Jest to gościnny wpis Szymona Barczaka. Młodzi gniewni, mający dość reżimu obecnego prezydenta – Mubaraka – wyszli na ulice. Zorganizowali akcję „Dzień gniewu” i wiele innych protestów przy pomocy serwisów społecznościowych typu Twitter czy Facebook. Zostały one więc zablokowane przez rząd. To nie powstrzymało Egipcjan, którzy chcieli kontynuować swoje protesty – grupować zaczęli się w […]

Jest to gościnny wpis Szymona Barczaka.
Młodzi gniewni, mający dość reżimu obecnego prezydenta – Mubaraka – wyszli na ulice. Zorganizowali akcję „Dzień gniewu” i wiele innych protestów przy pomocy serwisów społecznościowych typu Twitter czy Facebook. Zostały one więc zablokowane przez rząd. To nie powstrzymało Egipcjan, którzy chcieli kontynuować swoje protesty – grupować zaczęli się w inny sposób, natomiast sam internet wykorzystywali do relacjonowania wydarzeń wewnątrz kraju.

Miarka się przebrała, gdy na jednym z filmów wideo opublikowanych w sieci zarejestrowane zostało postrzelenie protestującego. Egipcjanie zostali wtedy – kilka dni temu – pozbawieni dostępu do internetu szerokopasmowego, jednak i bez tego radzą sobie świetnie. Wciąż relacjonują wydarzenia, które dzieją się wewnątrz ich kraju przy pomocy… połączeń wdzwanianych. Technologia, o której już dawno zapomnieliśmy, pozwoliła Egipcjanom utrzymać kontakt ze światem.

Egipski rząd nie panuje nad sytuacją w kraju. Mieszkańcy tego państwa zostali odcięci od sieci, gdyż reżimowy rząd chciał, by informacje na temat sytuacji wewnątrz kraju nie wychodziła poza jego granice. Zarejestrowane zabójstwo jednego z protestantów przyczyniło się prawdopodobnie w głównej mierze do tak radykalnego kroku. Prawdopodobnie takich sytuacji jest więcej, dlatego rząd nie chce dopuścić do tego, by takie materiały wydostawały się do globalnej pajęczyny, żeby nie drażnić opinii publicznej na całym świecie, która w końcu może zmusić swoje rządy do zrobienia coś w tej sprawie.

Początkowo blokada obejmowała jedynie serwisy społecznościowe – zablokowano na krajowych serwerach DNS wybrane domeny. Obecnie, jak informuje firma Renesys, wyłączono 3500 ruterów brzegowych (BGP, Border Gateway Protocol). Jest to ewenement na skalę światową, gdy to cały kraj zostaje celowo odłączony od internetu w ciągu kilku minut.



Zanim podjęto ten radykalny krok, zablokowane zostały także usługi BlackBerry oraz możliwość przesyłania wiadomości SMS. Z tego, co wiadomo, nie można także wykonywać połączeń telefonicznych za pomocą telefonów komórkowych. Jednak telefonia stacjonarna pozostała nietknięta, co Egipcjanie postanowili wykorzystać. Nic dziwnego, że pozostawiono możliwość wykonywania połączeń telefonicznych przez telefony stacjonarne, gdyż szpitale, urzędy, placówki rządowe czy sam rząd muszą mieć możliwość komunikacji. Poza tym, przy takim chaosie panującym na ulicach, musi być możliwość wezwania służb porządkowych, straży pożarnej lub pogotowia ratunkowego.

Na czym polega zatem sprytny pomysł Egipcjan? Wykorzystali oni możliwość połączeń wdzwanianych, czyli technologii, która została wyparta przez łącza szerokopasmowe. Połączenia dial-up charakteryzowało to, że były zasadniczo drogie, oferowały niski transfer i liczone były na impulsy. Połączenia wdzwaniane wykorzystywane w obecnej chwili przez Egipcjan to połączenia międzynarodowe, tzn. poprzez łącza zagranicznych dostawców internetowych. Mało kto porwałby się na taką możliwość, gdyż jest niesamowicie kosztowna, gdyby nie to, że jeden z francuskich dostawców internetowych – French Data Network – zaoferował Egipcjanom połączenia typu dial-up za darmo. Gdyby jednak ktoś z nich chciał się połączyć z internetem za pomocą innego dostawcy, może wykorzystać listę dostawców połączeń dial-up przygotowaną przez grupę Anonimowych.

W praktyce wciąż jeden z egipskich dostawców usług internetowych – Noor Group – ma dostęp do internetu, gdyż zapewnia łączność z siecią instytucjom rządowym, bankom czy giełdzie egipskiej. Część osób wykorzystuje swoją pozycję do nielegalnego relacjonowania wydarzeń, wykorzystując do tego sieć TOR. Dyrektor wykonawczy tego projektu poinformował opinię publiczną o fakcie, iż po odcięciu internetu w Egipcie, zaobserwowano ogromny ruch na serwerze – pojawiało się około trzech tysięcy zapytań na sekundę o plik z aplikacją do połączeń przez sieć TOR i większość tych zapytań wypływała właśnie z puli adresów IP dostawcy Noor Group.

Oprócz tego, działają również faksy w uniwersytetach i urzędach, na które wiele osób kieruje informacje m.in. na temat tego, jak połączyć się za pomocą technologii dial-up. W sieci pojawiły się już na ten temat odpowiednie poradniki [1] [2]



Zachęcam także do odwiedzenia galerii zdjęć z Egiptu w serwisie TotallyCoolPix oraz wciąż aktualizowanego artykułu w polskiej Wikipedii