32

Ponieśli i wilka. Facebook stał się ofiarą „poprawności politycznej”

Niedawno napisaliśmy dla Was o tym, że Facebook oferuje odrobinę kontrowersyjną opcję w konstruowaniu swoich kampanii reklamowych. Okazało się, że można wykluczyć m. in. Afroamerykanów w trakcie przygotowywania akcji promocyjnej na tym portalu społecznościowym, co spotkało się z negatywnym odzewem ze strony niektórych mediów oraz podmiotów działających na rzecz likwidowaniu przypadków dyskryminacji. Długo nie trzeba było czekać - Facebook wycofuje się z tą opcją.

Organizacja ProPublica orzekła, że te praktyki Facebooka są nie tylko szokujące, lecz nawet nielegalne. Facebook nie chciał bronić swojego stanowiska za wszelką cenę – orzekł jedynie, że ta opcja dostępna przy konstruowaniu kampanii reklamowych mogła być równie dobrze wykorzystywana na rzecz konkretnych grup etnicznych, czy też „ras”. Dajmy na to – konkretną reklamę można było wycelować bezpośrednio w Latynosów, czy też Afroamerykanów, wykluczając zeń białych. Jednak, organizacjom zajmującym się zjawiskami dyskryminacji rasowej oraz etnicznej nie podobało się to, że można było wykluczyć inne grupy odbiorców, niż właśnie białych.

Facebook zatem zapowiedział zmiany mające na celu wyłączenie tej opcji w kampaniach. Przy okazji stwierdzono, że w dalszym ciągu będą prowadzone działania, które będą służyć likwidowaniu dyskryminacji oraz wyrównywaniu szans. Tutaj dochodzimy do pewnego kuriozum – opcja, która ma solidną argumentację musi zostać wyrzucona tylko dlatego, że nie podoba się stowarzyszeniom doszukującym się rasizmu oraz dyskryminacji właściwie za wszelką cenę.

facebook, rasizm, segregacja rasowa

Tak, to jest rasizm w najczystszej postaci. Brutalny, nieludzki i niepotrzebny. Tak samo, jak niepotrzebne jest doszukiwanie się go w błahostkach.

 

W dyskursie na temat dyskryminacji dochodzimy do punktu, gdzie likwidowanie różnic za wszelką cenę jest nielogiczne

Przed tym, jak zostanę okrzyknięty rasistą – zaznaczam, że nie mam problemu z innymi religiami, narodowościami, rasami, grupami etnicznymi. Wychodzę z założenia, że wszystkim należy szanować tak samo i zachowywać się godnie, o ile druga strona działa w ten sam sposób. Szczerze? W tym, może i trywialnym przypadku doskonale widać, że światem rządzi psychoza „politycznej poprawności” – trudno jest zrobić cokolwiek, co nie wkurzy jakiejkolwiek mniejszości. Możliwość wykluczenia konkretnej grupy odbiorców z kampanii reklamowej nie jest przejawem rasizmu, lecz logicznego rozumowania platformy – na co wskazywałem w tekście na temat funkcji wykluczenia pewnych grup w kampaniach.

Między różnymi narodowościami, grupami etnicznymi zachodzą nie tylko różnice ze względu na geograficzne pochodzenie, język, wygląd zewnętrzny, czy też etniczność. Jesteśmy również zupełnie innymi konsumentami i to, co spodoba się na przykład Afroamerykanom, niekoniecznie przemówi do nas. Różnimy się i nie ma co wmawiać wszystkim na siłę, że różnic nie ma. Trzeba jednak to robić zdrowo, nie zatracając przy tym tożsamości żadnej z grup. A okazuje się, że w pędzie za polityczną poprawnością nierzadko uderzamy głową w mur.

A przecież Facebook doskonale walczy z przypadkami rasizmu w swojej platformie. Jasno w regulaminie ustala zasady takich kampanii i mówi o tym, że nie mogą one intencjonalnie wykluczać konkretnych grup odbiorców – w taki sposób, by można to było poczytać jako przejaw dyskryminacji. Zapis w regulaminie wystarczy – przynajmniej z mojego punktu widzenia. Tego tematu nie czują w ten sposób jednak organizacje, które działają na rzecz likwidowania przejawów rasizmu. Dla nich możliwość wykluczenia kogokolwiek – nawet gdy ma się ku temu logiczne powody jest po prostu zła.

Przedmiotem kłótni na temat rsizmu są nawet… leki, które albo działają lepiej u osób rasy czarnej, albo gorzej, stwarzając ryzyko powikłań. Szczególnie dotyczy to niektórych leków na nadciśnienie, które ze względu na pewne różnice w metabolizmie pomiędzy białymi, a czarnymi działają nieco inaczej. To też rasizm? Czy po prostu jasno przedstawiona różnica?