28

Google, Facebook i chińskie urządzenia są złe, dlatego użytkownicy wybierają Waze, WhatsApp i Motorolę

niewiedza użytkowników
Świat technologii pędzi w zastraszającym tempie. „Kolejne nowe rzeczy” następują po sobie jedna po drugiej i żeby być z tym wszystkim na bieżąco, trzeba wszystko śledzić dokładnie i bez ustanku. Bo wszystko lubi się zmieniać z dnia na dzień, bez żadnych zapowiedzi, czasami nawet bez większego szumu. Albo może i jest szum, ale jesteśmy akurat […]

Świat technologii pędzi w zastraszającym tempie. „Kolejne nowe rzeczy” następują po sobie jedna po drugiej i żeby być z tym wszystkim na bieżąco, trzeba wszystko śledzić dokładnie i bez ustanku. Bo wszystko lubi się zmieniać z dnia na dzień, bez żadnych zapowiedzi, czasami nawet bez większego szumu. Albo może i jest szum, ale jesteśmy akurat na urlopie, odcięci od świata, a tydzień później kurz zdąży opaść i… łatwo pewne rzeczy przeoczyć, po prostu. A kiedy niespecjalnie się interesujemy, to najzwyczajniej w świecie nie wiemy. I później się dziwimy, że chcąc dbać o swoją prywatność — po wszystkich tych aferach — kasujemy Facebooka i decydujemy się na skorzystanie z bezpieczniejszej alternatywy. Bezpieczną formą, jak twierdzą wszyscy dookoła, jest WhatsApp, przecież stale dba o użytkowników i nie pozwoli, by stało się im coś złego. W przeciwieństwie do Facebooka. Tego samego Facebooka, który od 2014 roku jest właścicielem wspomnianego komunikatora, o czym — jak się okazało — wielu nie ma pojęcia. Istnieje duża szansa, że przeoczyli też przejęcie Instagrama, albo zaczęli z niego korzystać przed wielkim przejęciem… więc dołączając do społeczności nie musieli się sprawą specjalnie martwić.

whatsapp

Facebook jest zły, a Google do lepszych nie należy. Śledzi każdy nasz krok, więc kiedy tylko mamy możliwość — unikamy go jak ognia. Zamiast ich wyszukiwarki — popularna alternatywa w postaci DuckDuckGo (tak, coś bezpiecznego!). Mapy Google są świetne, ale może by tak przeskoczyć na Waze. Brzmi jak dobry pomysł? No… nie do końca, bo przecież Waze także należy do giganta — i to od 2013 roku!

atlas chiny

„Żadnej chińszczyzny”, czyli moc wielkich marek wciąż nie przemija

Wielokrotnie spotykam się z niechęcią do chińskich marek. Nie trzeba być specjalistą by wiedzieć, że ogromna część fabryk zajmujących się elektroniką zlokalizowana jest w Państwie Środka. W końcu tam produkuje nawet amerykańskie i prestiżowe do granic Apple. Ale Huawei czy Xiaomi na kilometr „dają” chińszczyzną. Jakość nie ta, śledzą bardziej niż Google, w gruncie rzeczy dla wielu są niebezpieczne. Mimo że tanie i kuszące. Dlatego też decydują się na alternatywę, ot, amerykańska klasyka gatunku — Motorola. Problem polega na tym, że od 2014 należy do chińskiego Lenovo. Podobnie zresztą jak szwedzkie Volvo, włoskie Pirelli czy szwajcarskie Rotary, które jakiś czas temu zmieniły właścicieli — teraz władają nimi chińskie firmy.

facebook

Nie korzystam z produktów żadnej wymienionych firm, dlatego trudno mi powiedzieć czy jakość po przejęciu ich przez nowych właścicieli się zmieniła, ale tak. Wymienione marki nie należą już do Amerykanów, Szwedów, Włochów czy Szwajcarów — ale dla wielu to bez znaczenia. Ważne, że znają firmę od lat i nie jest to żaden tam „chiński bubel”.

Tak samo jak WhatsApp i Instagram pozostaną tą bezpieczną alternatywą dla Facebooka. Przynajmniej do czasu, kiedy nie urosną na tyle, że pokonanie małych zakrętów narobi dużo szumu — i ludzie zaczną się orientować, doczytywać i uciekać. Ale póki jest cicho i spokojnie, to kompletnie ich to nie interesuje. Tylko czy powinno?

Uważam, że tak — powinno. A skoro już kogoś traktują jak wroga, to niech przynajmniej zgłębią temat. Albo przestaną udawać, że ich to interesuje — i uciekać z deszczu pod rynnę, bo to nie ma najmniejszego sensu.