2

Fanowska Zelda wygląda świetnie, a jej autor ma już pomysł jak poradzić sobie z prawnikami Nintendo

Fanowskie gry na podstawie dużych marek Nintendo mają dość bogatą historię, która... najczęściej kończy się tak samo (źle). Na szczęście fenomenalnie wyglądający demake The Legend of Zelda: Breath of the Wild ma szansę nie podzielić losu całej reszty.

Fanowska Zelda — czyli jak nowa część wyglądałaby w starych szatach?

O The Legend of Zelda: Breath of The Wild już na łamach AntyWeb pisaliśmy nie raz. I prawdopodobnie kogo z was nie powinno to dziwić, to w końcu jedna z najwybitniejszych gier wideo, jakie kiedykolwiek powstały. Pokazująca otwarte światy w odsłonie, jakiej jeszcze wcześniej nie było. A przy tym dająca nam swobodę, o którą przez wiele lat nie mogliśmy się doprosić w żadnej produkcji. Gra zbierała fenomenalne oceny (choć nie zawsze) i jest jednym z tych tytułów, o których będzie się mówić jeszcze przez długie miesiące, a pewnie i lata. I to nie tylko wśród najwierniejszych fanów serii.

Twórcy The Legend of Zelda: Breath of The Wild pochwalili się kilka tygodni temu prototypem swojego dzieła w 2D, które przywodziło na myśl pierwszą część przygód Linka. To posłużyło jako inspiracja dla demake’u, nad którym pracuje użytkownik skrywający się pod nickiem WinterDrake. Zatytułowana Zelda: Breath of the NES gra doczekała się wersji demonstracyjnej, która od wejścia skradła serca graczy na całym świecie. No dobrze, to czym tak naprawdę wyróżnia się ta fanowska Zelda?

Fanowska Zelda: stara oprawa i nowe możliwości

Zelda: Breath of the NES na pierwszy rzut oka może i wygląda jak oryginał, ale garściami czerpie z rozwiązań z najnowszej odsłony. I tak oto nie zabrakło tam następstwa dnia i nocy, zaawansowanej fizyki czy craftingu. Świat również stał się znacznie żywszym.  Na ten moment ten pikselowy świat przywodzi na myśl Hyrule, owszem, ale twórca dba także o zestaw własnych rozwiązań. I nie boi się pozwu od Nintendo.

Mimo że firma ma na swoim koncie dość bogatą historię zdejmowania jakichkolwiek fanowskich projektów bazujących na ich markach (vide: Pokemon Uranium, remake drugiego Metroida AM2R), twórca Zelda: Breath of the NES mówi, że w razie jakichkolwiek pism ze strony firmy, puści wodzę fantazji. I przemianuje nieco świat, zmieni wygląd i imiona bohaterów, a znając życie nie zabraknie też kreatywnych nowości z jego strony.

Kreatywny marketing?

Autor już teraz mówi, że nie chce, aby świat BotW go w jakikolwiek sposób ograniczał. Dlatego nieśmiało serwuje w swojej grze własne, autorskie, dodatki. Myślę też, że wypuszczenie dema by nagłośnić swój projekt także nie jest zabiegiem przypadkowym — jeszcze nie zdarzyło się, aby Nintendo komukolwiek puściło takie zabawy płazem. A kiedy ten dwuwymiarowy tytuł z otwartym światem przebił się do świadomości większej rzeszy odbiorców, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby kontynuować projekt na własną rękę. Szczerze? Nie miałbym z tym najmniejszego problemu — świat gier niezależnych to nie jest łatwy kawałek chleba, a w czasach kiedy każdy próbuje robić coś na własną rękę coraz trudniej jest się wybić. I ja naprawdę nie potrzebuję fanowskiej Zeldy, to może być produkt o jakimkolwiek tytule. Tylko bardzo proszę, niech będzie naprawdę dobry!