26

Ej, ale to już było… no i co z tego? Czyli wyłączność na dobre pomysły.

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co Spotykam się często z niepisaną zasadą, że unikalność startupu, a dokładniej mówiąc produktu, który udostępnia, to obligatoryjny krok do dalszej rozmowy o tym czy dany pomysł jest dobry. Nie mam pojęcia skąd się to bierze? Czy jak idę do sklepu spożywczego gdzie na powitanie pani ubrana w mokry podkoszulek wręcza […]

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
Spotykam się często z niepisaną zasadą, że unikalność startupu, a dokładniej mówiąc produktu, który udostępnia, to obligatoryjny krok do dalszej rozmowy o tym czy dany pomysł jest dobry. Nie mam pojęcia skąd się to bierze? Czy jak idę do sklepu spożywczego gdzie na powitanie pani ubrana w mokry podkoszulek wręcza mi produkt w czerwonym pudełku w niebieskie grochy oznacza, że ja nie mogę zastosować takiego patentu w swoim sklepie? Deprecjonowanie biznesów, które zarabiają kokosy, a które są “tuningowaną” wersją brazyliskiego odpowiednika, jest kiepsko uzasadnione.

Jednym z argumentów jest brak innowacyjności polskich startupów. Trzeba się zastanowić czy rozmawiamy o biznesie czy innowacyjności. W Stanach innowacyjne inkubatory akademickie są kołem napędowym krajowej gospodarki, ale nie możemy zakładać, że każdy polski przedsiębiorca pierwsze o czym myśli to makroekonomiczna perspektywa. Pierwsze o czym powinien myśleć w fazie koncepcji to czy ma gdzieś blisko lukę na ten produkt czy nie. A czy analogiczna luka istnieje w Peru i została już zaklepana przez odpowiedni produkt, który teraz wprowadzamy u nas, może zajmować kogoś, dla którego startup ma wymiar kolekcjonerski. Kolejny istotny aspekt to Time To Market, czyli czy ludzie są gotowi na ten mega-innowacyjny produkt. W czasach gdzie użytkownik +50 zgłasza mi błąd w serwisie po czym okazuje się, że nie używa paska przewijania w przeglądarce, proponowanie “odjechanego” produktu może pozostać w fazie beta na długie lata.

Duże, bogate i doświadczone fundusze z długą perspektywą kooperacji wchodzą w takie projekty. Jednak na naszym polskim poletku warto najpierw skupić się na robieniu startup, który przede wszystkim zarabia, a przynajmniej po trzech miesiącach ma 20K unikalnych userów dziennie z rosnącą tendencją (jeśli jest typem Social Transformer). Chyba, że ktoś wymyśli coś innowacyjno-genialnego, wtedy chętnie sam pomogę w promocji. Zanim będziemy odkrywać na nowo po raz kolejny własną Amerykę pokażmy, że istnieją pomysły, które mają ręce i nogi, ale niekoniecznie są innowacyjne. Przede wszystkim są chętni aby za nie płacić. Dobrze, że jest coraz więcej VC bo często mają funkcję edukacyjną i przy wypełnianiu chociażby formularza wstępnego petent zaczyna widzieć, że innowacja to nie wszystko.

Pomijając wirtualne produkty, wirtualne rynki i augumented reality może warto uderzać w branże: edukacja (np. workspace dla zajęć pozalekcyjnych z nauczycielem), spożywcza (np. crowdsourcing zakupów), budownicza (np. agregator b2c materiałów budowalnych), odzieżowa (np. spersonalizowany sklep, stylista online), zdrowie (np. cyfrowa karta zdrowia), concierge dla każdego (oferta – załatwię każdą sprawę)? Duże obszary i masa potencjalnych klientów. Jeśli nawet sami nie będziecie sprzedawać tych usług to pomyślcie jak je można zautomatyzować, wesprzeć, aby Kowalskiego olśniło, że można to zrobić łatwiej, szybciej, taniej. Wiem, że już dużo takich powstało, ale dla większości podanych wyżej przykładów nie spotkałem w Polsce czegoś „używalnego”, a wcale do tego nie są koniecznie wielkie pieniądze i partnerzy, więc gadka „ale to już jest” można włożyć do klasera.

Często w wyborze pomysłu gubi nas własna perspektywa. “Znam trzydzieści serwisów, które rozwiązują ten problem więc po co kolejny?”. Tylko po pierwsze sprawdźmy czy możemy to zrobić lepiej, a po drugie czy ktoś używa aktualnych narzędzi?? Obserwuję, że wciąż większość dalej nie zna wielu rozwiązań, które załatwiły by ich problemy. Oceny ludzi obytych ze wszelkimi technologiami są często najmniej miarodajne. Trzeba wyjść czasem z rss readera, sprzed kompa i trochę poobserwować jak nasz szklany punkt widzenia ma się do rzeczywistych potrzeb jakiejś nieobytej cioci…

Nie jestem przeciwny innowacji. Jestem przeciwny robieniu jej dla samej siebie. Zgoda, takie często nieudane eksperymenty pchają świat do przodu, ale zachowajmy równowagę pomiędzy tym co działa dobrze a tym gdzie świadomie robimy to w imię eksperymentu. Poza tym mój post dotyczy głównie „wewnętrznej” innowacji produktu, a może warto postawić na innowację wszystkiego w firmie tylko nie produktu, np. sposobu dystrybucji? Generalizując, produktów i serwisów jest skończona ilość. Nie zawsze pytajmy CO ale też JAK. Poszukajcie innowacji w JAK. Podobnie jest z filmami o miłości. Prawie wszystkie o niej opowiadają, tylko różnią się tym JAK.

W korporacji, w której pracowałem (1000+) dostałem nagrodę innowatora roku, za co wysłali mnie do Gwatemali, było fajnie :) Nie wymyślałem nowych produktów, skupiłem się na zbudowaniu narzędzia, które zaoszczędzi mnóstwo zasobów ludzkich. Innowacja polegała na zmianie sposobu pracy (procesy) i maksymalnej dostępności ponad 10 milionów zeskanowanych dokumentów. Anlogicznie w swoim startupie możecie szukać innowacyjnego cięcia kosztów co spowoduje, że Wasz produkt będzie podobny ale na przykład konkurencyjny cenowo! Nie zawsze innowacja tkwi w samym produkcie ale też w innych częściach firmy.

 Autorem jest Maciej Oleksy, twórca Meegusto.com
oraz autor blogu – ProductLabs.co

Zdjęcie ze strony gisellechapman.com