7

Linie Emirates to nie tylko dobry marketing – firma zarabia solidne pieniądze i podnosi innym poprzeczkę

Jakiś czas temu lot dookoła świata wznowił samolot Solar Impulse 2 - maszyna niezwykła, bo napędzana energią słoneczną. Jej twórcom udało się pokonać Pacyfik i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za kilka miesięcy solarny samolot wyląduje na Bliskim Wschodzie. Przyszłość awiacji? Zdania są podzielone, ale jedno jest pewne: jeśli to przyszłość, to raczej odległa. Niebo przez długie lata zdominowane będzie przez "tradycyjne" samoloty, a swój udział będzie w tym miała linia Emirates - gigant, który potrafi zadziwić.

Emirates to w ostatnich latach jedna z najgłośniejszych marek. Mam tu na myśli zainteresowanie, jakie potrafi na sobie skupić. Na rynku lotniczym chyba trudno wskazać gracza, który robiłby to równie skutecznie i konsekwentnie. Zaznaczam przy tym, że nie piszę tego jako ekspert, bo rynek znam słabo – oceniam w punktu widzenia odbiorcy, potencjalnego klienta. Słyszę samolot/lot/linia lotnicza i często myślę o tej firmie, a nie np. o rodzimym przewoźniku. Najlepsze jest przy tym to, że nie leciałem nigdy z Emirates. Potrafili się przebić do świadomości, a pomogły w tym akcje typu lot w towarzystwie ludzi z Jetpackami. Takie rzeczy zostają w pamięci.

Jednak da się zarabiać duże pieniądze na lataniu

Temat poruszam głównie z uwagi na raport finansowy firmy (zakończono rok fiskalny 2015-16). Dowiadujemy się z niego np., że Grupa Emirates odnotowała zysk 28. rok z rzędu. Należy przy tym podkreślić, że poprzedni rok to nie było balansowanie na granicy opłacalności i lekkie wybicie się nad kreskę:

W opublikowanym dziś sprawozdaniu rocznym za 2015-16 r. Grupa Emirates wykazała zysk w wysokości 8,2 mld AED (2,2 mld USD) za rok podatkowy trwający do 31 marca 2016 r., co stanowi wzrost aż o 50% w stosunku do zeszłego roku. Przychody Grupy wyniosły 93 mld AED (25,3 mld USD), o 3% mniej w stosunku do wyników z zeszłego roku, a stan środków pieniężnych Grupy znacząco wzrósł do poziomu 23,5 mld AED (6,4 mld USD).

Ponad dwa miliardy dolarów zysku i to w skali roku nie muszą robić wrażenia, gdy porównamy to z wynikami gigantów technologicznych – przecież Apple zarabia tyle w kilka tygodni. Microsoft albo Google mają większe zyski kwartalne. Ale to trochę inna bajka, w pozostałych gałęziach gospodarki nie jest tak kolorowo, marża nie wynosi zazwyczaj kilkadziesiąt procent, a ostra konkurencja i sporo zmiennych robią swoje.

Na dobre wyniki Emirates pozytywnie wpłynęły niskie ceny paliw, ale jednocześnie korporacja przekonuje, że problemem jest mocny dolar:

Nieustanne umacnianie dolara amerykańskiego względem walut na większości spośród kluczowych rynków, na których działa przewoźnik, spowodowało zmniejszenie przychodu Emirates o 6,0 mld AED (1,6 mld USD) i obniżenie zysków o 4,2 mld AED (1,1 mld USD).

Z drugiej strony całkowite koszty operacyjne spadły o 8% w porównaniu z rokiem podatkowym 2014-15. Średnia cena paliwa lotniczego w ciągu roku zmniejszyła się, co przyczyniło się do wzrostu zysków linii. Wydatki Emirates na paliwo spadły w ciągu ostatniego roku o 31% do poziomu 19,7 mld AED (5,4 mld USD). Paliwo stanowi obecnie 26% kosztów operacyjnych (w roku 2014-15 było to 35%), jednak nadal ma kluczowy udział w wydatkach ponoszonych przez linie.

Można zatem stwierdzić, że globalna sytuacja gospodarcza nie wpływa na Grupę Emirates jednoznacznie dobrze lub jednoznacznie źle. Warto jednak zaznaczyć, iż przewoźnik chwali się, że dobre wyniki udało się osiągnąć bez udziału pomocy ze strony państwa. To skłania do myślenia.

Emirates nie jest starym wyjadaczem, ale potrafi

Zagłębiając się w informacje dotyczące linii Emirates, dość szybko zwróci się uwagę na rok powstania linii: 1985. A zatem całkiem niedawno. To nie jest przewoźnik o wielkich tradycjach (LOT jest znacznie starszy), biznes zaczynał dość skromnie, ale udało mu się wejść na szczyt. To wyłącznie kwestia marketingu? Nie, swoje robi np. nowoczesna flota:

W ciągu ostatniego roku Emirates otrzymały rekordową liczbę 29 nowych samolotów, w tym 16 Airbusów A380, 12 Boeingów 777-300ER i jednego Boeinga 777F, dzięki czemu na koniec marca stan floty przewoźnika wyniósł 251 maszyn. W tym samym okresie linie wycofały dziewięć maszyn, tym samym obniżając średni wiek floty do 74 miesięcy, czyli około połowy średniej w całej branży lotniczej, która wynosi 140 miesięcy. Linia pozostaje największym na świecie operatorem Boeinga 777 i A380 – oba samoloty są dziś jednymi z najbardziej nowoczesnych i wydajnych szerokokadłubowych maszyn tego typu.

Młoda firma z nowymi samolotami – inwestycje popłacają. To samo dotyczy głównego lotniska linii, portu lotniczego w Dubaju. Na jego modernizację i rozbudowę przeznaczane są miliardy dolarów i to procentuje. Jeżeli spojrzymy w statystyki, okaże się, że to lotnisko o największym przepływie pasażerów międzynarodowych – w ubiegłym roku było ich już blisko 80 mln. Można zestawić liczbę z wynikami polskich lotnisk i to będzie nokaut. Temat rodzimych portów lotniczych podejmowałem w innym wpisie i zastanawiałem się wówczas, czy jest nam potrzebny kolejny duży port. Ktoś stwierdzi, że Dubaj dowodem na to, że taki obiekt przydałby się Polsce – skoro tam liczba pasażerów rośnie i następuje rozbudowa, to powinniśmy wziąć przykład. Ale Dubaj leży w innym miejscu i ma atut w postaci wielkiej linii lotniczej – Emirates odpowiada za sporą część lotów, pasażerów, towarów odprawianych z portu. Kto miałby tę rolę pełnić u nas?

Nie tylko ropa naftowa

Czytając o lotnisku w Dubaju, dowiedziałem się, jak wielki wpływ ma ten port na rozwój miasta i emiratu. Mowa zarówno o PKB, jak i o zatrudnieniu. Stworzono firmę, która stała się filarem gospodarki. Niczym swego czasu Nokia w Finlandii. Istotne jest to, że dokonał tego kraj kojarzony z petrodolarami – szejkowie pokazali, że potrafią sobie radzić poza sektorem paliw. Ciekawy wątek w kontekście niedawnego testu dotyczącego rozwoju Arabii Saudyjskiej po erze ropy naftowej. Na przemiany mają być przeznaczone wielkie pieniądze, ale na razie plan jest dość mętny. Położone niedaleko Zjednoczone Emiraty Arabskie, pokazują, że można. I nie chodzi jedynie o linie Emirates. Zastanawia przy tym, czy zrealizowany zostanie plan stworzenia sztucznej góry w tym regionie…

Rozwój Emirates pokazuje, że można się odnaleźć nawet w biznesie, do którego wchodzi się stosunków późno. Nowoczesne rozwiązania, inwestycje, właściwe podejście do klienta, przemyślany marketing, sprawiły, że młoda linia lotnicza weszła na szczyt. Pewnie podobnie mogłoby to zadziałać także w innych biznesach, IT dobrym przykładem. Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że nowoczesność nie kończy się na sektorze nowych technologii, na Dolinie Krzemowej – może ją wprowadzać nawet firma z Bliskiego Wschodu w, wydawałoby się, skostniałym segmencie rynku. Należy pamiętać też o tym, że ów „tradycyjny” środek transportu długo pozostanie jednym z najważniejszych – możemy pisać o rewolucjach na tym polu, ale droga do nich daleka i wyboista. To chyba dobra informacja dla Emirates…