5

Facebook, YouTube i gry komputerowe w służbie edukacji

14 października. Dzień Nauczyciela. Wielkie święto polskiej edukacji. Edukacji, która niestety często odwraca się plecami do nowych technologii, brnąc niezachwianie w utrwalone w ciągu minionych lat wzorce, zupełnie nieprzystające do współczesności. Dobrze, że trafiają się jeszcze takie nauczycielskie rodzynki, które pozwalają uczniom np. korzystać na lekcji z telefonu. MEN i Głos Nauczycielski uhonorowały dziś laureata […]

14 października. Dzień Nauczyciela. Wielkie święto polskiej edukacji. Edukacji, która niestety często odwraca się plecami do nowych technologii, brnąc niezachwianie w utrwalone w ciągu minionych lat wzorce, zupełnie nieprzystające do współczesności. Dobrze, że trafiają się jeszcze takie nauczycielskie rodzynki, które pozwalają uczniom np. korzystać na lekcji z telefonu.

MEN i Głos Nauczycielski uhonorowały dziś laureata w konkursie na Najlepszego Nauczyciela 2013 roku. Nagrodę zgarnął Marcin Zaród, uczący angielskiego w tarnowskim LO. Co jednak jest w nim takiego niezwykłego?

Jeśli jesteście już kilka (-naście? –dziesiąt?) lat po zakończeniu przygody z polskiem systemem edukacyjnym średniego szczebla, to proponuję, abyście przypomnieli sobie teraz jak wyglądała Wasza lekcyjna rzeczywistość. Ja, dużą część swoich zajęć informatycznych zapisałem w zeszycie, zamiast wystukiwać na klawiaturze. Czułem, że to bez sensu i dam sobie rękę uciąć, że sam nauczyciel, o tym też wiedział, ale taki był „wymóg z góry”.

Wyciągnięcie telefonu na lekcji kończyło się u co bardziej restrykcyjnych belfrów, jego konfiskatą z dopiskiem „rodzice odbiorą na koniec roku”. Mimo, że tak naprawdę było to niezgodne z prawem (zabór mienia), to uczniowie nie znajdują się przecież w szkole na swoim terenie.

Przykład idzie z dołu

I to właśnie jest bardzo złe. Wracają do domu i rzucają się w wir nowych technologii, od których odcinani są często w szkole. Z dumą jednak stwierdzam, że w tej materii następują zmiany na lepsze. Przyjrzyjmy się tylko sylwetce wspomnianego już Marcina Zaróda. Jakie techniki stosuje on w swojej pracy?

Wymienić można ciurkiem: Internet, filmy i seriale, YouTube i Facebook, gry komputerowe. Ten pionier polskiej oświaty (chyba nie przesadzam tak go nazywając) na swoich zajęciach bardzo chwali sobie wykorzystanie smartfonów, np. do odsłuchiwania nagranych wcześniej przez kolegów wiadomości po angielsku.

Komunikuje się z uczniami dzięki grupom dyskusyjnym na Facebooku, gdzie organizuje takie przedsięwzięcia jak nagrywanie Lipdubów. Na tymże portalu posiada także fanpage, promujący jego kanał na YouTube, gdzie umieszcza filmiki przygotowujące uczniów do matury.

Moim zdaniem wielu pedagogów zamiast narzekać na ciągle zmniejszającą się liczbę godzin lekcyjnych, powinna wziąć przykład z pana Marcina i zacząć nagrywać swoje lekcje. Tak trafiłyby przecież do szerszego grona, i to nie tylko uczniów. Wyobraźmy sobie tylko, że ktoś jest chory i nie może przyjść na zajęcia. Teraz wystarczy, że odsłucha sobie nagranie i będzie na bieżąco. Oczywiście, zapewne obniżyłoby to frekwencję na zajęciach, ale „z niewolnika, nie ma pracownika”.

Na SGH, gdzie obecnie studiuję większość moich kolegów otwarcie przyznaje, że nie chodzi na ćwiczenia np. ze statystyki, bo i tak o wiele przystępniej wszystkie treści przedstawione są na kursach dostępnych sieci. Furorę robi zwłaszcza eTrapez.

Marcin Zaród, namawia także swoich podopiecznych do oglądania filmów z oryginalną ścieżką dźwiękową, a także do grania w gry komputerowe. Ciekaw jestem ilu nauczycieli przeklęłoby takie metody i odesłało gdzie pieprz rośnie. Ja jednak bardzo chętnie posłał bym tam wszystkich pedagogów „starej daty” (nie mam na myśli wieku, a sposób nauczania), bo nawet nie zdaja oni sobie sprawy jak wielką szkodę wyrządzają uczniom, kształcąc ich przedpotopowymi metodami.

Foto