50

Ekosystem jako inwestycja – czy mamy się z czego cieszyć?

Być może już niektórzy z Was kojarzą mnie jako osobę, która na co dzień obcuje z produktami oraz usługami nielubianego w dalszym ciągu Microsoftu. Przeto błagam Was, byście oszczędzili mi komentarzy, w których zarzucacie mi podlizywanie się gigantowi z Redmond – nie robię tego, nie otrzymuję za to złamanego grosza (także i dlatego nie „lubię […]

Być może już niektórzy z Was kojarzą mnie jako osobę, która na co dzień obcuje z produktami oraz usługami nielubianego w dalszym ciągu Microsoftu. Przeto błagam Was, byście oszczędzili mi komentarzy, w których zarzucacie mi podlizywanie się gigantowi z Redmond – nie robię tego, nie otrzymuję za to złamanego grosza (także i dlatego nie „lubię go” więcej, niż powinienem). Natomiast moje przygody z Microsoftem skłoniły mnie do przemyślenia pewnej kwestii – czy dobranie sobie ekosystemu usług jest swego rodzaju inwestycją, a jeśli jest, to co z tego mamy?

Młody byłem

Wiecie, co skłoniło mnie do przejścia na ekosystem Microsoftu? Uznacie mnie za uczestnika ciemnej masy, zbesztacie za wybór i wyśmiejecie fakt, dla którego zmieniłem produkty oraz usługi na coś nowego, nieznanego i bez jakiejkolwiek gwarancji powodzenia. Reklama. Coś, o czym często się zapomina, a mimo wszystko bardzo ważne. Reklama telewizyjna Lumii 800. Piękna, ciekawa i inspirująca.

http://youtu.be/I1qTbs8K3go

Zapragnąłem, by i mój „everyday” był „amazing”, stąd uznałem, że „to już czas” i wyłożyłem co moje na telefon, który już w dniu jego zakupu był nieco przestarzały, równając go do planów giganta na przyszłość. Okazało się, że ciekawszych update’ów już raczej nie otrzymam.

Pierwsza generacja urządzeń z Windows Phone, działająca zresztą na owianym złą sławą systemie w wersji siódmej została bowiem pozbawiona możliwości aktualizacji do „ósemki”, a tym samym rozwój linii urządzeń działających na pierwszej odsłonie mobilnych okienek najpierw nieco spowolnił, by potem przejść w stan absolutnej stagnacji. Tym samym i ja odczuwałem skutki działania giganta – brakowało mi tych aplikacji, które już były dostępne na „ósemce”, a jeśli już się cokolwiek pojawiło, to nie działało na Windows Phone 7 tak fajnie, jak w nowszych telefonach. Zawiodłem się, szczerze i mocno, bo nie tak miało być. Moje ryzyko się nie opłaciło, bo oczekiwałem urządzenia, które oprócz świetnych parametrów (Lumia 800 jak na tamte czasy nie miała się czym wstydzić, naprawdę) zaoferuje mi także „święty spokój” w postaci perspektywicznego i rozwijanego systemu.

W międzyczasie pojawił się Windows na „nową modłę”, który bezsprzecznie podzielił w Internecie ludzi na dwa obozy. Pierwszy to ten, który w nowym Windows widzą wielkie możliwości, legendarną szybkość działania, a Modern UI nie jest taki zły. Obóz po drugiej stronie barykady pruje w nowe okienka błotnym ogniem maszynowym. Ja zawsze stałem między tymi dwoma obozami. Dostawało mi się i z jednej i drugiej strony, w myśl zasady: „kto sam, ten nasz największy wróg”. Kiedy trzeba było, ganiłem, a kiedy mogłem, to chwaliłem. I nigdy odwrotnie.

Podrosłem

I stanąłem przed wyborem. Mogłem opuścić ekosystem bez większych konsekwencji, obrać inny kierunek i znów zainwestować. Nieco zniechęcony brakiem wyraźnych profitów, bo i brak aktualizacji dla poprzedniego smartfona mnie zmartwił, ale zaciekawiony drogą, którą obrał Microsoft. Nieco inną, niż kiedyś. Wymuszoną tym, iż to nie Redmond wyznacza obecnie trendy (choć bardzo chce). Musi dostosować się do reszty, co kiedyś było nie do pomyślenia.

satya-nadella-100244649-orig

Tak oto zacząłem obserwować transformację giganta nie do ruszenia – z internalizacji w obrębie swojego (eko)systemu do jego postępującej eksternalizacji do innych. Z korporacji bez duszy do wizerunku firmy po prostu fajnej, podążającej za trendami. Z CEO, który jak nikt będzie wiedział, w którym kierunku ruszyć, by ekosystemowi zapewnić dobry rozwój, a przy okazji klientom zaoferować ciekawe rozwiązania.

Windows Phone nie był już wtedy kaleki. Windows obudowany został poprawkami, które nie kończyły się dodaniem jedynki po kropce. Nowa generacja Lumii była już nieco bardziej przemyślana, a mawiało się już wtedy o kolejnych zmianach. Zaryzykowałem po raz wtóry.

Nie zawiodłem się. Trudno dzisiaj nazwać Windows Phone systemem bez przyszłości. Chociaż osobiście irytuje mnie to, jak bardzo jego użytkownicy podniecają się kolejnymi dodawanymi doń funkcjami. Sam posiadam smartfon oparty na tym systemie i cieszę się, że otrzymałem centrum powiadomień, czy na przykład banalną funkcję blokady obrotu ekranu. Jednak… czy warto jest tak bardzo cieszyć się z czegoś, co użytkownikom należało się jak psu buda i miska, a przy okazji było już od dawien dawna obecne w propozycjach innych czołowych producentów usług (i urządzeń)?

Nie zawiodłem się z kilku powodów

Przede wszystkim, ekosystem musiał się rozwinąć. Microsoft gonił wszystko i wszystkich, bo nie mógł zrobić inaczej. Gdyby tego nie zrobił, wreszcie poległby na froncie w konfrontacji z Apple i Google, które dzisiaj wyznaczają trendy. Fakt jest jednak taki, że Microsoft zrobił to dosyć szybko i sprawnie, chociaż nie bezboleśnie.

Takie usługi jak Office, jego aplikacje webowe, OneDrive, Outlook, aplikacje Nokii (które funkcjonują jako wartość dodana do Windows Phone), Bing w zupełności mi wystarczają. A nie oznacza to wcale, że od usług, z których korzystam wymagam mniej, niż inni. Dla mnie coś ma przede wszystkim działać. Następnie ma działać dobrze. I ostatecznie – musi działać tak, jak tego chcę.

Nikt z Was się nie pomylił

Wybór Waszego ekosystemu był Waszym świadomym wyborem. Na Antywebie nie mam co szukać (chyba) osób, które przypadkowo nabyły takiego, a takiego smartfona, czy tablet. Jesteśmy raczej świadomymi konsumentami nowych technologii i wiedzieliśmy co czym pachnie. Nigdy nie powiedziałem, że Android jest zły. Wręcz przeciwnie – w czystej postaci jest przydatny jak szwajcarski scyzoryk, a jeśli widziałbym go na tablecie, to niech będzie on opakowany w Note’a 10.1. Fenomenalny sprzęt. Natomiast Apple? Majstersztyk absolutny. Elegancja, funkcjonalność i ekosystem oparty na imporcie rozwiązań z Redmond i Mountain View. Nie chodzi mi tutaj o kopiowanie pomysłów, a o dostępność aplikacji, które pozwalają na cieszenie się z usług dwóch konkurencyjnych propozycji.

Ważne jest jednak to, byśmy w swoich wyborach byli konsekwentni. Nie rozumiem ludzi, którzy korzystają z Linuxa, mają telefon z Windows Phone, a w dodatku na ich biurku stoi jeszcze MacBook. Kryzys tożsamości nie może mieć miejsca w kwestii doboru ekosystemu, żeby się z niego jak najlepiej cieszyć, należy iść w niego po całości, bez kompromisów.

Co z tą inwestycją?

W ekosystem bezsprzecznie inwestujemy. Wydajemy pieniądze na sprzęt. Przenosimy swoje dokumenty, maile, kontakty do usług w obrębie ekosystemu. Poświęcamy swoje zaangażowanie. Przywiązujemy się, a zatem cyklicznie opłacamy „abonament” za korzystanie z jego usług. Stajemy się nierzadko beta-testerami różnych rozwiązań, czasem nawet narażając się na nieprzyjemne skutki działania niektórych aplikacji, które zostają udostępnione w repozytoriach w nieco niedoskonałej formie.

selfwealth-background

W zamian dostajemy aktualizacje (do pewnego czasu), możliwość korzystania z usług w pełni, pakiet funkcji oraz czasem nowe pakiety funkcjonalności. Bazę aplikacji, nierzadko wartość dodaną w formie dedykowanych rozwiązań (o czym mowa? – chodzi mi na przykład o aplikacje Nokii w Windows Phone).

Co definiuje słuszność naszej inwestycji? Oczywiście zadowolenie z niej, które potem idzie w parze z lojalnością wobec danego rozwiązania. Jeżeli zakupimy kolejne urządzenie w obrębie jednego ekosystemu, wykazujemy zaufanie w stosunku do dostawcy produktu oraz usługi.

Ten tekst zamknę w tym, co już w tekście powiedziałem. Ekosystem dąży do jego uzupełnienia. Nie warto korzystać ze wszystkich rozwiązań, bo któraś składowa ucierpi – i to zawsze będzie ta nieco słabsza. W tandemie Android – Windows Phone zawsze przegra Windows Phone, który z usługami Google radzi sobie cienko (a teraz wszyscy pomyślmy sobie, kto jest temu winien?).

Dlatego, wybierajmy świadomie. Życzę Wam dobrych wyborów.

Grafika: 1, 2, 3