2

Facebook pomoże rozpoznać zmanipulowane treści. Jawna kpina czy faktyczna pomoc?

Media społecznościowe wydawały się odpowiedzią na wiele problemów. Miejsce, w którym obcy sobie ludzie mogli się „gromadzić”, dzielić wiedzą i doświadczeniami. Pole, na którym każdy mógł powiedzieć co myśli, zebrać ludzi wokół pewnej idei. Mówiąc krótko, nieograniczony dostęp do wiedzy i sposób na wymianę myśli. No…tylko jest jeden problem. To idea, która już dawno została […]

Media społecznościowe wydawały się odpowiedzią na wiele problemów. Miejsce, w którym obcy sobie ludzie mogli się „gromadzić”, dzielić wiedzą i doświadczeniami. Pole, na którym każdy mógł powiedzieć co myśli, zebrać ludzi wokół pewnej idei. Mówiąc krótko, nieograniczony dostęp do wiedzy i sposób na wymianę myśli. No…tylko jest jeden problem. To idea, która już dawno została wypaczona i szansa na to, że zrobimy te kilkadziesiąt (nie jeden) kroków wstecz jest zasadniczo zerowa.

Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Do dzisiaj rozbrzmiewa echo wypaczeń do jakich doszło i tego jak to obce kraje za pośrednictwem Facebooka miały realnywpływ na wybór Donalda Trumpa na urząd prezydenta USA.

Smaczku całej sytuacji dodaje otwarty konflikt między Trumpem, a mediami społecznościowymi. Wydane przez niego niedawno rozporządzenie ciężko inaczej interpretować. Krzysiek Rojek dokonał bardzo interesującej analizy całego wydarzenia, które znajdziesz tutaj i tutaj. Więc jeśli tylko interesują Cię szczegóły na ten temat zapraszam do podlinkowanych artykułów.

Facebook będzie lepszy!

A raczej chciałby żebyśmy w to uwierzyli. Szczerze nie wiem czy reputacja Facebooka może być w jakikolwiek sposób uratowana. Jest on notorycznie mieszany z błotem jako firma, która wyciąga od nas dane, bombarduje nas reklamami i jest źródłem fake newsów. Do tego był wielokrotnie i nadal jest wiązany z wieloma skandalami dotyczącymi wycieku czy nieprzejrzystego (żeby nie powiedzieć nielegalnego) zbierania danych.

Każda normalna firma już dawno by upadła, nikt by nie podniósł się po takiej ilości ciosów w momencie, gdy jego produktem jest serwis społecznościowy. Jednak Facebook nie jest „normalną” firmą i dalej może się poszczycić liczbą aktywnych użytkowników na poziomie *2.6 miliarda!

Ale jak Facebook chce być lepszy? Postanowił być strażnikiem otwartego dostępu do informacji i zahamować nad manipulowaniem informacjami przez władze. Prawda, że brzmi to dumnie? Szkoda tylko, że to kropla w morzu potrzeb. Jednak najpierw skupmy się na sednie sprawy.

Facebook oznaczy treści kontrolowane media

Na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi serwis postanowił tagować treści wrzucane przez media kontrolowane przez władze (krajowe, stanowe) oraz przed media, które są pod ich bardzo silnim wpływem.

Jaki jest tego cel? Oficjalnie ma to pomóc użytkownikom lepiej zrozumieć skąd dane treści pochodzą i dlaczego ich przekaz jest na taki, a nie inny. Jednak wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to odpowiedź na krytykę jaka po dziś dzień spada na nich za ich udział (celowy lub nie – tego się nie dowiemy) w wyborach w 2016 roku.

Polityka nadawania stosownych etykiet została wypracowana przez zespół 65 ekspertów. Niestety nie udało mi się dotrzeć do informacji na temat tego jak wspomniani eksperci zostali wybrani, a wszyscy wiemy, że ich nieodpowiedni wybór może być równie dewastujący jak brak jakichkolwiek działań. Sama organizacje czy wydawnictwa, którym taka łatka zostanie przyklejona mogą odwołać się od decyzji. Jednak, aby została ona rozpatrzona pozytywnie muszą przedstawić niezbite dowody na to, że zostali oni oznaczeni błędnie.

Kropla w morzu potrzeb?

Ogólnie rzecz biorąc ten ruch można odebrać jako coś pozytywnego. W końcu Facebook postanowił odpowiedzieć na krytykę i hejt, który się na nich wylewa. Podjął SŁUSZNE działanie i zamierza iść w tym kierunku.

Jednak co z fake newsami, co z „prywatnymi” kontami, które są wynajmowane na potrzeby szerzenia kłamstw? Wydaje mi się, że to jest dużo większy problem.

*Dane na koniec Q1 2020