektywie uzbiera się nam tutaj dość pokaźna kwota.

Teraz skonfrontujmy to z zastosowaniami. Przykład z lampką wydaje się fajny i gadżeciarski, ale wymaga użycia aż dwóch gniazdek, co wiąże się z wydatkiem rzędu 500 złotych. Czy jesteście gotowi zapłacić tyle za możliwość włączania lampki i komputera jednym przyciskiem? No właśnie…

Oczywiście jest też druga strona medalu. Stworzenie platformy, która zabezpieczy nasze mieszkanie (jak widać wyżej, bardzo kompleksowo), a takze pozwala zaoszczędzić na prądzie i ogrzewaniu (automatyczne wyłączanie światła w pomieszczeniach gdzie nikogo nie ma – posiadacze dzieci będą wiedzieli, o czym mówię) w dłuższej (i szerszej) perspektywie okazuje się zdecydowanie warte tych pieniędzy.