44

Facebooka ficzeryzm dworski

Autorem tekstu jest Piotr Peszko, pasjonat uczenia się, fan e-learningu poszukujacy nowych rozwiązań dla starych problemów. Autor bloga o edukacji i pomysłodawca konferencji educamp. “O, stokroć szczęśliwy, Który tych cieniów w czas zna kształt prawdziwy!” napisał kiedyś Mikołaj Sęp Szarzyński i jakże przyszłościowe było to stwierdzenie, jakże prawdziwe i pasujące do sytuacji. Ambitni programiści Facebooka ścigają się […]

Autorem tekstu jest Piotr Peszko, pasjonat uczenia się, fan e-learningu poszukujacy nowych rozwiązań dla starych problemów. Autor bloga o edukacji i pomysłodawca konferencji educamp.

“O, stokroć szczęśliwy, Który tych cieniów w czas zna kształt prawdziwy!” napisał kiedyś Mikołaj Sęp Szarzyński i jakże przyszłościowe było to stwierdzenie, jakże prawdziwe i pasujące do sytuacji. Ambitni programiści Facebooka ścigają się ze wszystkimi możliwymi serwisami społecznościowymi o ilość dostępnych funkcjonalności. Idąc w szranki z Google + bawią się w “wszyscy mają mambę, mam i ja”. Niestety cały serwis zgubił gdzieś swój “kształt prawdziwy”, a w zamian za to atakuje kilkoma strumieniami informacji, a nowe funkcje pojawiają się w iście gołębim rytmie.

Żeby poczuć się jak świeży użytkownik Facebooka pokusiłem się o zarejestrowanie całkiem nowego konta i po wypełnieniu wszystkich koniecznych formularzy stanąłem przed tragiczną perspektywą. Ja nie wiem co to jest i do czego służy. Podobny strach w oczach miałem, o ironio, tego samego dnia, kiedy miałem zrobić pranie. Miałem do wyboru 4 butle z różnymi płynami. Pierwsza okazała się być (sic!) proszkiem do prania, a dwie kolejne wprawiły w stan osłupienia, który można porównać ze stanem chomika na środku ruchliwej autostrady. Drogą eliminacji płyn do prania wylądował w szafce, a w mojej dłoni butla napisem Silan. Po dłuższej chwili oglądania frontu wspomnianej butelki doszedłem do wniosku, że coś musi być z tyłu. Okazało się, że drukiem o wielkości 5pt jest napisane: Koncentrat płynu zmiękczającego. Taka mała czcionka, a taki sukces. Z fejsem niestety jest trudniej, bo w przeciwieństwie do Silanu zmienia się szybciej.

Po ostatnich “ulepszeniach” przesyt informacyjnego chłamu i zupełnie mi zbędnych funkcjonalności sprawił, że gdyby nie to, że korzystam z niego już dość długo byłbym gotów wlać w przegródkę dedykowaną zmiękczaniu płyn do prania, albo najchętniej pożegnałbym się z lajkowaniem. Niestety dodawanie nowych funkcji połączone z usuwaniem tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni powoduje konieczność ciągłego uczenia się. O ile fascynaci facebook’a się cieszą, bo jest o czym pisać, o tyle ludzie, który chcą z niego po prostu korzystać gotują się w sobie, bo wszystko jest inaczej.

I tutaj właśnie wchodzi w drogę tarcie poznawcze, o którym pisał Alan Cooper. Mówiąc ładnie po angielsku „cognitive friction” to coś w stylu wysiłku jaki musimy ponieść w trakcie wykonywania zadania i który jest konieczny, aby to zadanie zakończyć. W kontekście facebooka, chcemy tam po prostu być. Chcemy się dzielić i podglądać. Im łatwiej będzie to można zrobić, tym lepiej. Jeśli zadanie jest proste, a wszystkie czynności wykonywane są niemal automatycznie, a interpretacje komunikatów są przewidywalne przez nasz umysł to tarcie poznawcze jest niskie. Nie wkurzamy się.

Jeśli wykorzystanie serwisu, który jest głównie dla przyjemności, wymaga namysłu, zapytania znajomych, wygooglania, poszukania tłumaczenia, sięgnięcia do pomocy, a tarcie poznawcze jest wysokie, wkurzamy się, wyłączamy i idziemy na spacer.

Nie wiem o co chodzi projektantom, ale podejrzewam, że jakaś świnia zerwała im się z łańcucha i stworzyła niesamowicie barokowe dzieło. Wyrywane wszelakiej harmonii, nie podlegające żadnym regułom, wprowadzające niepokój i w zatrważająco szybkim tempie oddalają się od tego, co ludzkie, proste i użyteczne. Tak samo jak ja chciałem tylko wyprać bieliznę, większość użytkowników fejsa chce tylko opublikować status, zdjęcia, film znaleziony na youtube, albo skomentować to, co wysłali inni. Ewentualnie poprzeglądać ich prywatne zdjęcia z ostatniej imprezy.

Podejrzewam, że wychowani w renesansowej harmonii i uwielbieniu do minimalizmu fanboje “wielkiego” nieżyjącego są tak podekscytowani dodawaniem wszystkiego, czego nie ma gdzie indziej, że za niedługo deska sedesowa poprosi mnie o autoryzację via Facebook wprowadzając metafizyczny niepokój strach i obawę. Markowi życzyć więc można konsekwencji Bezosa, a może nawet wybrania się na kilka lekcji z udoskonalania podstawowej funkcjonalności, a nie tworzenia błyskomiotnego barokowego fresku, którego nie zrozumiemy bez doświadczonego przewodnika.

obrazek pochodzi z businessesgrow.com