26

Facebook Messenger dla Windows już jest. Pośle inne komunikatory do piachu?

O desktopowej wersji komunikatora dla facebookowego chatu pisałem już jakiś czas temu. Wtedy jednak była to jedynie zapowiedź tego, co nasz czeka w niedalekiej przyszłości. Teraz aplikację mogą pobrać i przetestować wszyscy. Jak sprawdza się w praktyce? Czy jest czymś więcej niż tylko wycinkiem kilku funkcji dostępnych z poziomu przeglądarki. I w końcu – czy […]

O desktopowej wersji komunikatora dla facebookowego chatu pisałem już jakiś czas temu. Wtedy jednak była to jedynie zapowiedź tego, co nasz czeka w niedalekiej przyszłości. Teraz aplikację mogą pobrać i przetestować wszyscy. Jak sprawdza się w praktyce? Czy jest czymś więcej niż tylko wycinkiem kilku funkcji dostępnych z poziomu przeglądarki. I w końcu – czy korzystanie z Messengera jest wygodne?

Początkowo bardzo sceptycznie podchodziłem do pomysłu komunikatora Facebooka dla Windows. Wydawało mi się bowiem, ze trudno znaleźć użytkowników dla takiego projektu, a jeszcze trudniej przekonać ich, by porzucili inne komunikatory na rzecz samego tylko Facebooka. Okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Sądząc po bardzo pozytywnych komentarzach na Antywebie, a także tych pojawiających się w sieci pod innymi informacjami na ten temat, można odnieść wrażenie, że grunt jest bardzo podatny i pomysł się przyjmie.

Dziś już każdy może samodzielnie przetestować Facebook Messengera, pobierając go z serwera serwisu. Niestety w chwili gdy piszę te słowa nie działa oficjalna podstrona informacyjna dotycząca aplikacji. Zamiast tego pod linkiem www.facebook.com/help/messenger-for-windows znajdziemy komunikat „Wystąpił błąd przy próbie otworzenia strony lub sekcji najczęściej zadawanych pytań”.

Słowo jakie najbardziej pasuje do opisu programu to… minimalizm. Całość jest tak nieskomplikowana i przyjemna w obsłudze, że trudno, aby ktokolwiek mógł się poczuć zagubiony. Z resztą mainstreamowe podejście, które ma zadowolić nawet komputerowych laików widać już podczas instalacji – klikamy dwa razy na ikonkę i czekamy. Po chwili w zasobniku pojawi się ikonka, co będzie świadczyło o zakończeniu procesu – żadnych licencji, wyboru miejsca na pliki itp. Wracając jednak do samego programu. Ogranicza się on do dwóch okienek – listy kontaktów i aktywności znajomych wraz z charakterystyczną belką powiadomień, a także, co oczywiste, okienka rozmowy wyposażone w charakterystyczne, umieszczone przy dolnej krawędzi zakładki. I to by było na tyle. Nie uświadczymy tutaj zatem żadnych ustawień, statusów i innych typowych dla programów z tej kategorii funkcji. Można za to, co jest bardzo fajnym rozwiązaniem, przypiąć listę kontaktów do prawej krawędzi ekranu, tak by była ciągle widoczna. W erze panoramicznych ekranów jest to bardzo praktyczne i w ogóle nie przeszkadza w np. efektywnym przeglądaniu stron internetowych w okienku obok.

Taki stan rzeczy można tłumaczyć wczesną wersją programu, przed którym pewnie jeszcze bardzo długa droga, aby uzyskał taki kształt i formę, jak zakładają programiści. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak to, że Facebook Messenger z założenia ma być rozwiązaniem minimalistycznym – zarówno jeśli chodzi o wygląd interfejsu jak i zaimplementowane funkcje. Z jednej strony to dobrze, bo, jak już wspomniałem, jego obsługa nie nastręczy nikomu trudności. Jest jednak jeszcze druga strona medalu, czyli użytkownicy uświadomieni technologicznie (w większości przypadków geecy), którzy chcieliby np. wybrać inną partycję na pliki programu czy chociażby w prosty sposób wyrzucić go z autostartu (co na szczęście można zrobić pozbywając się skrótu umieszczonego w tamtejszym folderze, ale sam program nie oferuje takiej opcji).

Wiele do życzenia pozostawia też zapotrzebowanie programu na pamięć. Co prawda czasy, gdy posiadanie kości 512 MB było standardem już dawno minęły, ale to nie znaczy, że komunikator powinien nam pożerać 95 MB RAM-u. Dla porównania WTW, z którego korzystam na co dzień potrzebuje jedynie 23 MB. 

Mimo tych bolączek Facebook Messenger sprawdza się świetnie jako podstawowy komunikator. Cóż, jesteśmy już na tym etapie uzależnienia od serwisu Zuckerberga, że właściwie 90 proc. naszych znajomych, z którymi chcemy utrzymywać kontakt ma tam swoje konto. Co więcej, aby się z nimi porozumieć nie potrzebujemy zapamiętywać numerów GG, identyfikatorów XMPP czy chociażby numerów telefonu. Wystarczy imię i nazwisko – a z tym chyba nie powinno być problemu. Czy to zatem oznacza, że wszystkie dotychczasowe formy komunikacji biorą w łeb, bo Facebook jest wygodniejszy? W zasadzie ku temu zmierzamy. Jeśli dodamy do tego Gtalka od Google, otrzymamy kompleksowe narzędzie do utrzymywania kontaktów zarówno towarzyskich jak i po części tych bardziej związanych z pracą przez internet.

Póki co jednak nie zapowiada się, aby Gadu-Gadu, AQQ, WTW i inne powinny kopać dla siebie grób. Zmiany w mainstreamie przychodzą bardzo powoli i jeszcze upłynie nieco wody w Wiśle, zanim przerzucimy się całkowicie na nowe formy komunikacji. A do tego czasu, być może, twórcy tradycyjnych komunikatorów znajdą sposób by zatrzymać nas na dłużej przy swoich produktach.