248

Elektryczne hulajnogi SĄ niebezpieczne. Musimy coś z nimi zrobić

Są naprawdę fajne, ich użytkownicy twierdzą, że ułatwiają im życie. Ale niestety, tego typu pojazdy mają też swoje wady, które rzutują również na innych użytkowników chodników oraz ścieżek rowerowych (bo tam też są takie hulajnogi wykorzystywane). Co jest nie tak z "elektrycznymi pojazdami osobistymi"?

W ostatnim czasie obserwuję drastyczny wzrost zainteresowania elektrycznymi pojazdami osobistymi (w tym kręgu znajdują się nie tylko hulajnogi elektryczne, ale również hoverboardy, deskorolki). Na ulicach coraz częściej spotykam osoby wykorzystujące do przemieszczania się. Owszem – fajnie to wygląda i mogę przyznać, że jest to bardzo wygodna, praktyczna metoda docierania do pracy, szkoły, gdziekolwiek. Niemniej, wygoda jednego użytkownika nie może odbywać się kosztem wygody innych – szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo. Rozpędzające się do ok. 25 km/h maszyny (i ani kilometra więcej – wszystko w imię zgodności z lokalnym prawem) mogą być niebezpieczne i jak wskazują informacje z zagranicy, stanowi to realny problem.

Jak wynika z danych Austin Public Health Department oraz CDC (USA), jeden przejazd pojazdem elektrycznym na 5000 zakończył się kontuzją użytkownika. W ciągu tylko jesieni zeszłego roku, 190 osób zostało poszkodowanych, przy czym tylko jedna miała na sobie kask. Twórcy badania wskazują, że założony kask powinien być obowiązkiem wszystkich osób, które wykorzystują do przemieszczania się elektryczne pojazdy – utrata równowagi, wypadek to sytuacje, w których solidna ochrona może przesądzić o rozmiarze szkód.

Wśród osób, które uległy wypadkowi, 48 procent ucierpiało z powodu urazu głowy. Co więcej, 70 procent uszkodziło sobie kończyny górne, 55 procent – dolne. 35 procent doznało złamania kości, a 19 procent więcej niż jednej (nie licząc palców). Trudno jest wskazać jednoznaczną przyczynę tych wypadków – z całą pewnością każdy z tych przypadków był nieco inny i nie da się znaleźć wspólnego mianownika dla nich wszystkich. Pewne jest jednak to, że z elektrycznymi pojazdami jest pewien problem w kontekście ich bezpieczeństwa i warto wskazać, że jest on wielowymiarowy.

Elektryczne hulajnogi – co jest z nimi nie tak?

25 km/h to całkiem sporo, uwierzcie. Manewrowanie takimi pojazdami jak elektryczne hulajnogi, deskorolki czy hoverboardy jest nieco trudniejsze niż w przypadku np. rowerów. Te ostatnie mają o tyle „łatwiej”, że dla nich w miastach często buduje się dedykowane ścieżki, z których użytkownicy elektrycznych pojazdów osobistych nie mogą korzystać (prawo traktuje ich w kategorii „bardzo szybkich pieszych”). Zdarza się, że „zelektryfikowani piesi” mimo wszystko korzystają ze ścieżek rowerowych czym irytują uprawnionych do przebywania na nich cyklistów, również nieprzewidywalnością na drodze.

elektryczne hulajnogi

Ale nie tylko rowerzyści mają problem z elektrycznymi pojazdami. Również piesi wskazują na to, że nierzadko obawiają się takich użytkowników – szybko manewrują między pieszymi i rzadziej zwracają uwagę na przepisy ruchu drogowego. Sam widziałem niedawno nastolatka, który przeciął przejście dla pieszych na ruchliwym skrzyżowaniu bez sygnalizacji świetlnej, właściwie bez upewnienia się, że może bezpiecznie się po nim poruszać. Oczywiście, nie był on chroniony przed urazami w żaden sposób i nie mówię tutaj o ochraniaczach na łokcie, kolana. Mam na myśli coś tak elementarnego jak kask.

W mocno zurbanizowanych ośrodkach problem urósł do takich rozmiarów, że niektóre kraje zdecydowały się wprowadzić dodatkowe regulacje. Francuzi na przykład już od września na elektrycznych hulajnogach będą mogli jeździć jedynie po wyznaczonych do tego ścieżkach oraz drogach o maksymalnej dopuszczalnej prędkości wynoszącej 50 km/h. W Paryżu podobne prawo obowiązuje już teraz – zostało ono wprowadzone bez oczekiwania na bardziej globalne rozwiązania legislacyjne. Wprowadzenie obostrzeń jest bezpośrednio związane z popularyzacją tego typu środków transportu osobistego: jak wskazuje portal Money.pl tylko w stolicy Francji jest ich obecnie 15 tys., przeważają te dostępne „do wynajęcia”. Do końca roku ma być ich ok. 40 000.

Brak ochrony, wysoka prędkość…

„Szybcy piesi”, jakimi są użytkownicy elektrycznych pojazdach stwarzają realne zagrożenie – dla siebie i dla innych użytkowników chodników. Bardzo niepokojące jest to, że wiele takich osób to zwyczajnie… dzieci, które bardzo często nie mają wystarczająco wyobraźni, by uzmysłowić sobie ewentualne skutki wypadku z ich udziałem. Jeszcze bardziej przerażające jest to, że niezwykle rzadko widuje się najmłodszych z kaskami na głowie. Dodatkowo, wysoka prędkość rozwijana przez silniki elektryczne tych pojazdów jest sporym problemem również dla innych pieszych, którzy mogą się nie spodziewać takiego użytkownika chodnika za sobą (np. nagle skręcając w kierunku przejścia dla pieszych w lewo lub prawo). Użytkownik hulajnogi może mieć zbyt mało czasu na to, aby zareagować na ruchy pieszych.

Trudno jest jednak wprowadzić prawo, które rozwiązywałoby ten problem. Użytkownicy hulajnóg z pewnością nie chcieliby zostać obarczeni obostrzeniami i o nich również należy pamiętać. Zezwolenie im na poruszanie się po ścieżkach rowerowych może doprowadzić do innych, groźnych sytuacji. Zabronienie im wykorzystywania chodników może się na wiele nie zdać. W Polsce brakuje również infrastruktury dedykowanej głównie zelektryfikowanym pieszym. Niemniej, należy pamiętać o tym, że problem istnieje i coś wypada z nim zrobić.