40

Elon Musk zachował się jak burak. I nie chce wyjść z tego z honorem

Pewnie już zapomnieliście o brawurowej akcji ratunkowej w Tajlandii z 2018 roku, kiedy to drużyna piłkarska młodzików została uwięziona wraz z trenerem w jaskiniach. W sprawę zaangażował się wtedy Elon Musk, który zaproponował plan ratunkowy dla nieszczęśników. Jeden z uczestników akcji pozwolił sobie wtedy skrytykować go (bazując na własnym bogatym doświadczeniu w tych sprawach), Elon Musk wtedy nazwał go publicznie... pedziem / pedofilem (pedo guy).

Vernon Unsworth, bo mowa właśnie o tym uczestniku akcji ratunkowej w odpowiedzi na obrazę Elona Muska wytoczył mu proces o zniesławienie. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa – Unsworth miał pełne prawo poczuć się urażony tym, że sam Elon Musk zdecydował się zaadresować do niego obrazę. Za taką samą, wystosowaną na ulicy, prosto w twarz Musk musiałby się liczyć z tym, że jego adwersarz odpłaci mu soczystym ciosem prosto w nos. Sam nie wiem, o czym Musk myślał decydując się na obrażenie człowieka, który ma pełne prawo do oceny planu akcji ratunkowej, zgodnie ze swoimi kompetencjami.

Czytaj więcej: Elon Musk to zwyczajny dupek

(tak zupełnie przy okazji, Grzegorz Marczak zdaje się zgadzać z moim punktem widzenia)

Przytoczę Wam przy tej okazji pewną anegdotkę z mojego życia – odrobinę się jej wstydzę. Ale między innymi dzięki niej nauczyłem się, że zawsze warto zachowywać się przynajmniej przyzwoicie. Otóż, gdy jeszcze mieszkałem z rodzicami na popeerelowskim blokowisku pod Sandomierzem, mieliśmy takiego sąsiada, którego nikt nie lubił. Mój ojciec też za nim specjalnie nie przepadał, facet był po prostu „nieżyciowy”. Siał ferment w mikrospołeczności jaką byli mieszkańcy pierwszej klatki jednego z większych bloków w mojej rodzinnej miejscowości. Z nudów, z głupoty, albo z sam nie wiem czego, z kolegami postanowiliśmy, że… nasikamy mu do piwnicy. Drzwi komórek lokatorskich były pozbijane z drewnianych desek i spokojnie można było podejrzeć zawartość składzika. Można tam było również swobodnie… nasikać. Ech, wiem jak to brzmi, nie bijcie mnie.

Po zroszeniu znienawidzonej komórki lokatorskiej z kumplami, sąsiad oczywiście dostał białej gorączki. Podejrzenie padło (a jakże) na ekipę rozrabiającą pod blokiem. Były groźby, były wyzwiska, próby wyciśnięcia z nas okoliczności zdarzenia (nie przyznawaliśmy się rzecz jasna). Sytuację zauważył mój ojciec, który oczywiście nie miał interesu w tym, aby pakować mnie w kłopoty i jednocześnie zachować się w porządku wobec sąsiada. Spokojnie nakłonił mnie do tego, bym się przyznał z kumplami, obiecał że nie zastosuje żadnego środka represyjnego i że będzie towarzyszył nam w procesie „przyznawania się”. Wyszedł z założenia, że nawet jeżeli zrobiłem coś głupiego, nieprzemyślanego i po prostu chamskiego, powinienem mieć odwagę do tego, by się przyznać i być w porządku. Nie zapomnę tego do dziś.

Elon Musk

Ale wróćmy do Muska. Co Was obchodzi sytuacja sprzed 15 lat?

Musk chyba nie uzyskał podobnego wychowania, bo zamiast Unswortha przeprosić za nazwanie go „pedziem”, idzie w zaparte i pisze oświadczenia, w których próbuje usprawiedliwić swoje słowa. Według Elona „pedo guy” nie oznacza pedzia / pedofila i jest to jedynie powszechnie stosowana obelga w RPA. Coś, jakby nazwać mnie „obszczymurem”, skoro jesteśmy już przy rzeczach z kręgu „złoty deszczyk”.

Jakby tego było mało, Elon Musk postanowił, że Unswortha prześwietli – jak się okazuje, wynajął detektywa któremu zapłacił ok. 50 tys. dolarów za wyciągnięcie z jego życia wszelkich brudów. Muskowi ponoć zależało na udowodnieniu, że Vernon jednak ma skłonności pedofilskie – miał swego czasu spotykać się z 12 – latką, jednak nie potwierdzono tych rewelacji. Czujecie to? W odpowiedzi na słuszne zarzuty o zniesławienie, Musk odwraca kota ogonem i próbuje udowodnić, że Unsworth jednak ma coś na sumieniu. Na co liczy CEO SpaceX? Że Unsworth się wystraszy i przestanie dochodzić swoich praw?

Sąd federalny w USA rozpatrzy sprawę zniesławienia już 28 października i oceni kto w tym sporze ma rację. Ja natomiast wiem, kto w tej sytuacji zachował się nie tak jak trzeba. Nie byłoby tej całej szopki, gdyby nie to, że Musk postanowił walczyć w sposób niefair. A wystarczyło… po prostu gościa przeprosić. Uderzyć się w pierś, powiedzieć: „ok, to moja wina” i dzisiaj pewnie byśmy o tej sprawie nie wspomnieli. Sam piszę ten artykuł w poczuciu, że Elonowi uderzyła do głowy sodówka i zdecydował się na wykorzystanie swojej pozycji do zdyskredytowania słusznie urażonego człowieka. I wiecie co? Mam szczerą nadzieję, że Musk będzie musiał uznać swoją winę i przynajmniej przeprosić Unswortha. Czy zrobi to szczerze – cóż… nie robię sobie wielkich nadziei.