Moje przemyślenia

EGO! Smartmouse - wreszcie naprawdę innowacyjna myszka komputerowa, to mi się podoba!

JR
Jan Rybczyński
24

W temacie tradycyjnych urządzeń peryferyjnych zwykle niewiele się dzieje. Myszka i klawiatura pozostają bez większych zmian od kilkudziesięciu lat. Nie bez powodu, w tradycyjnej postaci sprawdzają się najlepiej. Najwięcej eksperymentów dotyczy designu, ale rzadko kiedy wpływa to na komfort użytkowan...

W temacie tradycyjnych urządzeń peryferyjnych zwykle niewiele się dzieje. Myszka i klawiatura pozostają bez większych zmian od kilkudziesięciu lat. Nie bez powodu, w tradycyjnej postaci sprawdzają się najlepiej. Najwięcej eksperymentów dotyczy designu, ale rzadko kiedy wpływa to na komfort użytkowania, a często jest po prostu udziwnieniem. EGO! Smartmouse ma szansę zmienić ten stan rzeczy i rozpocząć nowy rozdział dla komputerowych gryzoni. Pozornie wygląda jak zwykła mysz bezprzewodowa, ale wewnątrz kryje się cała gama unikalnych rozwiązań, których nie widzieliśmy nigdy wcześniej w przypadku myszki.

Opis urządzenia

EGO! Smartmouse w podstawowym zakresie działa jak zwykła mysz bezprzewodowa korzystająca z Bluetooth - ma czujnik optyczny i nowoczesny, ale nie awangardowy kształt i być może to jest jej podstawowa zaleta, nie psuje już sprawdzonego rozwiązania, nie wymusza na użytkowniku na siłę zmiany przyzwyczajeń, jednak na tym podobieństwa się kończą. Urządzenie posiada szereg czujników znanych ze smartfonów, w tym: akcelerometr, żyroskop, kompas a nawet kamerę VGA oraz wbudowaną pamięć. Całość działa pod kontrolą skrojonego na miarę systemu operacyjnego Linux i procesora ARM9 taktowanego częstotliwością 400 MHz. To już samo w sobie pokazuje, że nie mamy do czynienia ze zwykła myszką. Diabeł jednak tkwi w szczegółach i nie chodzi o to, co znajduje się w środku, ale jak zostało zastosowane, a muszę przyznać, że naprawdę pomysłowo.

Zamysł jest taki, że myszka ma być wspólnym kontrolerem dla wszystkich naszych urządzeń, ma zwiększać naszą produktywność na wiele różnych sposobów. Zacznijmy od podstaw - parowanie. Korzystanie z jednej myszki Bluetooth na kilku urządzeniach potrafi być uciążliwe. Za każdym razem trzeba wyszukiwać nowe urządzenie, parować, a gdy chcemy się przełączyć, rozłączyć i parować z innym komputerem. Większość urządzeń Bluetooth cierpi na tą samą dolegliwość. W zasadzie jedynym z nielicznych wyjątków jest tutaj klawiatura Logitech K810, która pozwala podłączyć się do trzech różnych urządzeń jednocześnie, np. komputera, tabletu i telefonu i przełączać się pomiędzy nimi specjalnym klawiszem. Szerzej opisał ją Marcin Kamiński. Za tą jedną prostą funkcję Logitech każe zapłacić sobie 439 zł.

EGO! Smartmouse rozwiązuje to całkiem inaczej. Parowanie odbywa się za pomocą QR kodu. Temu między innymi służy wbudowana kamera. Celujemy myszką na ekran dowolnego urządzenia wyświetlającego QR kod i po kilku sekundach myszka jest już sparowana. Oby ją rozłączyć wystarczy wcisnąć przycisk na górze obudowy, następnie zczytać QR kod z ekranu innego urządzenia i gotowe. Żadnego czekania na wyszukanie i parowania. Wszystko dzieje się samo i nie ma limitu urządzeń z którymi może współpracować myszka.

Żeby podłączać jedną myszkę do wielu urządzeń trzeba mieć jakiś powód. Jednym z nich jest oszczędność - kupujemy jedną myszkę, drugim mniejsza ilość zajmowanego miejsca, ale EGO! Smartmouse ma w zanadrzu jeszcze lepsze uzasadnienie. Po pierwsze, posiada wbudowaną pamięć, od 2 do 8 GB zależnie od modelu, która chwilę po podłączeniu myszki do komputera pojawia się jak zwykły folder na którym możemy wykonywać wszystkie standardowe operacje, jak kopiowanie, kasowanie itp. Dodatkowo, wykonanie określonych gestów myszką w powietrzu może uruchomić np. automatyczną synchronizację plików. Mamy więc zestaw prywatnych plików zawsze ze sobą. Ważniejsze jest jednak to, że mysz może służyć za hardware'owy token, dzięki któremu zalogujemy się do różnych serwisów tylko raz podając hasło. Nie mówimy tu co prawda o tym stopniu bezpieczeństwa, który oferuje np. Yubikey, ale jest to z pewnością wygodniejsze niż programowy menadżer haseł i bezpieczniejsze niż wprowadzanie haseł z pamięci, bo te mogą być znacznie dłuższe i bardziej losowe. Podsumowując, tam gdzie mamy myszkę, tam jesteśmy zalogowani do wszystkich swoich serwisów.

Czas wspomnieć o pozostałych czujnikach. Myszką można posługiwać się tradycyjnie, przesuwając ją po stole, ale można sterować kursorem trzymając urządzenie w powietrzu. Działa to podobnie do kontrolera znanego z konsoli Wii. Tym sposobem myszka doskonale sprawdzi się jako prezenter, nie tylko pozwalając przerzucać slajdy, ale również precyzyjnie sterując kursorem. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zastosować ją w salonie, do sterowania odtwarzaniem filmów i jako kontroler do gier. Sterowanie samochodem czy samolotem może odbywać się za pomocą nachylania myszki w różnych kierunkach, podobnie jak działa skręcanie w przypadku niektórych gier mobilnych, a w Fruit Ninja można grać na telewizorze wymachując myszką jak mieczem, jednym słowem wszystko do czego przyzwyczaiła nas konsola Wii.

To dopiero początek

Producent myszki zamierz udostępnić API, które umożliwi wykorzystanie wszystkich czujników, wbudowanej pamięci czy kamery. Do myszki można przypisać przestrzeń w chmurze, co wraz z wbudowaną pamięcią i logowaniem się za pomocą QR kodu pozwala synchronizować niemal dowolne dane, w tym hasła i wiele więcej. Ponieważ funkcjonalność myszy w dużej mierze opiera się na oprogramowaniu, update wewnętrznego firmware oznacza wprowadzenie zupełnie nowych rozwiązań i funkcji bez konieczności zmiany samego urządzenia. Oczami wyobraźni widzę zastosowanie tej myszki np. w oprogramowaniu do obróbki 3D - gdy chcemy obracać wirtualną bryłą, unosimy myszkę i obracamy nią w różnych kierunkach, tak jak byśmy trzymali tę bryłę w ręku, gdy chcemy precyzyjnie manipulować poszczególnymi wierzchołkami, korzystamy z myszki w sposób tradycyjny.

Możliwe jest również połączenie tradycyjnego sterowania w grach z nowymi pomysłami, np. w strzelance celowanie może odbywać się w tradycyjny sposób, co jest bez wątpienia najszybsze i najprecyzyjniejsze ze wszystkich kontrolerów, nie wyłączając padów, gdy jednak kończy się amunicja, albo chcemy po cichu wyeliminować wroga i sięgamy po broń białą czy walkę wręcz, możemy wykonywać gesty myszką w powietrzu. Wszystko bez odrywania rąk od myszki, zmiany kontrolera na bardziej udziwnione rozwiązania. Unikatowe połączenie precyzji myszki i swobody kontrolera.

Wady i podsumiwanie

Oczywiście nie mogło obyć się bez wad. Generowanie kodów QR musi wspomagać jakiegoś oprogramowania zainstalowanego na komputerze, którego normalna myszka po prostu nie wymaga. To może ograniczać możliwe zastosowania. Osobiście nie jestem zwolennikiem instalowania rozbudowanych sterowników do prostych urządzeń. Trzeba będzie tez poczekać na wsparcie wszystkich systemów. Projekt znajduje się na Kickstarterze i wiele wskazuje na to, że zbierze konieczne fundusze. Sterowniki dla Windows pojawią się w czerwcu, dla Maca w lipcu, a dla Linuxa i Androida w jeszcze późniejszym terminie. Użytkownik w tych kwestiach pozostaje na łasce producenta.

Urządzenie jest bezprzewodowe i działa na baterii. Bluetooth 4.0 pozwala optymalizować zużycie energii, ale ciągły transfer plików niewątpliwie będzie go skracał. Przy maksymalnym obciążeniu mysz będzie działała 8 godzin. Oczywiście maksymalne obciążenie nie będzie zdarzało się często. W końcu kto bez przerwy kopiuje pliki i wymachuje myszką cały czas, ale to wciąż jednak krótko, zwłaszcza w porównaniu do niektórych myszek bezprzewodowych, które potrafią wytrzymać na zwykłej baterii ponad rok intensywnego użytkowania. Logitech ma takie w ofercie, chociaż nie łączą się za pomocą Bluetooth. Ładowanie myszki tak często jak smartfona nie nastraja zbyt optymistycznie.

Na koniec zostaje cena. Najtańszy model z 2 GB wbudowanej pamięci kosztować będzie 70 funtów czyli około 330 złotych. Najdroższy, z 8 GB pamięci to wydatek aż 120 funtów czyli prawie 600 złotych. To zdecydowanie za dużo, żeby mysz stała się naprawdę popularna, podczas gdy naprawdę dobrego gryzonia można kupić za 70 zł, a nawet mniej. To niemal dziesięciokrotna różnica w cenie. Dodatkowo tak duży wzrost ceny przy zmianie pojemności z 2 na 8 GB jest nieuzasadniony, przecież 8 GB pamięci flash kosztuje dziś grosze, nawet poniżej 20 zł. Skąd więc różnica w cenie? Nie mam pojęcia. Cenią się bardziej niż Apple - dopłacamy prawie tyle samo co w przypadku przesiadki z iPada 16 na 32 GB, a to tylko myszka. Jak do tego dodamy, że produkty zakupione przez Kickstarter są zwykle tańsze niż w sklepach, to można już tylko załamać ręce.

Odkładając jednak wady na chwilę na bok, podoba mi się pomysłowość tego projektu. Połączenie klasycznej funkcji myszy z całym szeregiem nowych zastosowań. Dodanie nowego nie psując starego i sprawdzonego. Wykorzystanie technologii znanej z innych urządzeń np. smartfonów. Ktoś musi przetrzeć nowy szlak, ale tą drogą mogą też pójść w przyszłości inni producenci, a z większą produkcją i większą konkurencją będą spadać ceny. Tym sposobem za jakiś czas być może wszyscy będziemy korzystać z myszek, którymi będzie można wymachiwać jak mieczem świetlnym?

Na zbiórkę na Kickstarterze trafiłem dzięki serwisowi Mashable.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu