175

Świetny ekosystem Apple to coś, przez co nie zamierzam wracać do Androida

Nigdy nie uważałem, że kupowanie produktów Apple to bezsensowne przepłacanie. Ale po tym jak przez ostatnie miesiące wszedłem do ekosystemu firmy uważam, że taki argument bardzo łatwo obalić.

iPhone to nie jest najlepszy smartfon na rynku

Czasy kiedy iPhone 4 (czy posiadany przeze mnie iPhone 4s) deklasował androidową konkurencję dawno minęły. System Googla zmienił się przez te lata nie poznania, podobnie jak napędzane nim smartfony. Apple od dawna nie wyznacza standardów w mobilnych urządzeniach (no może poza tabletami) i wręcz pokracznie goni konkurencję. Fakt, ich połączenie sprzętu i systemu operacyjnego w ramach jednego urządzenia deklasuje większość producentów i podobną płynność działania oferują jedynie smartfony Pixel. Do tego Apple wciąż udowadnia, że zawrotne wielkości pamięci RAM nie są wcale potrzebne by telefon działał świetnie. Szkoda tylko, że dopiero teraz aparaty nowych iPhonów dogoniły androidową konkurencję, choć na przykład w temacie wideo udało się firmie zrobić więcej. Nie bez powodu nagrany iPhonami 11 Pro teledysk Lady Gagi wygląda tak dobrze.

Jeśli jednaj patrzeć na smartfona pod kątem podzespołów, szczególnie w stosunku do jego ceny – nowe iPhony nie są dobrą ofertą. Tańszy iPhone 11 to ustępstwa, jak choćby ekran, który do OLED-ów czy SuperAMOLEDów nie ma w ogóle startu. Dlatego kiedy ktoś mnie pyta czy warto kupić iPhona zadaję jedno podstawowe pytanie – „a zamierzasz dokupić do tego inne sprzęty Apple?” Jeśli nie, w stronę smartfona amerykańskiej firmy nie ma co patrzeć. Za mniejsze pieniądze można kupić bowiem lepsze urządzenie.

Ale temat zmienia się diametralnie kiedy iPhone staje się częścią applowskiego ekosystemu.

Smartfon, zegarek, słuchawki, tablet i komputer jako jeden zdrowy organizm

Mój portfel płacze do dziś, bo ubiegły rok był dla niego mocno Applowski. Najpierw zdecydowałem się wymienić starego już iPada 3 na iPada 9,8 2018 – tu zadziałała magia ceny i promocja, przez którą oferta była wręcz rewelacyjna. To po prostu zwykły tani tablet, jednak po premierze iPadOS zyskał drugie życie i używam go regularnie. Obrabiam na nim zdjęcia, przeglądam sieć, oglądam YouTube i zabieram w podróż by nadrabiać zaległości na Netfliksie. Pewnie gdybym umiał rysować, zdecydowałbym się na droższy model Pro i rysik, choć warto zaznaczyć, że rysik i tak mogę kupić, bo nawet ten tani model go obsługuje.

Niedługo po zakupie iPhona 11 postanowiłem odłożyć swoje Casio G-Shock do pudełka na zegarki i przeprosić się ze smartwatchami. Apple Watch 4 motywuje mnie do ćwiczeń, zamykam wszystkie trzy pierścienie jak szalony i nie przypominam sobie, bym używał jakiegokolwiek innego smartwatcha tak chętnie i tak regularnie jak produktu Apple. Irytując się sposobem łączenia i jakością spięcia bezprzewodowych słuchawek na klasycznym BT zaryzykowałem i nabyłem też Apple AirPods Pro.

Słuchawki są niezwykle wygodne, fajnie grają, mają dobrze ANC i mam je zawsze w kieszeni, co przez ich kompaktowy rozmiar i małe etui przestało stanowić problem. Do tego dochodzi stary, wysłużony rMBP 13, który po tylu latach teoretycznie powinien już być gratem nadającym się do śmietnika, a mimo to nawet na najnowszej wersji systemu operacyjnego Apple wciąż działa na tyle sprawnie, że lubię na nim pisać i obrabiać zdjęcia.

Nie wiem czy pamiętacie taką starą kreskówkę – Kapitan Planeta. Ostatnio czuję się jakby każdy z tych produktów był pierścieniem z jedną mocą, a ja codziennie rano przywołuję za ich bohatera, stanowiącego ich połączenie.

Ekosystem Apple może nie jest idealny, ale po prostu działa

Moim zdaniem funkcja urządzenia nie musi być rewolucyjna i niesamowita. Musi po prostu działać. Bez konfigurowania i kombinowania. Co z tego, że sprzęt coś potrafi, jeśli zwykły szary użytkownik (jak ja), nie może z niej skorzystać, bo konfiguracja nie jest intuicyjna, a działanie problematyczne. I na tym między innymi polega ta wyśmiewana „magia Apple”, której doskonałym przykładem jest ekosystem.

Zegarek spięty ze smartfonem nie potrzebuje instalowania dodatkowych aplikacji, na tyle sprawnie się z nim komunikuje, że cała synchronizacja działa automatycznie. Klonowanie powiadomień jest intuicyjne w ustawieniu i działaniu, nie wymaga kombinowania (jak choćby w używanych przeze mnie ostatnio Xiaomi Mi Band). To samo integracja z kalendarzem, który dodatkowo może wyświetlać najbliższe wydarzenia na małym fragmencie tarczy zegarka. Notatka dodana na smartwatchu od razu ląduje w notatkach na smartfonie, mogę za jego pomocą obsłużyć aparat (z podglądem kadru) czy przejrzeć zdjęcia z galerii. Albo taki drobiazg jak zrzut ekranu z zegarka, który momentalnie ląduje w pamięci smartfona.

Bardzo często korzystam z możliwości odbierania rozmowy telefonicznej na różnych urządzeniach. Kiedy smartfon leży gdzieś na szafce, zdarza mi się prowadzić rozmowę z poziomu zegarka, AirPodsów albo tabletu – wszystko zależy od tego, które z urządzeń mam aktualnie pod ręką. Nie mając takiej opcji, kompletnie mi na niej nie zależało – teraz podczas testów nowych smartfonów z Androidem zaczęło mi jej brakować. Kilka dni temu odwiedziłem znajomego z AppleTV, podpiąłem się do jego sieci WiFi i jednym kliknięciem przerzuciłem obraz z telefonu na telewizor. Nie jest to żadna nowość czy funkcja nieobecna u konkurencji, ale zadziałało na tyle szybko i sprawnie, że zastanawiam się nad zakupem własnego AppleTV. Szczególnie, że mam telewizor z AndroidTV, który jest chyba najgorszym systemem operacyjnym dla ekranów, jaki wymyślił człowiek.

Tych przydatnych bajerów jest oczywiście więcej. Świetnie sprawdza się przenoszenie haseł do sieci WiFi między urządzeniami – wystarczy połączyć się na jednym, by później na innym nie trzeba było ponownie wpisywać hasła. Sprzęty Apple szybko złapią też udostępnione połączenie sieciowe z iPhona i nie trzeba tu tworzyć klasycznego hotspotu, jak robię to choćby za każdym razem dla Nintendo Switch. Jeśli korzystacie z aplikacji Mail, można zacząć pisać wiadomość na telefonie, a skończyć ją na innym urządzeniu, odblokowywać komputer zegarkiem (korzystam regularnie). Do tego dochodzi też bardzo dobrze, szybko i sprawnie działający AirDrop do bezprzewodowego przesyłania plików między urządzeniami. Mamy wspólny schowek czy pęk kluczy, gdzie przechowywane są hasła i mamy do nich dostęp na każdym z urządzeń.

Nie mogę też nie wspomnieć o AirPodsach (w moim przypadku modelu Pro), które podpinają się pod mój AppleID, dzięki czemu przełączanie się między poszczególnymi urządzeniami działa rewelacyjnie szybko i bezproblemowo. Powiedzmy – lecę samolotem i słucham muzyki z iPhona, ale chcę obejrzeć film na iPadzie – moment i słuchawki są przepięte, to samo kiedy chcę przeskoczyć na zegarek czy MacBooka. Na pewno słyszeliście, że z poziomu słuchawek AirPods Pro nie da się regulować poziomu głośności. Strasznie mnie to wkurza, ale jednocześnie da się to zrobić kręcąc koroną zegarka, choć słuchawki nie są spięte z nim, a z telefonem. Drobiazgi, ale wszystko składa się w spójną całość.

Oczywiście ekosystem Apple nie jest idealny i sporo rzeczy można było zrobić lepiej, natomiast jego podstawową przewagą względem konkurencji jest to, że działa i nie wymaga instalowania dodatkowych aplikacji. Wszystko funkcjonuje na poziomie systemów operacyjnych poszczególnych urządzeń i w zamyśle ma po prostu oferować funkcje uprzyjemniające korzystanie ze sprzętu. Z tego zadania wywiązuje się rewelacyjnie.

Przeczytaj też: Dlaczego kupiłem AirPods Pro?

Schody zaczynają się kiedy posiadając sprzęt Apple chcemy korzystać z innych urządzeń czy wybitnie nie mamy ochoty używać aplikacji i rozwiązań firmy. Wtedy wychodzi na jaw, że integracja systemowa wiąże się też ze sztucznym ograniczaniem lub zwykłym, chamskim blokowaniem konkurencji. Połączenie iTunes – iPhone działa super, ale tylko kiedy robimy to na MacBooku. Nie wiem na ile problem zniknął na Windowsie, bo po dawnych doświadczeniach boję się w ogóle uruchamiać tam muzycznego programu. Windowsowe Adobe Premiere Pro ma ogromny problem z filmami kręconymi iPhonem, przez co za każdym razem konwertuję zgrane z telefonu pliki wideo programem QuickTime na MacBooku. Nie podłączam iPhona kablem do PC, tak samo jak nie podłączam Androidów do MacBooka – niby jest zewnętrzny program do odczytywania danych ze smartfona, ale działa od okazji do okazji i lubi zrywać połączenie podczas kopiowania danych. Zegarek nie zadziała z Androidem, a AirPodsy stracą większość najfajniejszych funkcji. No i to przymuszanie do korzystania z przeglądarki czy aplikacji Apple, choć to na szczęście ma się zmienić. Wkurzający jest też własny standard ładowania, przez co walające mi się po domu kable USB-C są bezużyteczne (wyjątkiem jest tu iPad Pro).

Apple robi dobre, ale nie najlepsze urządzenia i często bardzo trudno usprawiedliwić ich cenę patrząc na jeden konkretny sprzęt. Jeśli jednak spojrzy się na kilka produktów, zepnie je w jednym systemie – nagle okazuje się, że cena ma swoje usprawiedliwienie, bo poza smartfonem, tabletem czy komputerem kupujemy również ich współpracę. Dlatego często dziwi mnie, że ludzie decydują się tylko na jedno urządzenie firmy, kompletnie ignorując pozostałe. Korzystałem tak kilka lat z rMBP 13 i po zebraniu kilku innych jabłek dopiero zrozumiałem co takiego fajnego jest w tym amerykańskim sadzie.