161

Polacy dumają nad budową elektrowni atomowej. Szwajcarzy z nich rezygnują…

Czy Polska doczeka się elektrowni atomowej? Oto jest pytanie. Nawet jeśli niebawem zapadną jakieś decyzje, nie jest pewne, że będą aktualne po kolejnych wyborach, że znajdą się pieniądze na inwestycję, że budowa nie zostanie z jakichś powodów przerwana. Bo może się okazać, że w czasie, gdy nasi decydenci podejmą odpowiednie kroki, świat zacznie się odwracać od atomu. Szwajcarzy zdecydowali ostatnio, że elektrownie jądrowe powinny być zastąpione innym źródłem energii. W tym samym czasie z Wielkiej Brytanii płyną wieści o potężnych wiatrakach...

Energia elektryczna to dzisiaj „krew” naszej cywilizacji – jej brak w krótkim czasie doprowadziłby pewnie do katastrofy, bo miliardy ludzi na Ziemi miałyby problem z funkcjonowaniem bez prądu. Coraz częściej pojawiają się jednak dyskusje na temat źródeł zasilania. Paliwa kopalne są w odwrocie i nie dotyczy to wyłącznie węgla. Energia atomowa jest na cenzurowanym po katastrofie w Fukushimie, chociaż nadal przez wielu uznawana jest za czystą, tanią i pewną. Przekonuje do niej chociażby szereg ekspertów w Polsce. Ale Szwajcarzy postanowili przerzucić się na OZE.

Szwajcaria obecnie posiada 5 elektrowni atomowych, zaspokajają one 1/3 potrzeb energetycznych kraju. Pod koniec ubiegłego roku Helweci mieli w referendum zdecydować, czy chcą przyspieszenia procesu zamykania elektrowni atomowych. Wówczas większość głosujących była przeciwna. Ostatnie dni przyniosły jednak kolejne głosowanie. Tym razem chodziło o odejście od eksploatowania reaktorów, gdy te będą wymagały zamknięcia i jednocześnie przejście na inne źródła energii elektrycznej. Do tych propozycji obywatele odnieśli się pozytywnie, więc można zakładać, że nowe elektrownie jądrowe w Szwajcarii nie powstaną.

Chociaż za zmianami opowiedziało się 58% głosujących, nie mogło zabraknąć głośnej krytyki ze strony przeciwników tej decyzji. Wskazują oni m.in. na destrukcyjny wpływ OZE na krajobraz. Farmy wiatrowe czy solarne mogą psuć wygląd przestrzeni, a na tej Szwajcaria przecież zarabia jako kraj przyciągający turystów. Czy tych ostatnich zacznie ubywać, gdy naturalne piękno gór i dolin popsują wiatraki? Kwestia dyskusyjna. W tym wszystkim trzeba też uwzględnić wątek ekonomiczny: energia elektryczna pochodząca z odnawialnych źródeł jest dzisiaj droższa. Ale czy tak będzie zawsze?

Równie ciekawie co wieści ze Szwajcarii, brzmią doniesienia z Wielkiej Brytanii. A tam, w okolicach Liverpoolu, rozbudowywana jest morska farma wiatrowa. Stoi za tym duńska firma Dong Energy, inwestycja przyciąga uwagę rozmiarami wiatraków. Mierzą ponad 190 metrów, długość łopat to blisko 80 metrów, turbiny mają moc 8 megawatów. Te jednostki wyróżniają się na tle innych wiatraków (większość odznacza się ponoć mocą około 3,5 megawata). Podobno jeden obrót łopat generuje tyle energii, by zaspokoić potrzeby jednego gospodarstwa domowego na dłużej niż dobę. Robi wrażenie.

Brytyjska farma doczeka się 32 takich turbin, łączna moc czerpana w tym kraju z wiatraków ulokowanych na morzu to 5,3 GW, a ten wynik ma być niebawem mocno podkręcony. W dłuższej perspektywie można się spodziewać stawiania coraz większych i potężniejszych turbin, wspomina się o mocy nawet 15 MW. To oznacza spadek kosztów: mniej wiatraków wyprodukuje więcej energii – prąd z OZE stanie się tańszy, bardziej konkurencyjny.

Można stwierdzić, że np. Szwajcarów to nie urządza, bo nie mają nawet dostępu do morza. W Polsce też nie wieje tak, jak w Wielkiej Brytanii czy w Danii, która potrafi wykorzystać siłę wiatru. Ale doniesienia z Wysp pokazują, że OZE rozwija się prężnie. Pozytywne wieści płyną też z rynku paneli słonecznych, których wydajność rośnie. Zielona energia elektryczna powinna tanieć. Możemy jeszcze usłyszeć od naszych polityków, że taktycznie opóźniali decyzję o rozpoczęciu budowy elektrowni atomowej…