37

Tacy będą przyszli kierowcy jaka jest ich edukacja. A jest koszmarna

edukacja kierowców
Stowarzyszenie Właścicieli Ośrodków Szkolenia Kierowców „AUTOS” wpadło na świetny pomysł naprawdę dobrej (nie tylko z nazwy) zmiany na egzaminie na prawo jazdy. Zbierane są właśnie podpisy pod petycją do Ministerstwa Infrastruktury - wedle tej propozycji plac manewrowy albo zostałby zlikwidowany, albo... znacznie uszczuplony. Ale to nie jedyna kwestia, którą warto byłoby się zająć.

Jeszcze przed tym jak niektórzy z Was ucieszą się z tego, że są w tym kraju ludzie myślący trzeźwo – wstrzymajcie konie. Wszystko jest w rękach urzędników, a to z góry skazuje cały pomysł na porażkę. Inicjatywa stowarzyszenia wskazuje jednak na pewien problem, który kształtował się przez lata ówczesnego systemu ewaluacji kierowców: ten zwyczajnie nie nadąża za szybko zmieniającymi się realiami. Nie stawia się wcale na edukację przyszłych kierowców, lecz przygotowanie ich do… zdania egzaminu. To wiemy wszyscy, ale nie każdy sobie zdaje sprawę z tego jak przykre jest to w skutkach.

Plac manewrowy nie jest straszny, ale wcale nie uczy niczego konkretnego

Największą wadą placu manewrowego jest to, że wcale nie uczy on młodych kierowców tego jak wygląda prawdziwe „pole bitwy”. Zawsze śmiałem się z pachołków na łuku – celem zdającego wcale nie było ocenienie odległości do przeszkód (co w kontekście nienaturalnych, niewystępujących „w przyrodzie” pachołków jest trudne) tylko zrealizowanie magicznej metody na wykonanie ćwiczenia. Szkoły nauki jazdy nie brandzlują się w tańcu i mówią kursantom od razu: łuk najprościej zrobisz tak i tak. Jeżeli wykujesz to na blachę, to zdasz to z palcem w (wybierz sobie). Jeżeli instruktorzy sami konstruują własne „protipy” dotyczące zdania konkretnego elementu egzaminu praktycznego, to z ćwiczeniami jest coś nie tak, prawda?

Młody kursant wyjeżdża na drogę. Co wtedy?

Znam mnóstwo osób, które nawet po 5 – 10 latach od otrzymania papieru potwierdzającego możliwość poruszania się samochodami po drogach mają problem albo z prowadzeniem w ogóle, albo nie wjeżdżają do miast, bo się „boją”. W świetle prawa są to tacy sami kierowcy jak ci, którzy takich obaw nie mają. Co więcej – jedna i druga grupa musiała wykonać te same ćwiczenia, pojeździć chwilę po mieście i trafić w dodatku na dobry humor egzaminatora (albo dobrego egzaminatora w ogóle). Wyjeżdżając z placu manewrowego kandydat ma jeździć jak po sznurku, wykonywać ćwiczenia – zasadniczo zachowywać się jak najlepiej w ruchu drogowym.

Chwila, ale po odebraniu dokumentu kierowca nie będzie jeździł z instruktorem, będzie musiał samodzielnie podejmować decyzje nie tylko w mieście, ale również w trasie, w przeróżnych warunkach. W trakcie przyswajania sztuki poprawnej i bezpiecznej jazdy kursant rzadko zbliży się nawet do 90 km/h w terenie niezabudowanym, prawdopodobnie ani razu nie wyjedzie choćby na „eskę”, żeby zobaczyć jak wygląda ruch przy wysokich prędkościach. A tak przecież też się jeździ i to robić trzeba umieć.

nauka jazdy

Przykro mi, ale zamiast uczyć dobrych praktyk na drodze skupiamy się na wbijaniu do głowy przepisów na zdanie egzaminu. Kwestia wyprzedzania na przejściu dla pieszych nawet dla młodych kierowców jest niezrozumiała i jak wskazuje opisywany przeze mnie niegdyś program „Jedź Bezpiecznie” – nic nie wskazuje, że nagle zrobi się z tym jakkolwiek lepiej. Ba, sam byłem świadkiem ostatnio jak „L-ka” egzaminacyjna stała grzecznie przed przejściem na dwupasmówce. Czekała ona, czekała piesi, z na lewym pasie naliczyłem 5 samochodów, które „L-kę” w tym miejscu wyprzedziły. Dlaczego? Bo tak. Mam nadzieję, że w tym momencie egzaminator odpowiednio skomentował tę sytuację.

Młodzi kierowcy też rzadko wiedzą o tym, że do skrzyżowania z sygnałem zabraniającym wjazdu za nie można dojechać wciskając hamulec dopiero na samym końcu (a nawet „wyczekać” sygnał czerwony i kontynuować jazdę bez zatrzymywania auta) i bardzo swobodnie traktują zasadę „lewy pas jest jak kibel: robisz na nim co trzeba i wracasz na prawy”. Jak wykazał Marek w ostatnim tekście – polskie autostrady są jednymi z niebezpieczniejszych – mimo, że nie mamy ich znowu tak wiele. Mało tego, odstępy między pojazdami na drogach szybkiego ruchu to kolejna bolączka – brakuje często wyobraźni.

Co ze współpracą na drodze?

Miasto, zakorkowane skrzyżowania i zablokowane wyjazdy z bocznych arterii. Za takie zachowanie można zostać ukaranym mandatem, ale to niestety rzadko się zdarza: częściej natomiast słychać klaksony słusznie niezadowolonych z tego faktu kierowców. Puszczanie pieszych, wpuszczanie innych pojazdów w korku to wcale nie tak powszechny nawyk. Z jazdą na suwak również są problemy, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto uczył się zasad ruchu drogowego prawdopodobnie w trybie specjalnym i za nic ma dobre praktyki w zachowaniu się na drodze.

I właśnie tego powinni się uczyć młodzi kierowcy. Z drugiej strony jednak zastanawiam się, czy nawet jeżeli wkrótce zostaną wprowadzone jakieś rewolucyjne zmiany, nie okażą się one strzelaniem z armaty do komara. Dla mnie nie jest tajemnicą fakt, że za kilka dekad mało kto będzie zdawał egzamin na prawo jazdy i za kółkiem zastąpią nas maszyny – precyzyjne, rzadko mylące się mechanizmy, które same będą nas dowozić do celu podróży.