19

FBI chce poczytać Twoje wpisy na Naszej Klasie, tworzy aplikację do „obsługi” Social Media

Ostatnio dominującym trendem w sieci jest walka “obywatele kontra system” – amerykańskie FBI zza wielkie wody też chce być w centrum uwagi – biuro ogłosiło, iż szuka twórcy systemu do inwigilacji mediów społecznościowych. Niekoniecznie tych amerykańskich, ale również i tych zagranicznych. Wszystko w imię amerykańskiej wojny z terroryzmem. Konkretniej, FBI poszukuje wykonawcy dla aplikacji do […]

Ostatnio dominującym trendem w sieci jest walka “obywatele kontra system” – amerykańskie FBI zza wielkie wody też chce być w centrum uwagi – biuro ogłosiło, iż szuka twórcy systemu do inwigilacji mediów społecznościowych. Niekoniecznie tych amerykańskich, ale również i tych zagranicznych. Wszystko w imię amerykańskiej wojny z terroryzmem.

Konkretniej, FBI poszukuje wykonawcy dla aplikacji do obsługi social media :). Jak wyniuchał New Scientist, aplikacja ta ma bardzo konkretne wymagania.

The FBI has conducted market research and determined that a geospatial alert and analysis mapping application is the best known solution for attaining and disseminating real time open source intelligence and improving the FBI’s overall situational awareness.

W wolnym tłumaczeniu, FBI doszło do wniosku, że połączenie map, geolokalizacji i serwisów społecznościowych zapewni im jeszcze lepszą “świadomość sytuacji” – właśnie poprzez zbieranie informacji w trybie rzeczywistym. Biuro chce, by aplikacja posiadała odpowiedni mechanizm wyszukiwarki, zdolny przetrzebić media społecznościowe i podobne serwisy internetowe w poszukiwaniu informacji o wydarzeniach, kryzysach i zagrożeniach, które będą spełniały określone parametry wyszukiwania, określone przez FBI. Najlepiej, żeby wyszukiwarka taka była zautomatyzowana, a przeszukiwanie nastawione było na serwisy lokalne (tj. głównie amerykańskie).

Do tego, automatyczny system powienen sam z siebie ustawiać priorytety dla najważniejszych informacji i wyświetlać je w formie alertów dla osoby obsługującej narzędzie. Wszystko to powinno być w trybie rzeczywistym wyświetlane na mapach z dodatkiem odpowiednich warstw (np. takich określających, w jakim rewirze “wewnęrznym” dane zdarzenie ma miejsce). A najlepiej, żeby narzędzie umożliwiało monitorowanie wszelkich “publicznie dostępnych” serwisów społecznościowych i w biegu tłumaczyło treści z serwisów niekoniecznie prowadzonych w języku angielskim.

I właśnie ta ostatnia kwestia jest ciekawa – bowiem publicznie dostępne treści są dość ogólnie rozumiane – a przecież FBI z pewnością chciałoby wiedzieć, czy jakiś arabski terrorysta nie szykuje zamachu w USA rozmawiając z kumplami na Flakerze, nie? :) OK, dość tych żartów – fakt faktem, że rząd USA dość luźno podchodzi do kwestii informacji publicznych – twierdzi się, że jeśli coś opublikujemy na Facebooku czy Twitterze jako status publiczny, to służby państwowe mogą już to monitorować.

Cóż – nie mogę zaprzeczyć tej logice – przecież na tej zasadzie działają wyszukiwarki i temu zaprzeczyć się nie da. Kwestią sporną pozostaje sama prywatność – choć ta w dzisiejszym świecie też jest kwestią problematyczną – co widać po działaniach Facebooka czy Google. I tak oto sami sobie otworzyliśmy drogę do inwigilacji. Zakładam, ze jankesi nie będą zbytnio się interesować Polakami, ale ciekawi mnie, które polskie służby pójdą w ślad FBI. A może już poszły?

Zgadzam się, że z nowoczesnych środków komunikacji korzystają różne osoby i do pewnego stopnia Internet trzeba monitorować dla zapewnienia bezpieczeństwa. Ale w świetle ostatnich wydarzeń związanych z SOPA, a tymbardziej z ACTA, coraz mocniej obstaję przy stwierdzeniu, że monitoring jest OK, ale tylko do pewnego stopnia. Trzeba znaleźć złoty środek, który będzie wystarczająco skuteczny, a jednocześnie nie będzie niebezpieczny dla zwykłych obywateli i ich praw podstawowych. I to jest ten ciężki orzech do zgryzienia…

Źródła: 1, 2, 3