technologie
37

Nie wierzę w cuda. Dzisiejsza elektronika daleka jest od doskonałości, dlatego jej nie ufam

Zamiast kluczy, biletów i pieniędzy — aplikacje w smartfonie. A co jeżeli technologia zawiedzie?

Nie, nie jestem technofobem. Chętnie otaczam się technologią na co dzień — regularnie sprawdzam nowe rozwiązania i jeśli tylko mogę i wydają mi się rozsądne — wykorzystuję je w życiu codziennym. Czytając jednak o kolejnych udogodnieniach nie zawsze jestem pełen entuzjazmu. Jest bowiem pewna granica, której przekroczenie jest dla mnie przesadą — i to wcale nie dlatego, że rozwiązania te są złe czy niewygodne. Nie, nic z tych rzeczy. Największym problemem którego się w tym upatruję, jest całkowite uzależnienie od technologii i brak jakichkolwiek alternatyw w razie problemów, które przecież się zdarzają. A powoli już teraz jego skutki są dla mnie odczuwalne przy, nawet drobnych, kłopotach technicznych.

technologie

Nie mówię „nie”. Ale przyda się odrobina rozwagi

Producenci właściwie w każdej branży coraz chętniej korzystają ze smart rozwiązań. Płatności bezgotówkowe rosną w siłę — a ich użytkownicy coraz częściej decydują się na skorzystanie z usług typu Google Pay czy Apple Pay, bo nie potrzebują do tego żadnych kart czy dodatkowych elementów — wszystko mają w smartfonie, z którym przecież i tak się nie rozstają. Nie pamiętam już kiedy korzystałem z włącznika do światła w pokoju — po co, skoro wszystko mogę załatwić zdalnie w dedykowanej zmontowanym żarówkom aplikacji. Podobnie zresztą sprawa ma się z kluczem od klatki schodowej (tzw. pastylka rozwiązuje sprawę skutecznie), a kupowanie biletów w komunikacji miejskiej za pośrednictwem SkyCash to najskuteczniejsza droga. Przykłady tego typu rozwiązań mogę mnożyć i mnożyć. To bez wątpienia wygodne rozwiązania — i nie chciałbym z nich rezygnować. Ale zawsze gdzieś z tyłu głowy mam świadomość tego, że może zabraknąć prądu — więc jakkolwiek noszenie dodatkowego klucza w pęku nie jest uciążliwe, mam go przy sobie, bo w razie problemów nie dostanę się do mieszkania. Jakąś pulę gotówki też lubię jednak mieć w portfelu, na wypadek kłopotów technicznych w sklepie, gdzie już zdarzyło mi się zostawić taśmę pełną zakupów, kiedy przy kasie poinformowano mnie, że terminale nie działają. Wspominałem także o problemie z zakupem biletu, o którym przekonałem się już wsiadając do autobusu. Problemy techniczne się zdarzają wszędzie, a pozbawianie się jakichkolwiek alternatyw w przypadku rozładowanego telefonu czy problemów z łącznością budzi we mnie niechęć i sporo wątpliwości.

uzależnienie od technologii

Czy korzystając z płatności w telefonie wyjmuję karty z portfela? Nie. Czy chciałbym mieć samochód, którego producent kompletnie zrezygnuje z fizycznych kluczy na rzecz smart-rozwiązań w telefonie? Też nie. Bo pomijając już kwestię rozładowanego urządzenia, nie wierzę też w stuprocentowe bezpieczeństwo takich rozwiązań — a regularnie napływające informacje o wyciekach danych nie napawają mnie w tej kwestii optymizmem. Przyznam szczerze, że nie rozumiem też ludzi decydujących się na inwestycje w zamki otwieranie wyłącznie smartfonem — zeszłoroczny przykład błędu w oprogramowaniu jednego z takich rozwiązań skutecznie mnie od niego odciągnął na długo.

Dla mnie idealnym kluczem pozostaje zatem co? Oczywiście — umiar i rozwaga. Jak najbardziej jestem za udoskonaleniami, które ułatwią nam życie — ale kompletny brak alternatyw jawi mi się przerażającym. My, jako ludzie, nie jesteśmy doskonali — ale dzisiejszym technologiom do doskonałości też jeszcze daleko, dlatego cały czas mam do nich ograniczone zaufanie. Aby nie zdenerwować się za bardzo, kiedy coś jednak pójdzie nie tak, jak powinno.